Cena litości: Związana z bezwzględnym prezesem

Cena litości: Związana z bezwzględnym prezesem

Autor: Aeliana Moreau

Ukryty ślad po pocałunku i zimna rzeczywistość
Autor: Aeliana Moreau
22 cze 2026
Evelina Obudziłam się z uczuciem, jakby przejechał po mnie pociąg towarowy — luksusowy pociąg towarowy w kształcie Alarica Sterlinga. Każdy mięsień w moim ciele protestował, gdy próbowałam się przekręcić, a tępy, głęboki ból promieniował z miednicy. Głowa pulsowała mi od resztek bezsennej nocy, ale ból fizyczny był niczym w porównaniu z psychicznym spustoszeniem ostatnich kilku godzin. Odrzuciłam kołdrę i wstałam, czując, że nogi mam jak z waty. Gdy szłam w stronę łazienki, tarcie własnej skóry wywołało u mnie syknięcie. Dostrzegłam swoje odbicie w pełnowymiarowym lustrze i zamarłam. Moje ciało było mapą intensywności Alarica. Wewnętrzne strony ud wyglądały najgorzej — usiane ciemnymi siniakami wielkości opuszków palców w miejscach, gdzie mnie chwytał, zmuszając do szerokiego rozwarcia nóg, by mógł we mnie wchodzić. Były żywym, fioletowo-czarnym świadectwem tego, jak brutalny był, jak zdesperowany i nieokiełznany. A potem był ten ślad na szyi. Tuż pod lewym uchem widniała wyraźna malinka, niczym piętno. To nie był subtelny ślad; to była ciemna, obrzękła plama popękanych naczynek w miejscu, gdzie wtulił twarz i wysysał ze mnie życie, warcząc to imię. *Elowen.* To imię spoczywało w mojej piersi niczym fizyczny ciężar. Większość wczesnych godzin porannych spędziłam przygarbiona nad laptopem, ze szczypiącymi oczami przeszukując każdy zakątek internetu. Przejrzałam rejestry towarzyskie, listy absolwentów, a nawet głębokie archiwa nowojorskiej śmietanki towarzyskiej. Nic. Alaric Sterling był człowiekiem, którego każdy ruch śledzili paparazzi, a mimo to „Elowen” nie istniała w jego publicznym świecie. Była duchem — duchem, który najwyraźniej miał hipotekę na jego duszy, podczas gdy ja byłam tylko ciepłym ciałem, którego użył do wypędzenia swoich demonów. — Weź się w garść — szepnęłam do kobiety o podkrążonych oczach w lustrze. Nałożyłam grubą warstwę mocno kryjącego korektora na ślad na szyi, nakładając go, aż fiolet zmienił się w chorobliwy beż. Wyglądałam na zdeprawowaną. Nie było na to innego słowa. Moje oczy były przekrwione, a skóra miała przezroczystą, niezdrową bladość, której żadna ilość podkładu nie była w stanie całkowicie zamaskować. Jazda metrem do biura była sensorycznym koszmarem. Zgrzyt kół, potrącanie przez tłum, zapach wilgotnych płaszczy — wszystko wydawało się spotęgowane. Za każdym razem, gdy pociąg szarpnął, ból między moimi nogami nasilał się, będąc ostrym przypomnieniem tego, jak się we mnie poruszał, nieustępliwy i ciężki. Czułam się jak oszustka. Miałam wrażenie, że wszyscy w pociągu widzą przez mój profesjonalny żakiet siniaki na moich udach i tajemnicę, którą niosłam. Gdy w końcu dotarłam do budynku Sterlinga, jazda windą wydawała się wchodzeniem na szafot. Sprawdziłam telefon po raz dwudziesty. Żadnych wiadomości. Żadnego „Wszystko w porządku?”. Żadnego „Przepraszam”. Nie żeby m się tego spodziewała. Doktor powiedział, że nie będzie wiele pamiętał. Skradałam się w stronę gabinetu Alarica, a serce waliło mi o żebra niczym młotem. Wyjrzałam przez szybę. Był pusty. Ulga, która mnie zalała, była tak intensywna, że ugięły się pode mną kolana. Opadłam na krzesło przy biurku, chowając twarz w dłoniach. — Jest w porządku — mówiłam do siebie głosem stłumionym przez dłonie. — On nie pamięta. To się nie wydarzyło. W jego głowie jestem tylko służbą. Będę po prostu dalej służyć, dopóki nie spłacę rachunków mamy, a potem znikam. Próbowałam skupić się na ekranie, ale atmosfera w biurze wydawała się gęsta od napięcia. Plotki były zmorą mojego życia, odkąd zaczęłam pracę jako asystentka Alarica. Szepty w kuchni, sposób, w jaki inne asystentki milkły, gdy przechodziłam obok — wiedziałam, co mówią. Myślały, że przehandlowałam godność za gabinet w narożniku. Myślały, że jestem jego zabawką. Gdyby zobaczyły, co mam teraz pod kołnierzykiem, miałyby wszystkie potrzebne dowody. Przed dziesiątą głód kofeiny