Jedna noc skradzionej namiętności. Czek in blanco. Zrujnowane życie. Trzy lata temu byłam córką Bety, przeznaczoną, by stanąć na czele watahy. Jednak jednego ranka stałam się „dziwką”, wygnaną przez rodzinę i odrzuconą przez ukochanego z dzieciństwa. Uciekłam ze złamanym sercem i sekretem, który mógłby zniszczyć monarchię: nosiłam pod sercem dziedziców mężczyzny, którego tak naprawdę nigdy nie widziałam. Ale zanim zdążyłam ich ochronić, mój świat obrócił się w popiół. Straciłam wszystko – status, wolność i... moje dzieci. Teraz jestem tylko bezimienną niewolnicą w watasze Blackwood, bezwilczą omegą, która żyje z ochłapów. Aż pojawia się On. Król Roman. Król Likanów. Najpotężniejszy Alfa, który kiedykolwiek władał Miastem Korony. Jest zimny, bezlitosny i szuka kobiety, która trzy lata temu „ukradła” jego nasienie. Uważa mnie za złodziejkę. Uważa mnie za zdrajczynię. Nie ma pojęcia, że „niewolnica”, którą traktuje z taką pogardą, jest jedyną kobietą, która kiedykolwiek poznała jego dotyk. Roman potrzebuje surogatki, aby zabezpieczyć swój tron. Wybiera mnie – za karę. Przysięga złamać mojego ducha, nieświadomy, że przy każdym jego dotyku nasza więź wykrzykuje prawdę, której oboje się lękamy. Jak długo uda mi się ukrywać prawdę przed Koroną? I co zrobi Król, kiedy zrozumie, że dręczona przez niego kobieta to Przeznaczona, na którą polował od lat?

