SEBASTIAN.
– Nadal się zamartwiasz? Wiesz, Seb, mam dość tego, że muszę cię popędzać, żebyś coś zrobił, skoro zawsze byłeś we wszystkim na bieżąco. Po co ją odrzucałeś, skoro nie potrafisz sobie z tym poradzić?
Podnoszę wzrok na Jaia, mojego Betę, a także najlepszego przyjaciela, ale postanawiam mu nie odpowiadać. Minęły 4 miesiące, odkąd przyjęła moje odrzucenie i opuściła tę watahę.
– Nie sądziłem, że to zaakceptuje – mamroczę, obracając nerwowo telefon między palcami.
Jai prycha. – Tak, po prostu postanowiłeś ją skrzywdzić bez powodu i chciałeś, żeby błagała cię, żebyś ją zatrzymał? Zraniłeś ją, wracając do swojej byłej.
Wiem…
Ale nie rozumiem, dlaczego tak łatwo to zaakceptowała? Znam Zaię, zanim jeszcze dowiedziałem się, że jest moją przeznaczoną. Zawsze była dziewczyną zdeterminowaną, by dostać to, czego chce, a poza tym zawsze się we mnie kochała…
Jak mogła po prostu odejść, nawet nie próbując o mnie walczyć? Miałem wrażenie, jakby spieszyło jej się, żeby się mnie pozbyć.
– Wiesz, stary, skoro już o tym mowa, naprawdę musisz porozmawiać z Annalise i powstrzymać ją przed przychodzeniem do Sali Watahy.
– A dlaczego miałbym to robić? – pytam, unosząc brew.
Kręci głową. – To jeden z powodów, dla których tu jestem, jako twój Beta. Wszyscy chcą, żebym z tobą porozmawiał.
– Wyduś to z siebie – warczę.
Patrzy na mnie poważnie. – Ona powoduje problemy ze wszystkimi. Z personelem sprzątającym, kucharzami, strażnikami, nawet z mężczyzną ogrodnika. Próbuje im mówić, jak mają wykonywać swoją pracę. Przysięgam, odkąd dołączyła do watahy, stała się jeszcze gorszym koszmarem.
– Cóż, jestem pewien, że sobie z nią poradzą. Mam ważniejsze sprawy na głowie niż angażowanie się w takie bezsensowne sprawy.
Prycha. – Naprawdę, stary? Myślisz, że to jest LUNA, którą chcesz uczynić?
Cała wataha jest temu przeciwna, nikt nie jest gotów zaakceptować jej jako swojej Luny, a tym bardziej jako członka tej watahy.
– Ja jestem Alfą. Wataha powinna nauczyć się akceptować to, co mówię.
– Jesteś aroganckim Alfą-idiotą. Nikt jej nigdy nie zaakceptuje. Poza tym nie jesteś gotów publicznie powiedzieć nikomu, że jesteś po rozwodzie. Cholera, jeszcze w zeszłym tygodniu powiedziałeś Alfie watahy Krwawego Potoku, że twoja Luna odwiedza rodzinę. O co w tym wszystkim chodzi?
Nie odpowiadam, marszcząc brwi. Na razie trzymam Annalise i rozwód w tajemnicy, ponieważ mój ojciec nie będzie zadowolony.
Nic z tego nie poszło zgodnie z planem. Miałem związane ręce i w tamtym czasie nie widziałem innego rozwiązania, jak ją odrzucić.
– W ogóle mnie słuchasz? Twoi rodzice wkrótce wrócą z wakacji. Ja na pewno chcę być obecny, kiedy powiesz im, że rozwiodłeś się z naszą piękną Luną, ponieważ i tak się dowiedzą, nawet jeśli rozkażesz członkom watahy trzymać to w tajemnicy.
Patrzę na niego gniewnie, gdy kontynuuje, nie przejmując się moim rosnącym gniewem.
