Palce Johna rozluźniły się na złotym piórze wiecznym, jakby słowa Randy’ego przyniosły mu ukojenie.
Jeśli chodzi o Randy’ego, ten westchnął z cichą ulgą — dzięki Bogu, że był wystarczająco bystry, w przeciwnym razie nadchodzące dni byłyby katastrofalne.
— Będę też stale miał oko na to, co dzieje się po tamtej stronie, proszę pana — dodał szybko. — Nigdy nie pozwolę, by te odrażające szumowiny ją s
















