Pukanie Alarica stawało się z wolna coraz cięższe i bardziej wściekłe. – Elara Vance, otwórz drzwi! – rozkazał.
Dopiero kiedy zapukał dziesięć razy z rzędu, zamek po wewnętrznej stronie w końcu odskoczył.
Elara, ubrana tylko w szlafrok, stała za drzwiami. Miała mokre włosy i lekko zarumienione policzki. Nie trzeba dodawać, że stanowiła idealny wręcz obraz pokusy.
Oczy Alarica w mgnieniu oka pociemniały z pożądania. Jego jabłko Adama podskoczyło, gdy przełknął ślinę, taksując ją spojrzeniem od stóp do głów.
Elara zauważyła zmianę w jego zachowaniu, a jednak w jej głosie nadal pobrzmiewał chłód. – Panie Kingsley, jestem zmęczona.
Alaric zerknął na nią z góry, wziął ją na ręce i kopniakiem zatrzasnął za sobą drzwi. Posadził ją na stojącej w pokoju kanapie, a jego duża, szorstka dłoń pieściła jej miękkie policzki. – Dlaczego stroisz fochy?
Elara oparła dłonie na jego szerokiej klatce piersiowej i odparła: – O nic. Po prostu jestem zmęczona, to wszystko.
Patrzył na nią w milczeniu. – Oby tak było. Wybrałem cię przede wszystkim dlatego, że podobało mi się, iż nie należysz do osób, które czerpią przyjemność z bezsensownych kłótni. Jeśli teraz zaczynasz się na mnie dąsać, powiem jasno – nie dostaniesz ode mnie zupełnie nic.
Miała świadomość, że to było z jego strony ostrzeżenie. Czuła, jakby jej serce wpadło w czarną dziurę, zapadając się tak głęboko, że czuła to aż w żołądku. Wciąż jednak nie zdejmowała z twarzy uśmiechu, by to ukryć. – Panie Kingsley, nie musisz mi o tym ciągle przypominać. Wiem lepiej niż ktokolwiek inny, że nasze małżeństwo to zaledwie transakcja. Nie łudzę się. Ja kocham twoje pieniądze, ty cieszysz się moim ciałem, a od czasu do czasu ja pomagam ci pozbyć się niechcianych adoratorek.
Alaric wpatrywał się w nią żarliwie, jakby próbował wychwycić na jej twarzy najmniejszy ślad niechęci czy udawania. – Dobrze to słyszeć.
Elarę uderzyła nagle fala znużenia. Myśl o konieczności radzenia sobie z Alaricem Kingsleyem została całkowicie przyćmiona przez pragnienie pójścia spać. Zamknęła oczy i powiedziała: – Naprawdę jestem zmęczona. Mogę już iść spać?
Alaric bez ostrzeżenia wziął ją na ręce, delikatnie ułożył na łóżku, po czym zawisnął nad nią.
Minęło blisko pół godziny, nim łóżko przestało skrzypieć, a ich ciężkie, miarowe sapanie zaczęło z wolna cichnąć w jednym rytmie.
Elara oparła się o jego klatkę piersiową, wdychając jego wyraźny, męski zapach. Nie zdołała ukryć znużenia w oczach, gdyż jej ciało było wyczerpane, podobnie jak serce.
Alaric, rzecz jasna, zauważył, że zachowywała się nietypowo, i uniósł jej podbródek palcem wskazującym. – Co się dzieje?
Na te słowa zamknęła oczy, pozwalając, by pokój wypełniła cisza, zanim zebrała się na odwagę, by zapytać: – Kochanie, czy jeśli będę w ciąży z naszym dzieckiem, zechcesz, abym je urodziła?
Jej późnonocna samotność sprawiła, że wylała z siebie te niewypowiedziane wcześniej myśli. Podświadomie chciała traktować Alarica jak kochającego męża, a nie jak wspólnika w ich transakcji.
– Jesteś w ciąży? – Jego ton był opanowany, przez co trudno było odgadnąć, co naprawdę myśli.
– A co, jeśli jestem? Co wtedy zrobisz? – zapytała słabo. Być może wciąż miała nadzieję, że Alaric pozwoli jej zatrzymać dziecko.
