– Mówiąc poważnie, Zaia była tą jedyną dla ciebie. Była przepiękna. Nie rozumiem, co ty widzisz w tej małej, plastikowej laleczce Annalise. Zaia była idealna, jej włosy, sposób, w jaki podskakiwały z każdym krokiem. Pamiętasz, jak opadały jej na oko, bez względu na to, ile razy je odgarniała? Jakby kusiła cię, żebyś to zrobił za nią? A Bogini stworzyła ją dla ciebie. Była twoją przeznaczoną, stary.
Marszczę brwi, czując przypływ zazdrości. – Bogini nie zawsze ma rację. – Ale on wciąż kontynuuje.
– Ok, w porządku, jej gorący wygląd powinien wystarczyć. Mam na myśli jej ciało, była idealna, a przez to mam na myśli te krągłości. Cholera, jesteś szalony, że nie chcesz się tym rozkoszować…
Warcze, trzaskając telefonem o stół. – Uważaj! – warczę.
Podskakuje lekko, zszokowany moim wybuchem. Moja klatka piersiowa unosi się, gdy próbuję opanować swój gniew. – To o mojej kobiecie mówisz.
– Twojej byłej kobiecie, Sebastianie, twojej byłej. Odrzuciłeś ją, pamiętasz?
Moje oczy błyskają niebezpiecznie. Jai może i jest moim najlepszym przyjacielem, ale w tej chwili mam ochotę złamać mu ten cholerny nos i zrujnować tę jego ładną buzię.
– Nie obchodzi mnie to. Była moją przeznaczoną. To coś, co się nie zmieni.
Unosi brew, podchodząc gwałtownie do drzwi. Jest zły, ale jego wilk nie pozwoli mu dalej mnie lekceważyć – swojego Alfy.
– Jasne. Tylko że teraz masz Annalise. Nie zamierzam jej rościć, Seb, ale jeśli ktoś to zrobi, nie masz prawa tego powstrzymać. Odrzuciłeś ją.
Drzwi zatrzaskują się za nim, gdy zostawia mnie samego w moim biurze.
Przeklinam, uderzając pięścią w stół.
Moje życie zawsze było skomplikowane, sytuacja z tą watahą, moją rodziną, ich dyktatorskie metody i rzeczy, w które nie chcę wnikać.
Kiedy dowiedziałem się, że Zaia jest moją przeznaczoną, nie wiedziałem, co czuć… Była zbyt dobra dla mojego stylu życia, zbyt dobra, by być częścią rodziny Królów.
Sekrety, o których nawet po trzech latach nic nie wiedziała… Jestem pewien, że gdyby je znała, prawdopodobnie sama by mnie odrzuciła dawno temu.
Sekrety, przed którymi chciałem ją za wszelką cenę chronić.
Tata postawił ultimatum, że dostanę firmę i watahę tylko wtedy, gdy znajdę i poślubię swoją przeznaczoną. Kimś, kto okazał się siostrą mojej dziewczyny.
Ze złamanym sercem Annalise nagle odeszła, nawet nie pozwalając mi się wytłumaczyć.
Nie sądzę, żeby tata spodziewał się, że faktycznie znajdę swoją przeznaczoną, ale znalazłem i musiał dotrzymać słowa.
Nigdy nie chciałem, żeby się we mnie zakochała. Na początku trzymałem ją na dystans, planując rozwód rok po ślubie. Nie planowałem też konsumować małżeństwa, ale jej niewinność, jej piękno i jej pewność siebie mnie pokonały.
Zanim się zorientowałem, byliśmy prawdziwą parą. Zakochałem się w niej tak samo głęboko, jak ona we mnie.
Kochałem ją i nadal kocham…
Ale dzień, w którym Annalise wróciła i powiedziała mi, że była przetrzymywana w niewoli przez trzy długie lata, wstrząsnął mną. Udało jej się uciec, ale kiedy powiedziała mi, że podsłuchała, jak wspominają o tym, kto zlecił jej porwanie; straciłem panowanie nad sobą.
To nie była nikt inny jak Zaia. Nie uwierzyłem od razu. Jak mogłem?
Najpierw sprawdziłem nasze wyciągi bankowe. I rzeczywiście, co miesiąc wpłacała dużą sumę pieniędzy na odizolowane konto bankowe.
