ROWAN
O trzeciej nad ranem wjeżdżaliśmy przez bramy posiadłości mojego ojca. Samochód Bety Daltona jechał przodem, za nim nasze auta, a kolumnę zamykali jego ochroniarze. Gdy zaparkowaliśmy i wysiedliśmy, wbiłem wzrok w gigantyczną, rzęsiście oświetloną rezydencję. Dla kogoś z zewnątrz mogła wydawać się wspaniałym miejscem pełnym radości, ale dla mnie była jedynie przypomnieniem koszmarów i bólu,
