wygrywał bitwę z moim lękiem. Musiałam się ruszyć. Potrzebowałam kawy. Chwyciłam kubek i skierowałam się do kuchni, trzymając głowę nisko i idąc szybkim krokiem. Byłam w połowie nalewania czarnej kawy, gdy na blat padł cień. — Evelina! Właśnie ciebie szukałam! Podskoczyłam, a gorąca kawa rozprysnęła się nad krawędzią kubka prosto na moje kostki. Syknęłam z bólu, podnosząc wzrok na Macy z księgowości. Opierała się o lodówkę, a w jej oczach czaił się drapieżny blask. Macy była głównym źródłem biurowych nowinek i właśnie wyczuła krew. — Hej, Macy — powiedziałam zduszonym głosem. Chwyciłam papierowy ręcznik i zaczęłam szorować dłoń, starając się, by moje ruchy były stabilne. — No więc — przeciągnęła, omiatając mnie wzrokiem. — Pracowita noc? Wyglądasz, jakbyś przeszła przez blender. — Po prostu długa noc nadrabiania dokumentacji — skłamałam, skupiając się intensywnie na dzbanku z kawą. — Dokumentacji? Tak to się teraz nazywa? — Podeszła bliżej, mrużąc oczy i skupiając wzrok na mojej szyi. — Całkiem niezły ten uraz „dokumentacyjny”. Chyba że zaczęłaś dorabiać jako zawodowa zapaśniczka? Moje serce stanęło. Byłam taka ostrożna, ale korektor musiał wytrzeć się o kołnierzyk. Moja ręka odruchowo powędrowała w to miejsce. — O, to? To... to oparzenie. Lokówka mi się rano wyślizgnęła. Mówiłam ci, że jestem wykończona. Zmusiałam się do śmiechu, ale brzmiał on jak suchy świst. Macy nawet nie mrugnęła. — Lokówka? Bardzo specyficzny kształt jak na lokówkę. Wygląda raczej tak, jakby ktoś próbował cię zjeść na lunch. — Naprawdę muszę już iść, Macy. Raporty z wydatków i tak są spóźnione. — Nie czekałam na jej odpowiedź. Odwróciłam się i wypadłam z kuchni, a moje szpilki wybijały na kafelkach gorączkowy rytm. Nie zatrzymałam się, dopóki nie wróciłam do biurka, ciężko dysząc. Paranoja stała się teraz żywym stworzeniem, pełzającym pod moją skórą. Każdy krok na korytarzu sprawiał, że drżałam. Czułam ciężar biurowych osądów, nawet jeśli większość z nich siedziała tylko w mojej głowie. Musiałam trzymać się w garść. Musiałam być profesjonalną, niewidzialną asystentką. Życie mojej matki dosłownie zależało od tej wypłaty. Rachunki medyczne za jej leczenie były astronomiczne, a Alaric Sterling był jedyną osobą, która płaciła mi wystarczająco dużo, by utrzymać ją w tej placówce. — Panno Thorne. Omal nie spadłam z krzesła. Alaric stał w drzwiach swojego gabinetu. Wyglądał nienagannie. Jego granatowy garnitur był idealnie dopasowany, biała koszula świeża i kontrastująca z opaloną skórą. Wyglądał jak bóg przemysłu — chłodny, zdystansowany i całkowicie nietknięty chaosem sprzed dwóch nocy. — Posiedzenie zarządu zaczyna się za pięć minut. Proszę przynieść prognozy kwartalne — powiedział głosem o chłodnym barytonie. — Tak, proszę pana. Oczywiście. Zebrałam teczki, a palce drżały mi tak mocno, że prawie je upuściłam. Poszłam za nim do sali konferencyjnej, wbijając wzrok w tył jego głowy. Szedł pewnym, rytmicznym krokiem, od którego pulsowały moje fantomowe boleści. W sali konferencyjnej czułam się jak w próżni. Usiadłam naprzeciwko niego, a długi mahoniowy stół był jak ogromna pustynia między nami. Gdy szefowie różnych działów nudzili o marżach i wzroście, przyłapałam się na tym, że się w niego wpatruję. Był odchylony do tyłu, a pióro spoczywało między jego długimi, eleganckimi palcami. Tymi samymi palcami, które zostawiły siniaki na moich udach. Ani razu na mnie nie spojrzał. Ani z pożądaniem, ani z poczuciem winy, ani nawet z cieniem rozpoznania. Omawiał przejęcie firmy logistycznej z tym samym klinicznym dystansem, z jakim prawdopodobnie zamawiałby kanapkę. Wtedy jego wzrok się przesunął. Padł na moją twarz. Zamarłam, powietrze uwięzło mi w płucach. Twarz mi zapłonęła, zdradziecki rumieniec rozlał się od piersi aż po policzki. — Panno Thorne? — powiedział, przerywając jednemu z dyrektorów. — Tak, panie Sterling? — Mój głos był cichy i kruchy. Przechylił lekko głowę, a jego niebieskie oczy skanowały moją twarz. — Jest pani rozpalona. Czy jest pani chora? W pokoju zapadła cisza. Tuzin par oczu zwrócił się w moją stronę. — Ja... po prostu jest mi trochę ciepło, proszę pana — wydukałam, sięgając ręką, by poprawić kołnierzyk. To był odruch, głupi, paniczny odruch. Materiał się przesunął i przez ułamek sekundy ślad był odsłonięty. Wzrok Alarica padł na punkt na mojej szyi. Czekałam na tę iskrę. Czekałam na zmianę w jego wyrazie twarzy, która powie: *Pamiętam. Pamiętam, jak smakowałaś. Pamiętam, jak cię naznaczyłem.