logo

beletrystyka

Dług Spłacony Życiem

Dług Spłacony Życiem

Autor: Avelon Moreau

Rozdział 6
Autor: Avelon Moreau
12 sty 2026
– Oczywiście! Cordy z pewnością bardzo polubiła Richarda po spędzonym z chłopcem tygodniu. – Zostawiłam ci mój numer, więc dzwoń, kiedy tylko za mną zatęsknisz. Przyjadę się z tobą spotkać, gdy tylko będę miała wolną chwilę. – Kłamczucha, kłamczucha, co z pieca bucha... Cordy przykucnęła, co kosztowało ją sporo wysiłku. W pobliżu nieistniejący mężczyzna zmarszczył brwi, gdy ona czule mierzwiła włosy Richarda, znajdując się teraz na tej samej wysokości co on. – Tak, co z pieca bucha. Richard uśmiechnął się wtedy uroczo i dał jej całusa w policzek. Nieistniejący mężczyzna zmarszczył brwi jeszcze mocniej. – Muszę już iść – powiedziała Cordy do Richarda z czułym spojrzeniem. – Dobrze, mamusiu. Nie biegaj, bo możesz upaść – zawołał za nią słodko Richard. Chłopiec po prostu odmawiał przestania nazywania jej w ten sposób, nawet po tygodniu. Kiedy Cordy próbowała oponować, Richard wpadał w panikę, myśląc, że go porzuca, a jego małe oczka czerwieniały i napełniały się łzami z rozpaczy. To z pewnością powstrzymywało Cordy przed byciem upartą – chłopiec i tak zrozumie, gdy będzie starszy. Gdy samotnie wykuśtykała o kuli ze swojej sali, John podążał za nią. Chciała go zatrzymać nie raz, ale gryzła się w język. Dopiero gdy dotarli do głównego wejścia, odezwała się: – Panie Levine... Jednak on po prostu ją wyminął, otwierając przed nią drzwi czarnego Maybacha zaparkowanego przed wejściem, jak dżentelmen. Gdy Cordy zmarszczyła brwi, powiedział: – Odwiozę panią do domu. – Nie powinnam sprawiać kłopotu. Poradzę sobie sama. – Mam samochód – upierał się prosto. Cordy wpatrywała się w niego. Czy on się przechwalał? – To żaden kłopot – dodał. Cordy naprawdę trudno było z nim rozmawiać, ale mimo to poszła na kompromis. Wydawał się mieć tę mistyczną zdolność powstrzymywania jej przed odmową, a zresztą odmawianie byłoby tylko stratą czasu – to nigdy nie działało. Gdy wsiadła do luksusowego sedana, John zapytał: – Gdzie pani mieszka, panno Sachs? – North Garden – odpowiedziała. Nigdy nie wróciła do Rezydencji Sachsów od czasu powrotu do kraju, a jej tak zwana rodzina nigdy się tym nie przejmowała. – Tak – powiedział John, rzucając spojrzenie szoferowi. Szofer szybko kiwnął głową i powoli wyjechał ze szpitala. Wtedy John nagle pochylił się w stronę Cordy. Drgnęła, mimo że wyraźnie była czujna – John zawsze zachowywał dystans. Mimo to patrzyła, jak pomaga jej zapiąć pasy, i zacisnęła usta. Kiedy skończył, powiedział równym tonem: – Nie musi pani zaciskać pięści, panno Sachs. Cordy natychmiast spojrzała w dół. Nie zauważyła, że to robiła. Gdy niezręczność sytuacji narastała, John dodał: – Proszę się nie martwić, panno Sachs. Nie jestem typem, który sypia z kim popadnie. Cordy zaniemówiła. Jak bardzo można być narcyzem?! Nie mogąc się powstrzymać, wypaliła: – Skoro tak, to skąd wzięło się dziecko? Pożałowała tego niemal natychmiast, jak to powiedziała – nie była z Johnem na tyle blisko, by mogli tak żartować. Rzeczywiście, John odwrócił się, by na nią spojrzeć, i przez długą chwilę nie spuszczał z niej wzroku. Jednak gdy tylko pomyślała o zmianie tematu, John powiedział: – To było wbrew mojej woli. Cordy była osłupiała – coś takiego mogło przydarzyć się postawnemu mężczyźnie, który mierzył prawie metr dziewięćdziesiąt?! – Zgaduję, że jest dość asertywna – Cordy próbowała podtrzymać rozmowę. – Tamtego dnia była – John kiwnął głową, ponownie zerkając na nią swoim ciemnym spojrzeniem. Jakoś tak Cordy poczuła, że ich rozmowa nie była aż tak nudna. – I? Jak doszło do waszego rozstania? – zapytała Cordy, próbując zmienić temat. Była również ciekawa, dlaczego matka Richarda ich zostawiła. – Ona mnie nie lubi. Cordy znów była osłupiała – ktoś rzucił mężczyznę tak wspaniałego