Mama odsuwa się pierwsza, choć niezbyt daleko. Jej dłonie pozostają na moich ramionach, jakby kotwiczyła się dowodem mojego istnienia – solidnym, oddychającym, żywym.
– Mam tak wiele pytań – mówi, ponownie przesuwając kciukiem po mojej kości policzkowej. – Ale... nie musisz odpowiadać na żadne z nich od razu.
– Odpowiem – mówię cicho. – Ale najpierw są ludzie, których musisz poznać.
Zerkam przez r
















