Killian tak bardzo nienawidził tej kobiety. Nienawidził, gdy go ignorowała. Nawet nie zaszczyciła go spojrzeniem. Jej oczy były zupełnie wygasłe. Caden naprawdę złamał jej ducha i w tej chwili była jedynie skorupą dawnej siebie.
— Zabiję cię! — warknął Killian. Popchnął ją mocniej na ścianę, przygważdżając jej ciało do swojego.
W jej oczach nie było strachu, nawet gdy walczyła o oddech. Rania zdawała się akceptować swoją śmierć. Była na to gotowa już dawno temu. W końcu był czas, kiedy sama chciała się zabić.
— Śmiało, zabij mnie.
Rania zamknęła oczy; powitałaby śmierć z otwartymi ramionami.
Jednak ta reakcja nie była tym, czego pragnął Killian, co więcej, nie był na tyle szalony, by zabić Ranię tu i teraz.
Caden zabiłby go w najgorszy możliwy sposób, a on nie był ciekawy, jakiej okrutnej metody by użył, gdyby Killian zabił ulubioną zabawkę przyszłego alfy.
Dlatego Killian zamiast tego odrzucił Ranię na bok. Przeklął ją i podniósł rękę, by uderzyć ją w twarz, ale powstrzymał się w porę. Gdyby ją uderzył, na jej skórze zostałby ślad, wszyscy by się dowiedzieli, a Caden byłby wściekły, że dotknął jego zdziry.
Nie warto było. Caden miał zostać alfą za mniej niż dwie godziny, prowokowanie tego człowieka nie było rozsądne.
— Pieprz się! — Killian splunął Ranii w twarz, zanim odszedł. Musiał się przygotować przed rozpoczęciem ceremonii, w przeciwnym razie jego ojczym zrobiłby o to awanturę.
Z drugiej strony Rania nie poczuła ulgi, gdy Killian darował jej życie. W końcu to nie było życie, jakiego pragnęła.
Ocierając ślinę z twarzy, Rania poszła do toalety, by się umyć, a następnie wyszła, by wrócić do pracy. Oczywiście została surowo zganiona przez Rae, ale ta nie mogła jej ukarać, przynajmniej jeszcze nie teraz, dopóki ceremonia się nie zakończy.
— Masz! Zanieś ten drink do pierwszego rzędu, do bety Alaryka — powiedziała Rae, ale zaraz zmarszczyła brwi; dopiero po sekundzie zdała sobie sprawę, że ten beta był ojcem Ranii.
Wysłanie jej tam nie wydawało się właściwe, ale nie było tam nikogo innego.
— Zrobię to — powiedziała krótko Rania. Nie przejmowała się spotkaniem z ojcem. Był dla niej jak każdy inny człowiek. Nie był już dla niej nikim ważnym.
Ostatni raz rozmawiali kilka miesięcy temu, kiedy Killian był karany przez Cadena, ponieważ próbował ją pocałować.
Alaryk zapytał tylko, co się stało i to wszystko. Nie było żadnego ciągu dalszego; Ranii nie obchodziło, czy ukarał Killiana, czy nie.
Tymczasem ceremonia przebiegała gładko, ludzie wiwatowali na cześć nowego alfy, a Caden uśmiechał się do nich wszystkich.
Jednak radosna atmosfera opadła niemal natychmiast, gdy król wstał i ruszył w stronę podium, gdzie miał uprawomocnić roszczenia Cadena do bycia nowym alfą.
W tym momencie Rania weszła do głównej sali, a ogarniający ją niepokój wzrósł. Jej serce waliło jak młotem, im bardziej zbliżała się do sali.
Czuła mieszaninę strachu i pragnienia, co zmusiło ją do nieco szybszego kroku. Z jakiegoś powodu musiała znaleźć się w głównej sali jak najszybciej, jakby ktoś na nią czekał.
To było dziwne uczucie, ale Rania nie potrafiła ubrać go w słowa.
Im była bliżej, tym bardziej bolało ją serce. Jakby tęskniła za czymś... za kimś, a jej długie oczekiwanie wreszcie miało dobiec końca.
Rania truchtała korytarzem, ale wkrótce przeszła w półbieg, a kiedy dotarła do głównej sali, szarpnęła drzwi i weszła do środka z pewnością siebie.
W sali panowała cisza, gdyż uwaga wszystkich skupiona była na królu.
Było tu około trzystu ważnych osobistości; siedzieli na swoich miejscach, zwróceni twarzami do wzniesionego podium, na którym król wygłaszał przemówienie.
Jego głos rozbrzmiewał w ogromnej przestrzeni głównej sali, krystalicznie czysty niczym rześki poranek. Światło słoneczne z sięgających od podłogi do sufitu okien oświetlało jego sylwetkę, rzucając długi cień na białe płytki podłogi.
Wzrok Ranii padł na niego natychmiast, w chwili gdy weszła do głównej sali; to on sprawiał, że czuła niepokój. Uderzył ją jego zapach — był słaby, ponieważ w pomieszczeniu unosiły się setki innych woni, ale bez cienia wątpliwości to on sprawił, że serce Ranii zabiło mocniej.
Kiedy ich spojrzenia się spotkały, Rania poczuła, że cały jej świat grawituje wokół niego. Nie pragnęła niczego innego, jak tylko być z nim, dotknąć go, pocałować. Ta tęsknota wywoływała w niej fizyczny ból, który był jeszcze trudniejszy do opisania.
Z drugiej strony król przerwał przemówienie. Jego oczy odnalazły ją, ale wyraz jego twarzy był trudny do odgadnięcia. Zmrużył niebezpiecznie oczy, obserwując młodą kobietę idącą w jego stronę pośród siedzącej publiczności.
W rzędach krzeseł wybuchł głośny szmer i westchnienia; wszyscy otwierali szeroko oczy ze zdumienia na widok Ranii. Omegi. Było to bardzo oczywiste ze względu na mundur, który miała na sobie.
— Co ona tu robi?! — syknął wściekle Alaryk. Killian siedział z nim, wraz z matką i młodszą siostrą. Cała ich uwaga skupiona była na Ranii, która pewnym krokiem zbliżała się do podium.
— Zatrzymajcie ją — powiedział mrocznie Caden do pobliskiego wojownika. Jego dłonie lekko drżały. Znał ten wyraz jej twarzy. Widział to już wcześniej i ta wiedza sprawiła, że w całym ciele poczuł mdłości.
Nie ma mowy. To się nie wydarzy.
Silne uczucie ścisnęło pierś Cadena, który wiedział, że nad tym, co należało do niego, zawisło zagrożenie.
















