Cienista Sosna: Upadła Luna

Cienista Sosna: Upadła Luna

Autor: Aeliana Thorne

Rozdział 5
Autor: Aeliana Thorne
23 lip 2026
Lekarze zajęli się zmarłymi. Pobrano próbki krwi i wszystko odnotowano. Lubimy prowadzić szczegółową dokumentację członków naszej watahy – pomaga to, gdy coś wydarzy się poza naszym terytorium. Reszta watahy zbierała drewno i budowała trzy stosy pogrzebowe. Największy przeznaczono dla nienazwanej Luny naszej watahy. Mój wilk wciąż się ukrywa, cierpiąc z powodu tak nagłej straty. Wyatt nagrywa wszystko dla tych, którzy chcą zobaczyć pożegnanie. Przesyłam modlitwę do Bogini za Lunę, którą nam odebrano zbyt wcześnie. Czuję się zagubiony i odrętwiały. Stoję tam, patrząc, jak budują stos. Zazwyczaj dekorowalibyśmy go jej ulubionymi kwiatami i kolorami, ale nic o niej nie wiedzieliśmy. Po prostu się wpatruję, nic nie widząc. Wyatt podchodzi do mnie. „Nawet nie potrafię sobie tego wyobrazić, stary. Ale potrzebujemy, żebyś był silny i pomógł nam przez to przejść. Poza tym, to ci się nie spodoba, ale zniknęła trójka nastolatków wraz z kilkoma małymi szczeniętami z przedszkola”. „Co? Ilu ich zaginęło i od jak dawna? Dlaczego dowiaduję się o tym dopiero teraz?”. „Nastolatkowie pomagali w przedszkolu; kiedy rozległ się alarm, wszyscy chwycili szczenięta i pobiegli do bunkra. Nigdy tam nie dotarli. Myśleliśmy, że może poszli do domu jednej z dziewczyn, gdzie jej ojciec ma schron. Ale tam też ich nie ma. Wysłałem tropicieli, by podjęli trop, ale wrócili z niczym” – mówi Wyatt. Rozglądając się, widzę wiele wilków patrzących na mnie z wyczekiwaniem. „Zrobimy wszystko, co w naszej mocy, by sprowadzić młodych z powrotem. Po pożegnaniu poległych skontaktuję się z okolicznymi Alfami i zbiorę wszystkie możliwe informacje” – mówię im wszystkim. Rodziny poległych podchodzą do stosów z pochodniami w dłoniach. „Dzisiaj straciliśmy członków rodziny. Posyłamy ich do Ciebie, Bogini Księżyca. Prosimy, przyjmij ich godnie i sprawiedliwie”. Chciałbym powiedzieć coś więcej, ale brakuje mi słów. Opuszczam pochodnię, posyłając moją utraconą partnerkę do Bogini. Ogień płonie jasnym, gorącym blaskiem. Spływa na nie miękka, srebrzysta poświata. Zamykam oczy, dziękując Bogini. Wkrótce zostaje tylko popiół. Wiatr przybiera na sile, roznosząc prochy nad drzewami. Ciała naszych bliskich pomogą naszej ziemi rosnąć i rozkwitać. Odwracam się i idę do środka. Wyatt idzie za mną do gabinetu. Biorę telefon i zaczynam dzwonić do okolicznych watah. Okazuje się, że wszystkie zostały zaatakowane przez wyrzutków i u nich również zniknęły młode samice. Im więcej informacji zbieram, tym mniej podoba mi się to, co słyszę. Spoglądam na zegarek, wstaję i kieruję się do drzwi. „Wyatt, odpocznij trochę; jutro zaczniemy od nowa”. Wychodzę, zanim zdążył cokolwiek odpowiedzieć. Mam mnóstwo pracy od samego rana. Po części chcę wezwać Deca i Gavina z powrotem, ale nie chcę ryzykować, że stracą szansę na znalezienie partnerki. Zadzwonię do nich tuż po balu. Rozkażę wszystkim moim wilkom wrócić. Po sporządzeniu listy watah, które zostały zaatakowane, rozpocznę śledztwo i skontaktuję się z królem. Muszę też zaplanować spotkanie watahy, gdy wszyscy wrócą, by poinformować ich, że H.Q. będzie od teraz pełniącą obowiązki Luny. Jeśli będą mieli jakiekolwiek pytania lub problemy związane z funkcją Luny, będą zgłaszać się do niej. Będę musiał znaleźć tę książkę, którą matka napisała dla nowej Luny na wypadek, gdyby została znaleziona przed jej powrotem. Poczekam z rozmową o mojej partnerce, aż rodzice wrócą. Nie chcę psuć im czasu poza watahą. Porozmawiam też ze starszyzną. Znam opowieści o partnerach drugiej szansy. Chcę wiedzieć, czy to dla mnie opcja, czy będę musiał sam kogoś wybrać. Choć teraz nie ma to znaczenia, niewiele mnie obchodzi. Zamykam się w pokoju, kładę na łóżku i w końcu pozwalam sobie na rozpacz po kimś, kogo straciłem, zanim go w ogóle odnalazłem. Moje serce jest w rozsypce, a policzki pieką od soli łez. W końcu morzy mnie sen. Otacza mnie czarna pustka. Potem w moją stronę zaczyna zbliżać się światło. Nie, dwa światła. Lśniące błękitne kule suną ku mnie. Ciągną za moje złamane serce. Dociera do mnie znajomy zapach. Nagle powietrze rozdziera bolesny krzyk; błękitne kule przygasają, powoli znikać. Biegnę w ich stronę, muszę mieć je blisko. Im bardziej biegnę, tym dalej się znajdują. Czerń przechodzi w czerwień. W mgnieniu oka błękitne kule znikają, a ich miejsce zajmują czerwone ślepia. Tym razem zbliżają się do mnie szybko. Nie biją od nich przyjazne zamiary. Odwracam się i biegnę, próbując uciec. One nacierają coraz szybciej, czuję ich oddech na karku. Skóra cierpnie mi ze strachu, gdy próbuję biec szybciej. Ciepło i ból rozchodzą się po moich plecach. Ciecz spływa po moich nogach. W powietrzu czuć ciężki zapach żelaza. To mój zapach. Moja krew rozlewa się z pleców po całym ciele, zostawiając za mną rzekę czerwieni. Próbuję krzyczeć o pomoc, ale nie wydobywa się ze mnie żaden dźwięk. Przed oczami tańczą mi mroczki, zaczynam zwalniać. Czuję, że czerwonooki demon bawi się mną. Chce, bym cierpiał, a ja mu to daję. Próbuję się przemienić, ale mój wilk zniknął. Jestem tu sam. Moje ciało odmawia posłuszeństwa, padam na ziemię. „Tak to się kończy” – myślę, gdy wszystko ogarnia ciemność.

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki

Rozdział 5 – Cienista Sosna: Upadła Luna | Czytaj powieści online na beletrystyka