Wracamy w stronę domu watahy; ulice są ciche i słabo oświetlone. Moje ciało mrowi od wrażenia trzymania Noaha za rękę, a w żołądku czuję istne fikołki. Źle go oceniłam; to najsłodszy mężczyzna o wielkim sercu. Chłopaki musieli połączyć się telepatycznie, bo wszyscy czekają na nas na dole podjazdu, gdy podchodzimy.
– Hej, mała, co tam masz? – Xavier całuje mnie w czoło i próbuje zerknąć na płótno,
















