Mój bezimienny mate wychodzi z pokoju, a do środka wchodzi wielki, brudny facet, który, jak zakładam, jest Trentem. Śmierdzi bourbonem i psianką. Na jego koszuli widać plamy w różnych kolorach, z których żaden nie zachęca. Drzwi zamykają się za tym wielkim, tłustym samcem. Uśmiecha się, ale to budzi we mnie złe przeczucia. Podchodzi do komody i otwiera ją. Patrzy niemal z czułością na to, co jest
















