logo

beletrystyka

Dług Spłacony Życiem

Dług Spłacony Życiem

Autor: Avelon Moreau

Rozdział 5
Autor: Avelon Moreau
21 sty 2026
Wtedy odezwał się John, rozładowując niezręczną atmosferę. – Dicky czekał na panią ponad godzinę. Zazwyczaj ucina sobie drzemkę wcześniej. Serce Cordy zabiło mocniej, ale zacisnęła usta i odparła: – Właściwie, panie Levine, mógł pan po prostu wyjaśnić, że nie jestem jego mamusią. John po prostu przyglądał jej się w milczeniu swoimi czarnymi oczami, a nagła cisza sprawiła, że Cordy zaczęła się zastanawiać, czy nie powiedziała czegoś niestosownego. Mimo to nie rozpamiętywała tego i kontynuowała: – Pożar był tylko wypadkiem. Nie musiał pan przynosić mi obiadu ani angażować pokojówek do opieki nade mną. A ile jestem winna za telefon? Prześlę panu pieniądze. – Myślałem, że jest pani bystra, panno Sachs. Cordy poczuła się zagubiona. Czy było w niej coś, co sprawiało, że wyglądała na głupią?! – Dicky potrzebuje mamy – ciągnął John swoim uwodzicielskim głosem, jakby to była najnaturalniejsza rzecz na świecie. – I co z tego? – Cordy uniosła brew. John przez dłuższą chwilę po prostu trzymał na niej swoje ciemne spojrzenie. Po pauzie jego głos wydawał się jeszcze głębszy. – I on panią lubi. Więc być może domyśla się pani, że zabiegam o pani względy, panno Sachs. Cordy odjęło mowę. Nigdy by na to nie wpadła. Czuła jedynie, że wszystko, co robił, było przytłaczające! – Nie musi pani odpowiadać natychmiast, panno Sachs. W końcu... – John zawiesił głos, jakby szukał odpowiednich słów. – Jeszcze się nie znamy. Oczywiście, byli tylko nieznajomymi, których ścieżki przecięły się przez przypadek. Biorąc głęboki oddech, by się uspokoić, Cordy powiedziała: – Nie uważa pan, że podchodzi pan do relacji nieco dziecinnie, panie Levine? John uniósł brew – już wcześniej była trudną osobą, a teraz wydawała się jeszcze bardziej zdystansowana. – Zabiega pan o mnie tylko dlatego, że pański syn mnie lubi? Czy jestem dla pana tylko narzędziem? A co, jeśli pewnego dnia pański syn przestanie mnie lubić i wybierze inną kobietę na swoją mamusię? O nią też będzie pan zabiegał, panie Levine? Cordy przerwała, by się opanować, zauważając, że stała się nieco zbyt szorstka. – Przepraszam, panie Levine, ale nie podzielam pańskiego punktu widzenia. – Zabieganie o panią nie ma nic wspólnego z moim synem. Tak się po prostu składa, że on też panią lubi, tak samo jak ja – powiedział John prosto z mostu. Cordy pomyślała, że się przesłyszała. Nagłe wyznanie miłości... To musi być żart, prawda?! Poznali się zaledwie kilka godzin temu! – Nie musi się też pani martwić, że mój syn zakocha się w innej kobiecie, panno Sachs – powiedział John, akcentując każde słowo. – Wierność jest u nas rodzinna. Cordy znów zaniemówiła. Czy ten mężczyzna właśnie zarekomendował siebie i swojego syna jednocześnie? Nawet oferując jej... obietnicę?! Mimo to nie zamierzała dać się wciągnąć w jego tempo, nie wspominając o tym, że absolutnie nie mogła odwzajemnić uczuć kogoś, kogo dopiero co poznała. – Cokolwiek pan planuje, panie Levine, mówię poważnie: odrzucam pana propozycję. John po prostu wpatrywał się w nią swoimi kruczoczarnymi oczami. – Proszę mnie więcej nie niepokoić, panie Levine. Wystarczy, że zaoferuje mi pan należne odszkodowanie... – Odrzucam pani odmowę – powiedział John, przerywając jej stanowczym tonem. W oczach Cordy błysnął gniew. – Czy w ogóle zna pan moją przeszłość? Nie jestem tak idealna, jak chciałby pan myśleć. – Nigdy nie wątpię w swój osąd ani nie mam problemu z przeszłością danej osoby. – Ktoś już mi to kiedyś powiedział i widział pan, jak to się skończyło. Dlatego, jak