Z moich pieniędzy.
Zeszła na tak niski poziom tylko po to, by trzymać Annalise z dala ode mnie, a jej prawdziwe barwy ujawniły się, gdy tak łatwo zaakceptowała moje odrzucenie. Tylko ktoś o zimnym sercu był do tego zdolny.
Znowu się złoszczę, a kiedy drzwi otwierają się z hukiem, prawie mam ochotę uderzyć intruza w twarz.
– Pukaj! – warczę na Jaia.
– Nie, Seb, będziesz chciał to zobaczyć – mówi, jest blady, jego serce dudni, gdy wyciąga trzymany w ręku plik. Marszczę brwi, wstając i wyrywając mu z ręki plik.
– Beta Jai! Proszę, nie!
Podnoszę wzrok, gdy wbiega doktor Scott, przyjaciółka Zai… Nie widziałem jej od jakiegoś czasu, ale skoro Zai nie ma, nie ma potrzeby, żebyśmy się spotykali. Jej twarz jest bledsza niż twarz Jaia i zamiera, gdy widzi plik w mojej ręce, a ja marszczę brwi.
Co to właściwie jest?
Mam zamiar go otworzyć, kiedy ku mojemu zaskoczeniu rzuca się do przodu i wyrywa mi plik.
– To-to nic takiego, Alfo, proszę, pozwól mi odejść – szepcze, zerkając w stronę drzwi.
Naprawdę nie jestem w nastroju na to.
– W porządku, nieważne, po prostu wynoś się! – warkam, zerkając na plik w jej ręce.
– Nie – mówi Jai, stając przed drzwiami i blokując jej drogę. – Zaufaj mi, stary, będziesz chciał zobaczyć ten plik.
Unoszę brew i patrzę na nich. – Po prostu pokaż mi ten plik, doktor.
– Proszę, nie rób tego. Prywatność klienta to nie żart! – wykrzykuje.
– Ten raport dotyczy jego. Ona jest jego żoną – mówi zimno Jai.
– Ona już nie jest jego żoną – mówi zimno Valerie.
Zaia?
Moje oczy błyskawicznie wędrują do pliku w jej ręce, zanim wychodzę zza biurka. Odsuwa się ode mnie, w jej oczach widać strach.
– Co ukrywasz? – pytam.
Czy z Zaią wszystko w porządku?
Zaraz po tym, jak zaakceptowała odrzucenie, zemdlała, złapałem ją, zanim upadła na podłogę. Miałem zamiar zabrać ją do szpitala, ale ja też cierpiałem z powodu odrzucenia, a Jai zabrał ją zamiast mnie.
Chciałem ją odwiedzić, ale jej matka mi odmówiła, mówiąc, że wyrządziłem już wystarczająco dużo szkód. Annalise zaoferowała, że pójdzie, a Zaia i jej matka po prostu ją upokorzyły. Wróciła we łzach.
Wiem, że Zaia była w szpitalu dzień przed odrzuceniem. Czy była chora?
Czy dlatego mnie odrzuciła?
Przez moje ciało przebiega odrobina zmartwienia i poczucia winy, więc wyrywam Valerie plik.
– Proszę, Alfo! – błaga.
Ignorując ją, otwieram go, odwracając się do niej plecami i przeglądam plik.
Moje serce dudni, gdy wpatruję się w górę raportu.
POZYTYWNY WYNIK TESTU CIĄŻOWEGO
Przeglądam resztę pliku. Nigdy w życiu nie czytałem niczego szybciej.
Kłótnia Jaia i Valerie w tle cichnie, gdy moje serce bije gwałtownie.
W ciąży…
Bliźniaki…
Wysokie ryzyko…
Podnoszę wzrok na krzyczącą dwójkę, w uszach dzwoni mi od tego odkrycia, a gdy wbiega Annalise, wykrztuszam słowa, w które sam ledwo mogę uwierzyć.
– Zaia jest w ciąży…?
















