logo

beletrystyka

Dług Spłacony Życiem

Dług Spłacony Życiem

Autor: Avelon Moreau

Rozdział 2
Autor: Avelon Moreau
22 sty 2026
Cordy odwróciła się w stronę głosu i zobaczyła chłopca, który wyglądał na około pięć lat, stojącego w drzwiach jej sali. Ubrany był w strój pacjenta, tak jak ona, a jego buzia była tak piękna, że nie można było oderwać od niej wzroku. Jednocześnie serce Cordy zabiło mocniej. Poczuła się tak, jakby coś szarpnęło ją gdzieś wewnątrz ciała, ale nie potrafiła tego dokładnie opisać. Chłopiec podbiegł do jej łóżka i wspiął się na nie swoimi małymi stópkami bez chwili wahania, przytulając się do niej swoim miękkim, małym ciałkiem. „Dokuczali ci, mamusiu?” Następnie puścił ją i ostrożnie otarł jej łzy swoimi pulchnymi rączkami. Cordy zdała sobie wtedy sprawę, że jej łzy płynęły z czystej frustracji, a jej serce niemal stopniało pod wpływem pocieszenia chłopca. Mimo to była pewna, że go nie zna. Uśmiechając się i mierzwiąc gładkie, kręcone włosy chłopca, odezwała się z niespodziewaną łagodnością: „Pomyliłeś osoby, maluchu”. „Nie, jesteś moją mamusią. Tatuś i ja będziemy cię od teraz chronić” – powiedział chłopiec z pewnością i ekscytacją. „Tatuś ma trudny charakter, zawsze robi długą minę, nie lubi rozmawiać, wraca późno do domu, boli go brzuch, bo nie je o stałych porach, i pali… ale jest bogaty i przystojny. Proszę, nie zostawiaj nas już nigdy więcej, mamusiu”. Cordy zaniemówiła, uśmiechając się bezradnie. „Jesteś uroczy – ale nie jestem twoją mamusią”. „Dicky”. Chłodny, a jednak pociągający głos dobiegł w tym momencie od drzwi. Chłopiec wzdrygnął się i odwrócił główkę w tamtym kierunku, a Cordy podążyła za jego wzrokiem. W drzwiach stał mężczyzna; jego biała koszula była rozpięta pod szyją, a on sam roztaczał wokół siebie aurę nieopisanej powściągliwości. Jego rysy twarzy zdawały się wyrzeźbione do perfekcji, a oblicze emanowało inteligencją i opanowaniem. Stał wyprostowany, górując nad otoczeniem ze szlachetną, lecz nonszalancką postawą. Żaden z bogatych i ważnych mężczyzn, których spotkała, nie dorastał do pięt temu zniewalającemu wyglądowi! „Tatusiu!” przywitał go grzecznie Dicky. Gdy Cordy znów spojrzała na Dicky’ego, zrozumiała powód, dla którego chłopiec był tak przystojny. Niemniej jednak mężczyzna powiedział surowo: „Wracaj do swojego pokoju, natychmiast”. Dicky nadął policzki, ale kiwnął głową potulnie, mimo niechęci. Musiał być w domu surowo dyscyplinowany. Mimo to Dicky odwrócił się do Cordy i powiedział: „Muszę iść, mamusiu. Ale jestem tuż obok, więc czy mogłabyś mnie później odwiedzić?” Cordy nie potrafiła mu odmówić, widząc jego tęskne spojrzenie, i kiwnęła głową. „Dobrze”. Mogłaby też wtedy wyjaśnić mu na spokojnie, że nie jest jego mamą. „Och! Nazywam się Richard Levine, ale wszyscy mówią na mnie Dicky. Ty też powinnaś, mamusiu”. Po przedstawieniu się, mały Richard niechętnie podszedł do mężczyzny, który na pierwszy rzut oka musiał mieć ponad metr osiemdziesiąt wzrostu. Różnica wzrostu sprawiła, że Richard wydawał się jeszcze bardziej uroczy, wręcz idealny, gdy tak stał przy nim. Gdy mężczyzna wziął małą rączkę Richarda i wyszedł, nie spojrzał w jej stronę. Jednakże, pomimo tej sztywnej i wyniosłej postawy, Cordy jakoś nie uznała go za nieuprzejmego… być może był to przywilej przystojnych mężczyzn. Co do samej Cordy, nie przepadała za zbyt częstymi rozmowami i w rzeczywistości czuła się komfortowo z dystansem, jaki mężczyzna zachowywał wobec nieznajomej. Wstała wtedy z łóżka. Choć chodzenie było niewygodne, ponieważ jej prawą stopę unieruchomiono w gipsie, uparcie oparła się na kulach, by stanąć na podłodze. Wyglądało na to, że weszło jej to w nawyk, ale była przyzwyczajona do