Evelina
Powietrze w penthousie wydawało się gęste, naładowane nagłą, drapieżną energią, od której włosy na moich ramionach stanęły dęba. Dłoń Alarica spoczywała ciężko i ciepło na ścianie tuż obok mojej głowy, więżąc mnie w wąskiej przestrzeni między jego ciałem a zimnym kamieniem. Czułam jego zapach — tę charakterystyczną woń ciemnych przypraw i ziemistych perfum — ale pod tym kryło się coś ostrzejszego, bardziej nieprzewidywalnego.
Spojrzałam w górę, próbując odnaleźć opanowanego, wymagającego prezesa, dla którego pracowałam, ale stojący nade mną mężczyzna był obcy. Miał szeroko otwarte oczy, a przeszywający błękit jego tęczówek został niemal całkowicie pochłonięty przez źrenice tak rozszerzone, że wyglądały jak plamy atramentu.
— Panie Sterling? — szepnęłam, a głos mi się załamał. Wyciągnęłam ręce, przyciskając dłonie do jego klatki piersiowej, by stworzyć jakikolwiek dystans, ale dotyk twardych jak skała mięśni pod cienkim materiałem wizytowej koszuli sprawił tylko, że moje serce zabiło jeszcze szybciej. — Wszystko w porządku? Wygląda pan... inaczej.
Nie odpowiedział słowami. Zamiast tego wydał z siebie niski, gardłowy dźwięk i pochylił się, zbliżając twarz do mojej. Jego oddech był gorący na mojej skórze, czuć było w nim echa drogiej whisky i czegoś chemicznego. Zanim zdążyłam pojąć zagrożenie, jego usta zawładnęły moimi.
To nie był pocałunek; to była napaść. Nie prosił; brał. Jego wargi były twarde i zdesperowane, napierały na moje z pierwotnym głodem, od którego zakręciło mi się w głowie. Jego język wdarł się siłą między moje zęby, szukając mojego z gorączkową intensywnością, która odebrała mi tlen z płuc. Próbowałam zaprotestować, ale dźwięk został zduszony w jego gardle.
Jego dłonie nie pozostawały w bezruchu. Jedna zacisnęła się na mojej talii tak mocno, że na pewno zostaną siniaki, podczas gdy druga zaplątała się w moje włosy, odchylając moją głowę do tyłu, by dać mu lepszy dostęp. Poruszał się z gorączkową, nieskoordynowaną siłą. Wtedy mnie olśniło — był pod wpływem narkotyków. Niezależnie od tego, czy ktoś dosypał mu coś do drinka na gali, czy wziął to sam, Alaric Sterling nie był przy zdrowych zmysłach.
— Alaric, czekaj... — zdołałam wydusić, gdy na sekundę odsunął się, by przesuwać wargami w dół mojej szyi.
— Jesteś tutaj — wymamrotał, a jego głos był poszarpanym wrakiem. — W końcu jesteś.
Nie dał mi szansy na sprzeciw. Chwycił mnie za ramię i zaczął ciągnąć w stronę głównej sypialni. Moje szpilki ślizgały się po polerowanej marmurowej podłodze, gdy potykałam się, próbując nadążyć za jego długimi, niecierpliwymi krokami. Penthouse był cichy, brakowało w nim zwykłego zgiełku jego życia, przez co dźwięk naszego ciężkiego oddechu odbijał się echem od wysokich sufitów.
Otworzył na oścież podwójne drzwi do sypialni i praktycznie rzucił mnie na ogromne, królewskie łoże. Materac był miękki, ale uderzenie mną wstrząsnęło. Zanim zdążyłam się odsunąć, był już na mnie, przygniatając mnie swoim ciężkim ciałem. Jego ciężar był jednocześnie duszący i odurzający.
— Zdejmuj — warknął, a jego palce szarpały guziki mojej bluzki. Gdy nie chciały puścić wystarczająco szybko, usłyszałam ostry trzask nici. Rozdarł materiał, odsłaniając mój koronkowy stanik w przyćmionym, bursztynowym świetle nocnych lampek.
Wiedziałam, że powinnam go powstrzymać. Wiedziałam, że to zawodowa misja samobójcza. Ale gdy jego dłonie przesuwały się po mnie, szorstkie i gorące, moje własne ciało mnie zdradziło. Miażdżąca presja rachunków medycznych matki, tygodnie wycieńczenia, ukryte pożądanie, które pogrzebałam pod górą arkuszy kalkulacyjnych — to wszystko wypłynęło na powierzchnię. Chciałam tego. Chciałam zapomnieć.