Pierwszy Rozdział

Moja siostra ukradła mi narzeczonego. Ma zostać Luną naszej watahy i triumfuje nade mną, a wszyscy uważają, że sobie na to zasłużyłam. Mój ojciec jest Betą watahy Blackwood. Declan był moją pierwszą miłością, moim narzeczonym i przyszłym Alfą watahy. Tradycją zawsze było małżeństwo między rodzinami Alfy i Bety. Kiedy nasz Alfa zapytał Declana, kogo chce na swoją Lunę, ten bez wahania wskazał mnie. Aż do tamtej nocy sprzed trzech lat, która zmieniła wszystko… Trzy lata temu tajemniczy mężczyzna odebrał mi dziewictwo, po czym zniknął, zostawiając po sobie jedynie czek in blanco. Kiedy tamtego ranka obudziłam się w hotelu, naga, moja rodzina jakimś cudem już mnie odnalazła. Stali wokół łóżka, mierząc mnie wściekłym wzrokiem. — Tessa, ty bezwstydna dziwko! — Mama podniosła czek i rzuciła mi go w twarz. — Jak śmiałaś sprzedać swoją niewinność za pieniądze? Jak mogłaś to zrobić swojej rodzinie, swojej watasze?! — I Declanowi — dodała złośliwie moja siostra, Blaire. — Czy ty w ogóle pamiętasz o swoich zaręczynach? W głowie miałam mętlik. Nie szukałam przygód z żadnym facetem. Przyszłam tylko odnaleźć Blaire. Odkąd Declan wybrał mnie na swoją przyszłą partnerkę, Blaire co rusz uciekała z domu. Gdybym natychmiast po nią nie pobiegła, mama obwiniłaby mnie o wszystko. — Proszę, wysłuchajcie mnie — powiedziałam z rozpaczą. — Naprawdę myślicie, że zdradziłabym Declana dla pieniędzy? — A kto mówi, że nie? — rzuciła chłodno Blaire. — Mama i ja znalazłyśmy to w twoim pokoju, kiedy szukałyśmy cię zeszłej nocy. Ty mała, przebiegła złodziejko, zachciało ci się więcej forsy. Podsunęła mi telefon, a na zdjęciach widać było rzeczy Blaire — markowe torebki, luksusowe zegarki i biżuterię. Wszystko to leżało na podłodze w moim pokoju. — Nie zrobiłam tego… — wychrypiałam, tracąc oddech. — Wychodzę za Declana. Nigdy nie zrobiłabym czegoś tak głupiego dla pieniędzy. Ja… chyba miałam ruję. Nie wiem dlaczego. Blaire była moją rodzoną siostrą. Nie rozumiałam tego, ale to ja byłam tą niekochaną w rodzinie. Ona miała rzeczy, o których ja mogłam tylko marzyć. Na jej wystawne i wspaniałe dobra mogłam patrzeć jedynie z daleka; nigdy nie należały do mnie. Declan był jedyną osobą, która zawsze stała po mojej stronie. Blaire wykrzywiła usta w pogardzie. — Zrobisz wszystko, żeby tylko nie wziąć odpowiedzialności za własne czyny. Nagle w moich myślach coś przeskoczyło i wszystkie elementy układanki wskoczyły na swoje miejsce. Zrozumiałam, kto za tym wszystkim stoi. — Doskonale wiesz, że wyszłam tylko po to, żeby cię znaleźć! — odparowałam Blaire. — Wiesz, że to miejsce nie podlega pod jurysdykcję żadnej watahy, panuje tam chaos. Poszłam do klubu, żeby cię stamtąd zabrać. Trzymałam twój drink i niech to szlag, nie wiem, co sama wypiłam... Blaire zakryła twarz dłońmi i zaczęła głośno szlochać. — Sugerujesz, że cię odurzyłam? Byłam załamana, chciałam znaleźć nowe miejsce dla siebie. Nie wiem nic o tym, co ci się przydarzyło. — Jej ramiona drżały. I znowu to samo. Kolejny atak płaczu. Ale byłam pewna, że rodzice wesprą mnie, gdy w grę wchodziła moja niewinność. Moja matka wyglądała na nieco wahającą się. Jej wzrok wędrował między nami obiema. Wtedy zwróciłam się do ojca, błagając go o wsparcie. — Ojcze… — zaczęłam. Trzask. Uderzył mnie prosto w twarz. Policzek piekł tak mocno, że na moment wpadłam w szok. To nie mogło się dziać. — Nikt nie musiał cię odurzać. — Jego głos był warknięciem. — Oddałaś swoją godność za pieniądze. Zazdrościsz własnej siostrze i z tego powodu ją okradasz, a potem próbujesz zrzucić na nią winę. Nie jesteś już moją córką, a tym bardziej nie nadajesz się na przyszłą Lunę. — Ladacznica — szepnęła matka pod nosem. Moja siostra zerknęła na mnie zza palców. W jej oczach nie było już ani śladu łez. ___ Kręcę głową, wyrywając się ze wspomnień. Dzisiaj jest wielki dzień, muszę ugościć królewskiego posłańca w imieniu mojej rodziny. Choć już nie jako córka tego domu, lecz jako niewolnica. Mój narzeczony Declan? Teraz należy do Blaire. Skoro Declan jest następny w kolejce do objęcia stanowiska Alfy, to czyni Blaire przyszłą Luną. Zaczęła się tak tytułować już podczas długich nieobecności Declana, gdy ten podbijał sporne terytoria. Jego częste wyjazdy opóźniły ceremonię parowania, ale Blaire zdaje się tym nie przejmować. Wciąż kroczy po ziemiach watahy, jakby już była królową. Jednak we mnie wciąż tli się mały ogień. Wciąż wierzę, że poprzez leki wymuszono u mnie ruję, co bezpośrednio doprowadziło do mojego upadku. Nikt mnie już nie słucha. Nawet Declan, który odwrócił się ode mnie, gdy wróciłam z tamtego koszmaru trzy lata temu. Próbowałam powiedzieć mu prawdę, ale mnie zignorował. Od tamtej pory nie zamienił ze mną ani słowa. Nawet teraz, gdy jest ze mną w tym samym pokoju, odmawia spojrzenia mi w oczy. Kiedy tylko wszedł, nasze spojrzenia spotkały się na ułamek sekundy i poczułam się, jakbym przeniosła się do innego życia, kiedy Declan był moim narzeczonym i odwiedzał mnie, by spędzić ze mną czas. Szybko odwrócił wzrok, a ja przypomniałam sobie o swoim nowym, nędznym statusie. Królewski posłaniec, mężczyzna w czerni z fioletową szarfą na ramieniu, siedzi teraz na krześle naprzeciwko Declana i mojej siostry, którzy zajęli kanapę. Matka i ojciec stoją w pobliżu. Zgodnie z moimi obowiązkami domowej niewolnicy, powoli podaję zestaw do herbaty, stawiając go na stoliku kawowym. Staram się nie nawiązywać z nikim kontaktu wzrokowego, ale przyznaję, że przyjazd królewskiego posłańca mnie ciekawi. Jego wizytę ogłoszono dość nagle, co zmusiło mnie i pozostałych niewolników do gorączkowego sprzątania i przygotowań na jego przybycie oraz na powrót Declana, który mu towarzyszył. Królewski posłaniec to niezwykle rzadki widok. Król nieczęsto ma interesy w naszej małej watasze. Czego może od nas chcieć teraz? Blaire mierzy mnie niecierpliwym wzrokiem, gdy obsługuję ją jako pierwszą. — To jest okropne. — Blaire z dumą wypluwa herbatę z wyrazem obrzydzenia. — Próbujesz otruć naszego honorowego gościa. — Nie, ja... — Zanim zdążę się wyprostować, Blaire zwraca się do mnie: — Tessa. Klękaj tutaj, przy mnie. — Wskazuje na puste miejsce obok siebie, goły kawałek twardej podłogi, którego nie zakrywa dywan. Nie mam najmniejszej ochoty dociskać kolan do tej twardej powierzchni, ale wiem, jaki ból mnie czeka, jeśli się sprzeciwię, zwłaszcza przy honorowym gościu. Bicie mogłoby trwać do świtu. Opadam na kolana tam, gdzie wskazała. — Wyciągnij rękę — mówi. Przełykając ślinę, wykonuję polecenie. Odsuwając ramię, którym splatała się z Declanem, Blaire sięga do przodu i chwyta imbryk ze stołu. Declan zerka na Blaire, na imbryk, a potem na moją rękę. Jego warga drga, jakby chciał powiedzieć coś, by ją powstrzymać, ale tego nie robi. Moje serce pęka na nowo. Przygotowuję się na uderzenie wrzątku, który z pewnością poparzy mi skórę. Z dzikim błyskiem w oku, Blaire zaczyna przechylać imbryk. — Przestań — mówi królewski posłaniec. Blaire nieruchomieje, choć jej oczy twardnieją z wściekłości. — Wolno mi znać miejsce mojej siostry, kiedy zaczyna marzyć o rzeczach powyżej swojego stanu. — Nie, nie wolno ci — odpowiada posłaniec. — Już nie. Ta kobieta jest teraz własnością Króla Likanów i tylko on może decydować o jej karach.

Odkryj więcej niesamowitych treści