bycia samą – nawet jeśli spotykała się z Kyle'em przez trzy lata, nigdy nie sprawiała kłopotu ani nie polegała na nim zbytnio. Nagle poczuła się szczęśliwa, że taka jest, co pozwalało jej trwać mimo perspektywy nadchodzących trudnych czasów. Jednak, gdy po sporym wysiłku opuściła łazienkę, Cordy wyszła i odkryła, że tatuś Richarda wrócił. Przestraszyła się, a mężczyzna patrzył, jak jej twarz blednie. „Czy wyglądam aż tak strasznie?” zapytał swoim głębokim, magnetycznym głosem. „Nie”. Cordy potrząsnęła głową. „Po prostu nie spodziewałam się tu nikogo innego”. Czuła się szczęśliwa, że był taki zdystansowany – jego nagła wizyta wywołała u niej lekką niechęć. Widząc zmianę nastawienia w jej oczach, mężczyzna nieznacznie zacisnął usta. „Nazywam się John Levine. Miejsce, w którym odbywało się pani wesele, należy do mnie, panno Sachs”. Cordy drgnęła, uświadamiając sobie sytuację, gdy John przeszedł do sedna – jako właściciel obiektu z pewnością ponosił odpowiedzialność za pożar. „Przykro mi, że znalazła się pani w centrum pożaru i doznała złamania na terenie mojego obiektu” – kontynuował John tonem równie rzeczowym, co poważnym. „Jestem tu, by zaoferować pokrycie wszystkich pani wydatków podczas pobytu w tym szpitalu, włączając w to koszty leczenia, pobytu, rehabilitacji i tym podobnych. Może się pani również ubiegać o odszkodowanie za wypadek przy pracy, straty moralne, a także za odwołanie wesela”. „Nie” – powiedziała Cordy stanowczo. „Wystarczy samo pokrycie kosztów leczenia”. Wtedy John posłał jej dziwne spojrzenie, podczas gdy stopy Cordy zaczęły drętwieć od zbyt długiego stania. Mimo to wyraźnie wyczuł, że ma trudności z poruszaniem się. Zapytał: „Czy chciałaby pani mojej pomocy?” „Nie… Och!” Cordy ledwo skończyła mówić, gdy jej kule nagle się zachwiały. Jednak, właśnie gdy miała upaść, John rzucił się do przodu i złapał ją prosto w ramiona. Mimo szoku, Cordy poczuła czysty, miętowy zapach i zdawało jej się, że słyszy bicie jego serca w klatce piersiowej, głośne i nieco zbyt szybkie. Szybko spróbowała się od niego odsunąć, ponieważ czuła się naprawdę niekomfortowo z taką bliskością. Przez trzy lata spędzone z Kyle'em, co najwyżej trzymali się za ręce, odkąd Kyle dowiedział się, że z powodu traumy z przeszłości czuje awersję do intymności z mężczyznami. Kiedyś się o nią troszczył i szanował ją… a jednak. Zaprawdę, serce jest zmienne. Mimo to, gdy Cordy wyprostowała się z pomocą Johna, jej kule wciąż leżały na podłodze. Bez żadnego podparcia próbowała stać na jednej nodze. Okazało się to jednak niestabilne – zaczęła się chwiać, nie mogąc się o nic oprzeć. Przestraszona, szybko zarzuciła ramiona na szyję Johna… ale gdy tylko to zrobiła, zdała sobie sprawę, że jest zbyt blisko i szybko go puściła. Jej policzki, początkowo pozbawione koloru, teraz zarumieniły się czerwienią. John naturalnie widział wszystko, co robiła Cordy, ale milczał, dostrzegając upór w jej oczach. Prawdopodobnie nie chciała mieć z nim nic więcej do czynienia. W końcu sala była tylko tak szeroka, a do łóżka było zaledwie kilka kroków – wystarczyło wytrzymać przez kilka sekund. Zaciskając usta, John w końcu ruszył się i zaniósł ją do łóżka. „Co ty robisz?!” Gdy znajomy męski głos nagle rozbrzmiał w sali, brzmiąc wyraźnie gniewnie, serce Cordy zabiło mocniej i przygryzła wargę. John jednak pozostał niewzruszony – wręcz głuchy na wybuch drugiego mężczyzny. Zdawał się mieć wzrok utkwiony w Cordy, idąc pewnie i niespiesznie, by położyć ją do łóżka. „Cordy!” wrzasnął Kyle, krocząc w ich stronę. „Nigdy się nie zmienisz, prawda?!”

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki

Rozdział 2 – Dług Spłacony Życiem | Czytaj powieści online na beletrystyka