Alaric sięgnął za mnie i wprawnym ruchem rozpiął stanik, a jego oczy były mroczne i dzikie, gdy moje piersi się z niego wydostały. Nie wahał się, pochylił głowę, by wziąć jeden sutek do ust. Ssał mocno, drażniąc zębami wrażliwy czubek, co posłało falę czystej elektryczności prosto do mojego wnętrza. Wygięłam plecy w łuk, a z moich ust wyrwało się jęknięcie przypominające szloch.
— Boże, jesteś idealna — wychrypiał przy mojej skórze.
Przesunął się niżej, jego dłonie szarpnęły moje spodnie i majtki, zsuwając je z moich nóg jednym płynnym, gwałtownym ruchem. Poczułam chłodne powietrze uderzające w moją mokrą cipkę, a potem poczułam jego palce. Nie drażnił się; wsunął dwa palce we mnie, podczas gdy kciuk odnalazł moją łechtaczkę, pocierając ją z taką siłą, że aż zobaczyłam gwiazdy.
— Kurwa, ociekasz dla mnie — wymruczał.
Patrzyłam przez mgłę pożądania, jak wstaje tylko na tyle, by uporać się z własnym ubraniem. Nie zawracał sobie głowy zdejmowaniem koszuli; po prostu zsunął spodnie i bokserki do kolan. Jego kutas wyskoczył na zewnątrz — potężny, gruby i pulsujący własnym życiem. To był przerażający i piękny widok.
Wrócił między moje nogi, kolanami zmuszając moje uda do szerokiego rozwarcia. Przyłożył tępą główkę członka do mojego wejścia i przez uderzenie serca oboje zamarliśmy.
A potem uderzył.
Wbił się we mnie z brutalną, karzącą siłą, chowając całą swoją długość jednym, gwałtownym pchnięciem. Wydałam z siebie ostry krzyk, dłońmi zaciskając się na jedwabnej pościeli, gdy moje ciało rozciągało się, by go pomieścić. Nie dał mi czasu na oswojenie się. Zaczął mnie pieprzyć w surowym, pierwotnym rytmie, a jego biodra uderzały o moje z mokrym klaskaniem, które wypełniło pokój.
Każde pchnięcie było głębokie, uderzało o moją szyjkę macicy, posyłając fale intensywnej, niemal bolesnej przyjemności przez mój układ nerwowy. Nie był delikatny; używał mnie jak liny ratunkowej podczas sztormu. Jego dłonie zaciskały się na moich ramionach, przybijając mnie do materaca, gdy we mnie walił, a jego oddech stawał się rwanym, nieregularnym sapaniem.
— Tak... właśnie tak — zajęczał, a jego głos brzmiał, jakby był przeciągany po żwirze.
Oplotłam go nogami w pasie, przyciągając go głębiej, a paznokcie wbiłam w mięśnie jego pleców. Zatopiłam się w tym — w tarciu, w żarze, w samej przytłaczającej wielkości jego członka, który mnie wypełniał. Czułam, jak narasta we mnie punkt kulminacyjny, napięta sprężyna w podbrzuszu, która zaraz miała pęknąć.
— Alaric... Alaric, ja... zaraz... — skomlałam, kręcąc głową na poduszce.
Nie zwalniał. Jeśli już, to przyspieszył, a jego pchnięcia stały się gorączkowe i krótsze. Miał mocno zaciśnięte oczy, a jego twarz wykrzywiała się w masce narkotycznej ekstazy. On też był blisko. Czułam, jak jego kutas drży we mnie, stając się jeszcze twardszy, o ile to było możliwe.
Pochylił się, trzymając usta przy moim uchu, gdy zadał ostatnie, głębokie pchnięcia, które posłały mnie za krawędź. Moja cipka zacisnęła się na nim w serii gwałtownych, rytmicznych skurczów, a ja krzyknęłam, gdy orgazm mnie rozdzierał.
W tym samym momencie, gdy zaczął wylewać swoje gorące nasienie głęboko we mnie, Alaric wydał z siebie gardłowy, rozdzierający duszę jęk.
— Kurwa... Elowen...