mogłaby kiedykolwiek zaufać nieznajomemu, którego dopiero co spotkała? – Proszę nie porównywać mnie do szumowin. W sali nagle zapadła cisza. Wąskie usta Johna drgnęły nieznacznie, a jego wyraz twarzy był tak lodowaty, że serce Cordy zamarło. Jego reakcja sprawiła, że poczuła się, jakby naprawdę go obraziła. Mimo to nagle roześmiała się, sama nie wiedząc dlaczego. Prawdopodobnie dlatego, że na tym świecie wciąż był ktoś, kto stanąłby po jej stronie. W oczach wszystkich innych Kyle był dla niej zbyt dobry – ten pogląd podzielał nawet jej biologiczny ojciec. Spojrzenie Johna zmieniło się, gdy patrzył, jak się śmieje, po czym powiedział: – W nadchodzących dniach udowodnię różnicę między mną a szumowinami, panno Sachs. Innymi słowy, zamierzał zrobić wszystko, by ją zdobyć! Z tymi słowami odwrócił się, by wyjść, najwyraźniej niechętny tracić więcej czasu na tę kwestię. W końcu nikt nie mógł zmienić jego zdania, gdy już podjął decyzję. – Panie Levine – Cordy szybko go zatrzymała, gdy odzyskała zmysły. John przystanął, ale się nie odwrócił. – Sugeruję, żeby najpierw dowiedział się pan czegoś o mojej przeszłości. – Nie muszę. Rzuciwszy te krótkie i bezpośrednie słowa, wyszedł, tym razem nie zatrzymując się ani na chwilę. – Cordy wróciła do swojej sali i położyła się do łóżka. Gdy spojrzała na telefon, przypomniała sobie, że jeszcze nie przelała Johnowi pieniędzy. Jednak szybko zrezygnowała z tego pomysłu – nie wyglądał na kogoś, kto odczułby brak tej kwoty, a ona mogła po prostu uznać to za rekompensatę za straty moralne. Wybrała więc nieznany numer, który wyryła sobie w pamięci. – Mecenasie Jacobs? To ja, Cordy Sachs. – Dzień dobry, panno Sachs. – Chcę przejąć Starstream Group – firmę, którą zostawiła mi matka. Czy będą z tym jakieś problemy? – Oczywiście, że nie – odpowiedział prawnik natychmiast. – Pani matka jasno zaznaczyła w testamencie, że firma należy do pani. Może pani zażądać jej zwrotu w każdej chwili. Od śmierci jej matki Starstream Group, której główną działalnością była moda, znajdowała się pod kuratelą Simona, nawet po wysłaniu Cordy za granicę. Cordy chciała przejąć firmę i zarządzać nią po powrocie do kraju z Kyle'em, ale poświęciła swój czas i siły na ratowanie Jessop Corp z kryzysu. Nie mogąc podzielić uwagi, odłożyła ten pomysł na później, aż do teraz. – Proszę mi towarzyszyć w biurze firmy, gdy nadejdzie czas. – Będę gotowy w każdej chwili – zgodził się Andrew Jacobs bez wahania. – Cordy została w szpitalu przez tydzień, a Richard odwiedzał ją często. Choć nie miała nic przeciwko temu, mimo że zajmowało to większość jej czasu, oznaczało to widywanie Johna od czasu do czasu. To powiedziawszy, nie uważała go za odpychającego – po tym, jak tamtego dnia „wyznał” jej miłość, w rzeczywistości nic nie zrobił. Faktycznie, bywały chwile, gdy był tak cichy, że równie dobrze mógłby nie istnieć. Zaczęła się więc zastanawiać, czy powiedział to po prostu pod wpływem chwili, czy może nie miał pojęcia, co oznacza „zabieganie o względy”. Jedyną rzeczą, którą można by uznać za starania, był jego upór, by Winston codziennie dostarczał jej posiłki, które z każdym dniem coraz bardziej trafiały w jej gust. Gdy Cordy pakowała swoje rzeczy, zabrała tylko telefon, który dał jej John. – Mamusiu, czy jeszcze cię kiedyś zobaczę? – Richard posłał jej nieszczęśliwe spojrzenie, a tęsknota malowała się na całej jego twarzy. Chłopiec z pewnością stanowił wyraźny kontrast wobec pozornie nieistniejącego mężczyzny, który stał w pobliżu.

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki

Rozdział 5 – Dług Spłacony Życiem | Czytaj powieści online na beletrystyka