Wchodzę do jadłodajni, ślinka cieknie mi do ust, a w żołądku burczy tak głośno, że dziwię się, że ściany nie zadrżały. „Trochę głodny, co?” – śmieje się Dec. Mała kobieta przypominająca chochlika podbiega do przodu; widząc nas wszystkich, krzyczy w stronę zaplecza: „Szykujcie się, zaraz będziemy piec całą krowę!”. Patrząc na nas, uśmiecha się. „Dawno nie widzieliśmy tu watahy dzikich wilków. Miło
















