Obudził mnie blask słońca wpadający przez okna sięgające od podłogi aż po sam sufit. Czułam rozkoszne obolałość w miejscach, o których istnieniu zdążyłam już zapomnieć. Jedwabna pościel szeleściła na mojej nagiej skórze, gdy przeciągałam się, krzywiąc z powodu słodkiego rwania między nogami.
Druga strona łóżka była pusta, a pościel zdążyła już wystygnąć. Ani śladu Alarica.
– Ała – mruknęłam, ostro
