To imię uderzyło we mnie jak kubeł lodowatej wody.
Zamarłam, przyjemność wciąż pulsowała w moim ciele, ale moje serce zamieniło się w bryłę ołowiu. Elowen? Znałam imiona wszystkich kobiet, z którymi Alaric był w ciągu ostatnich trzech lat. Zajmowałam się umowami o poufności. Wysyłałam kwiaty jako „prezent pożegnalny”. Znałam modelki, dziedziczki, aktorki.
Nie było żadnej Elowen.
Ale Alaric nie zauważył mojego nagłego paraliżu. Wciąż trwał w swoim uniesieniu, jego ciało drżało, gdy nadal we mnie pulsował, a jego głos był złamanym szeptem przy mojej szyi. — Elowen... jesteś taka cholernie ciasna... tak mi tego brakowało...
Wbił się we mnie ostatni raz, całe jego ciało zadrżało, a potem opadł z sił. Cały jego ciężar spoczął na mnie, a jego głowa opadła w zagłębienie mojego ramienia. W ciągu kilku sekund jego oddech zmienił się z ciężkich sapnięć w głębokie, rytmiczne chrapanie kogoś, kto dostał potężną dawkę środków uspokajających.
Leżałam tak przez długi czas, wpatrując się w cienie na suficie. Wilgoć jego nasienia stygła między moimi udami, będąc lepkim przypomnieniem tego, co właśnie zrobiłam. Moje ciało wciąż drżało po orgazmie, ale mój umysł był w strzępach.
On nawet nie wiedział, że to ja. Dla niego byłam duchem. Byłam Elowen.
Drżącą ręką zepchnęłam z siebie jego ciężką, nieprzytomną postać. Przetoczył się na bok, a jego twarz była spokojna w sposób, jakiego nigdy wcześniej nie widziałam, całkowicie nieświadoma spustoszenia, jakiego właśnie dokonał w moim życiu.
Usiadłam, a nogi trzęsły mi się tak bardzo, że ledwo mogłam stać. Zebrałam z podłogi moje podarte ubrania, przyciskając je do piersi niczym tarczę. Pospieszyłam do głównej łazienki, zatrzaskując drzwi i opierając się o nie, gdy w końcu wypuściłam z siebie drżący oddech.
Lustro ukazało kobietę, której nie poznawałam. Moje włosy były dzikim gniazdem, usta spuchnięte i posiniaczone, a szyja pokryta ciemnoczerwonymi śladami. Wyglądałam na sponiewieraną.
— Weź się w garść, Evelina — szepnęłam do swojego odbicia. — Profesjonalizm. Bądź profesjonalna.
Umyłam się zimną myjką, szorując skórę, by pozbyć się jego zapachu, aż stała się różowa. Zaczynał ogarniać mnie wstyd, zimne, tłuste uczucie w żołądku, ale zdusiłam je w sobie. Miałam pracę do wykonania. Jeśli nie zajmę się tym teraz, on obudzi się w szpitalu albo na komisariacie, a wtedy ja stracę pracę — a moja matka straci życie.
Wróciłam do sypialni. Alaric się nie poruszył. Podeszłam do szafki nocnej i znalazłam telefon w torebce. Moje palce zawisły nad kontaktami, zanim znalazłam doktora Faulknera, prywatnego lekarza Alarica. Był jedyną osobą, która mogła załatwić to po cichu.
Telefon zadzwonił trzy razy, zanim odezwał się znużony głos. — Sterling? Jest prawie północ.
— Tu Evelina Thorne, doktorze — powiedziałam, a mój głos był zadziwiająco stabilny. Użyłam mojego „głosu asystentki” — tego, którym potrafiłam negocjować wielomilionowe fuzje bez mrugnięcia okiem. — Jestem w penthousie. Przyszłam podrzucić pilne dokumenty na jutrzejsze posiedzenie zarządu i zastałam pana Sterlinga w... niepokojącym stanie.
— Proszę zdefiniować „niepokojący” — powiedział Faulkner, brzmiąc teraz na bardziej rozbudzonego.
— Rozszerzone źrenice. Bełkotliwa mowa. Silne poty. Teraz stracił przytomność, ale jego tętno wydaje się szybkie. — Zerknęłam na śpiącą postać Alarica, leżącą półnago na łóżku. — Myślę, że mógł zostać odurzony.