jak on?! – Skoro cię nie lubi, dlaczego urodziła twoje dziecko? – To po prostu nie miało sensu. – Nigdy nie chciała Dicky'ego – powiedział chłodno John. – Właściwie zamierzała go porzucić zaraz po porodzie. Serce Cordy poczuło się w tamtej chwili tak, jakby zostało przecięte ostrzem. Nie chciała nawet wyobrażać sobie sceny, w której nowo narodzony Richard, tak młody i bezbronny, był niemal wyrzucony bez krzty sentymentu. – To słuszne, że odciąłeś się od takiej kobiety jak ona – powiedziała z powagą. John zacisnął usta i wpatrywał się w nią uporczywie, jakby miała coś na twarzy. Cordy dotknęła swoich policzków zmieszana. – Panie Levine? John odwrócił się i przez resztę podróży siedział do niej tyłem. Cordy zmarszczyła brwi – z pewnością był zmienny. Mimo to, biorąc pod uwagę, że wspomniała o jego nieprzyjemnym związku, miało sens, że był w złym nastroju. W samochodzie panowała cisza, dopóki nie zatrzymał się przed mieszkaniem Cordy. – Dziękuję – powiedziała Cordy, zachowując dystans. John kiwnął głową. – Proszę o siebie dbać, panno Sachs. – Tak – odpowiedziała Cordy, czując w duchu ulgę. Musiała przyznać, że nieco martwiła się, iż John będzie nalegał na odprowadzenie jej pod same drzwi. Jej tolerancja wobec nieznajomych była już na wyczerpaniu po tym, jak przywiózł ją pod blok. Z pewnością był taktowny, a ona czuła się przy nim mniej nieufna – mimo że powinna być bardzo ostrożna. – Tymczasem w samochodzie szofer zwrócił się do Johna: – Proszę pana? Cordy zniknęła już z pola widzenia, ale John wciąż wpatrywał się w kierunek, w którym odeszła, podczas gdy jego telefon dzwonił od dłuższego czasu. John w końcu odwrócił wzrok, pozostając niewzruszonym, gdy odebrał połączenie. – Dziadku. – Czy Dicky nie wychodzi dzisiaj ze szpitala? Dlaczego go tu nie ma? – zapytał Alan Levine. – Wkrótce dotrzemy – odpowiedział John. – Ale muszę postawić sprawę jasno: nie zostaniemy w posiadłości. – Dlaczego? – Alan brzmiał na wyraźnie zdenerwowanego. – Dicky jest introwertykiem, nie lubi, gdy wokół jest zbyt wielu ludzi. Przywiozę go, żeby się z tobą spotkał, a potem zabiorę go z powrotem – powiedział John stanowczo. – Przynajmniej zjedzcie kolację przed wyjazdem. To był ostateczny kompromis Alana. – ...Zgoda – przystał John. Rzadko wracał do North City po śmierci rodziców i nie wróciłby wcale, gdyby dziadek nie szantażował go swoim stanem zdrowia. A gdyby tego nie zrobił, prawdopodobnie nie spotkałby jej ponownie. – Poniedziałek był pogodnym dniem. Cordy założyła biznesowy garnitur i zrobiła lekki makijaż, pozwalając swoim jedwabistym włosom swobodnie opaść na ramiona. Mimo że wciąż poruszała się o kulach, nie umniejszało to jej nieco zmęczonemu, lecz pięknemu wyglądowi. Jej prawnik, Andrew Jacobs, towarzyszył jej w drodze do Starstream Group. Szybko podszedł do nich mężczyzna, witając Cordy: – Panno Sachs. – Panie Lang. – Skinęła głową. Stephen Lang, zastępca dyrektora generalnego Starstream Group, był jednym z najbardziej zaufanych pracowników matki Cordy. Kiedy Simon przejął stery, przeprowadził wielką reformację, wymieniając większość starej gwardii – tylko Stephen pozostał. Jego pozycja i wpływy w Starstream były oczywiste już z tego samego faktu. – Chodźmy – powiedziała Cordy bez zwłoki. – Właściwie, panno Sachs, dzisiaj jest... Cordy zmarszczyła brwi na wahanie Stephena. – Dowiedziałem się o tym dopiero, gdy przyszedłem dziś do pracy. Prezes zarządu... to znaczy pani ojciec, zamierza mianować Noel Sachs na stanowisko CEO Starstream Group, dając jej pełną władzę nad wszystkimi sprawami firmy. Właśnie trwa ceremonia przekazania władzy. Simon Sachs i jego córka byli równie podli, co bezwstydni! Mimo to Cordy powiedziała chłodno: – To nie ma znaczenia.

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki

Rozdział 6 – Dług Spłacony Życiem | Czytaj powieści online na beletrystyka