* Nic. Jego oczy wróciły do raportów przed nim. — Jeśli źle się pani czuje, proszę wziąć aspirynę. Mamy dużo do przerobienia. Ten chłód był gorszy, niż gdyby mnie zwolnił. To było miażdżące, raniące ego uświadomienie sobie prawdy. On naprawdę nie pamiętał. Dla niego noc w penthousie była białą plamą, a ja byłam tylko meblem biurowym, który dziś akurat wyglądał na nieco sfatygowany. Byłam „służbą” — narzędziem, którego się używa i o którym się zapomina. Gdy spotkanie w końcu dobiegło końca, Alaric wstał i poprawił mankiety. — Panno Thorne, proszę do mojego gabinetu. Natychmiast. Poszłam za nim, czując ciężar w nogach. To było to. Może zachował zimną krew przy innych, ale teraz zamierzał o tym porozmawiać. Zamknął za mną drzwi, a kliknięcie zamka zabrzmiało jak wystrzał. Nie usiadł. Stanął za biurkiem, na tle panoramy Manhattanu. Wyglądał jak król doglądający swojego królestwa. — Siadaj — rozkazał. Usiadłam na brzegu skórzanego fotela, z sercem walącym jak oszalałe. — Panie Sterling, a propos tamtej nocy... — Zauważyłem coś niepokojącego, Evelino — przerwał mi, a jego głos obniżył się o oktawę. Wstrzymałam oddech. Zaczyna się. Przeprosiny? Propozycja? — Nie zameldowała się pani wczoraj. Mrugnęłam, mózg walczył z przetworzeniem tych słów. — Ja... słucham? — Wczoraj byłem nieobecny. Nieplanowanie. Jako moja osobista asystentka ma pani przede wszystkim obowiązek utrzymywania kontaktu i zarządzania moim grafikiem, zwłaszcza w sytuacjach awaryjnych. — Wyszedł zza biurka i oparł się o nie, górując nade mną. — Sprawdziłem rejestry. Nie dzwoniła pani. Nie wysłała maila. Nawet nie sprawdziła pani u mojej ochrony. Gapiłam się na niego z otwartymi ustami. On udzielał mi reprymendy? Pouczał mnie o *etyce pracy*? Spędziłam noc, ratując jego reputację, użerając się z lekarzem i bezpiecznie kładąc go do łóżka, gdy on jęczał imię innej kobiety, a on krytykował moje umiejętności komunikacyjne? — Przepraszam, proszę pana — powiedziałam, a słowa smakowały jak popiół. — Myślałam... że w tych okolicznościach będzie pan chciał prywatności. — Nie do pani należy „myślenie” o mojej prywatności, chyba że wydam takie polecenie — warknął, a w jego oczach błysnął nagły, ostry gniew. — Pani zadaniem jest być dostępną. Pani wczorajsza postawa była poniżej standardów. Jeśli uważa pani wymagania tego stanowiska za zbyt obciążające, jest mnóstwo innych osób, które z radością zajmą pani miejsce. Poczułam falę czystej, niczym niezmąconej wściekłości. Chciałam krzyczeć. Chciałam rozerwać bluzkę i pokazać mu siniaki, które zostawił na moim ciele. Chciałam zapytać, kim do cholery jest Elowen i dlaczego jest warta więcej niż moja godność. Ale nie mogłam. Potrzebowałam pieniędzy. Potrzebowałam pracy. — To się więcej nie powtórzy, panie Sterling — powiedziałam, a mój głos drżał od tłumionych emocji. — Dopilnuj tego. — Odwrócił się ode mnie, odprawiając mnie ruchem ręki. — A teraz przynieś mi... Przerwał mu ostry, piskliwy dzwonek. Mój telefon. Zaczęłam go szukać gorączkowo w kieszeni, twarz mi spłonęła purpurą. — Tak strasznie przepraszam, zapomniałam go wyciszyć... — Odbierz — powiedział, a jego wzrok znów spoczął na mnie, zimny i przeszywający. — Ewidentnie ktoś uważa, że pani czas jest ważniejszy od mojego. Wyciągnęłam telefon, gotowa odrzucić połączenie, ale nazwa dzwoniącego sprawiła, że zamarłam. Centrum Medyczne St. Jude. Serce podeszło mi do gardła. — Muszę to odebrać — szepnęłam, nie czekając na jego zgodę. Przesunęłam palcem po ekranie drżącym kciukiem. — Halo?

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki

Ukryty ślad po pocałunku i zimna rzeczywistość – Cena litości: Związana z bezwzględnym prezesem | Czytaj powieści online na beletrystyka