— Będę za piętnaście minut. Nie dzwon nikomu innemu. Nie dzwon na pogotowie.
— Rozumiem — powiedziałam i rozłączyłam się.
Teraz przyszła najtrudniejsza część. Nie mogłam pozwolić, by lekarz zobaczył go w takim stanie — ze spodniami wokół kostek, w pokoju pachnącym seksem i potem.
Podeszłam do łóżka, a w żołądku przewracało mi się z mieszanki urazy i utrzymującego się pożądania. Schyliłam się i chwyciłam rąbek jego spodni, podciągając je na jego ciężkie, umięśnione nogi. To było jak przesuwanie martwego ciężaru. Musiałam wciągnąć je na jego biodra, a moje palce ocierały się o skórę, do której przed chwilą byłam przyciśnięta.
— Mmm... Elowen... — wymamrotał przez sen, wyciągając rękę na oślep.
Poczułam falę czystego, gorzkiego gniewu. Chwyciłam jego drogi skórzany pasek i przeciągnęłam go przez szlufki z większą siłą, niż było to konieczne, zaciskając go w pasie tak mocno, że na pewno było mu niewygodnie.
— Jej tu nie ma, Alaric — syknęłam pod nosem. — To ja sprzątam po tobie bałagan. Znowu.
Wcisnęłam jego koszulę w spodnie najlepiej jak potrafiłam, wygładziłam pościel i rozpyliłam w powietrzu sporą dawkę jego własnych perfum, by zamaskować zapach naszego zbliżenia. Zanim zadzwonił dzwonek do drzwi, pokój nie wyglądał na nic więcej niż miejsce stresującego dnia pracy, który zakończył się nagłym zasłabnięciem.
Przywitałam doktora Faulknera przy windzie. Siwowłosy mężczyzna zmierzył mnie wzrokiem, zatrzymując go na chwilę na moich rozczochranych włosach i apaszce, którą zawiązałam na szyi, by ukryć ślady, ale nic nie powiedział.
— Jest w sypialni — powiedziałam, wskazując drogę.
Lekarz przeprowadził szybkie, sprytne badanie. Odchylił powieki Alarica, sprawdził tętno i pobrał niewielką próbkę krwi.
— Miała pani rację, dzwoniąc do mnie — powiedział Faulkner, pakując torbę. — To wygląda na silnie stężony narkotyk imprezowy. Prawdopodobnie coś dosypanego do drinka. Będzie nieprzytomny przez co najmniej osiem godzin. Obudzi się z potwornym bólem głowy i bardzo mglistymi wspomnieniami z nocy.
— Nic mu nie będzie? — zapytałam, a serce zabiło mi mocniej.
— Fizycznie? Tak. Ma końskie zdrowie. Ale potrzebuje odpoczynku. — Faulkner spojrzał na mnie. — Powinna pani iść do domu, panno Thorne. Sama wygląda pani na kogoś, kto ma za sobą długą noc.
— Zostanę, dopóki...
— Nie. Zaraz przejmie to jego prywatna ochrona. Proszę iść do domu.
Nie kłóciłam się. Nie mogłam stamtąd wyjść wystarczająco szybko.
Jechałam windą w dół w milczeniu, wpatrując się w swoje odbicie w wypolerowanych mosiężnych drzwiach. Znów wyglądałam na opanowaną, profesjonalną asystentkę, ale w środku krzyczałam.
Nocne powietrze było zimne, gdy wyszłam na Park Avenue, a światła miasta rozmywały się w długie, neonowe smugi. Złapałam taksówkę, a w głowie mi się kręciło.
Kim była Elowen? Dlaczego jej imię było jedyną rzeczą na jego ustach, gdy był najbardziej bezbronny? I jak, do cholery, miałam rano spojrzeć mu w oczy i podać kawę, jak gdyby nigdy nic, po tym, jak przed chwilą wbijał mnie w materac, wołając inną kobietę?
Gdy taksówka ruszała spod krawężnika, obejrzałam się na jarzące się światła penthouse'u. Uratowałam dziś jego reputację. Dochowałam jego tajemnicy. Ale zdałam sobie sprawę, z ciężkim uczuciem w piersi, że największa tajemnica w tym pokoju należy teraz do mnie.
I była to tajemnica, która zdawała się wypalać mnie od środka.
















