KAEL
Westchnąłem, gdy mój brat i ja weszliśmy do windy, która miała nas zawieźć na siedemnaste piętro Cytadeli Apex. Zgromadzenie Apex było siedzibą Króla Alfa, a także miejscem spotkań wszystkich Alf.
To właśnie tutaj mój brat i ja zostaliśmy wezwani na nadzwyczajne spotkanie, a ponieważ stał za tym mój ojciec, Król Alfa, natychmiast ogarnął mnie niepokój. Nagle w garniturze, który miałem na sobie, zrobiło mi się za gorąco i przyłapałem się na tym, że przestępuję z nogi na nogę, poprawiając krawat.
– Wszystko w porządku? –
Zamarłem, po czym spojrzałem na brata stojącego po mojej lewej stronie. – Zaraz staniemy przed sądem za przyjęcie dziewczyny do naszego zespołu. Jak myślisz?
Jego jasnoniebieskie oczy patrzyły na mnie w ten sam sposób, w jaki robiła to nasza matka, gdy byłem chory, a ja nie mogłem znieść tego wspomnienia o niej, więc odwróciłem wzrok.
– Myślę, że nic nam nie grozi – odpowiedział chłodno Rowan, co jeszcze bardziej mnie wkurzyło, bo był tak cholernie obojętny.
– Nie, tobie nic nie będzie. Mi ojciec urwie głowę.
Poczułem na sobie ciężki wzrok brata. – Przyjęcie Elary było moją decyzją. Cokolwiek powie ojciec, wezmę za to odpowiedzialność.
W odpowiedzi parsknąłem pogardliwie, kręcąc głową. – Jasne, łatwo ci mówić. Jesteś ulubieńcem ojca.
Zapadła chwila ciszy, a ja spodziewałem się jakiejś reakcji, może złości przesłanej przez naszą więź, ale nic się nie wydarzyło. Rowan znów stał się zrobotyzowanym dupkiem.
– Myślałem, że mamy to już za sobą – stwierdził Rowan.
– Miałbym, gdyby ojciec nie przypominał mi co rusz, że jest inaczej – odpowiedziałem z goryczą.
Znów zapadła chwila ciszy. – Przede wszystkim jesteśmy braćmi, a dopiero potem jego synami. Zgoda?
Westchnąłem, po czym w końcu kiwnąłem głową w odpowiedzi. To zdanie było naszym hasłem. Obietnicą złożoną matce, że będziemy trzymać się razem i staniemy jako zjednoczony front przeciwko naszemu ojcu. To była przysięga, że nigdy nie pozwolimy mu skłócić nas ze sobą, ale z upływem czasu zacząłem podchodzić do tego zobowiązania z coraz większą rezerwą.
– Zawsze będę cię krył, Kae – powiedział Rowan, dokładnie w chwili, gdy winda się zatrzymała. – Mam nadzieję, że ty również będziesz krył mnie.
Zanim zdążyłem odpowiedzieć, drzwi windy otworzyły się i Rowan wyszedł. Naprawdę nie mogłem winić go za to, że był tak zimny i zdystansowany. Od najmłodszych lat obaj byliśmy uczeni, że emocje to słabość i aby być Alfą, trzeba było zabić tę część siebie.
Wydaje mi się, że mojemu ojcu udało się to z Rowanem, ale ze mną? Przed oczami duszy przemknęło mi wspomnienie.
„Emocje cię zabiją!”
Słowa mojego ojca zadźwięczały mi w głowie tuż przed tym, jak jego pazury rozdarły mi plecy. Miałem wtedy dwanaście lat i do dziś noszę blizny z tamtej nocy. A jednak, mimo wszystko, zamiast wyzbyć się emocji, trzymałem się gniewu i poczucia winy, które od dziesięcioleci stanowiły część mnie, zżerając mnie jak choroba.
Winda otwierała się na pusty korytarz z podwójnymi drzwiami na końcu, których strzegli ochroniarze. Kiedy dotarliśmy do drzwi, ochroniarze skłonili się, po czym je otworzyli.
Wewnątrz znajdowało się pomieszczenie z dużym, okrągłym stołem z polerowanego drewna dębowego na samym środku, a wokół tego stołu siedział Król Alfa i kilku z jego Alf. Król Alfa był mężczyzną dobiegającym siedemdziesiątki, o twarzy wykrzywionej w wiecznym grymasie złości. Jego usta zawsze były wykrzywione w dół z dezaprobatą, a w zielonych oczach błyszczała złośliwość. Reszta jego Alf miała twarze podobne do jego – puste i pozbawione wyrazu, niezdradzające absolutnie niczego. Moja matka powiedziała mi kiedyś, że właśnie tak tworzy się Alfy – jako zimnych, wypranych z emocji i zrobotyzowanych.
– Pozdrowienia – powiedział Rowan, lekko skinąwszy głową Królowi Alfie, po czym zajął miejsce.
– Pozdrowienia, Rowanie – burknął nasz ojciec.
– Pozdrowienia, wasza królewska mość. – Skłoniłem się, zanim zająłem miejsce po prawej stronie Rowana, ale powitała mnie cisza. Mój ojciec ledwie spojrzał w moją stronę, po czym odwrócił się do mojego brata.
– Przejdźmy do interesów, dobrze?
Moje dłonie zacisnęły się w pięści na ten rażący brak szacunku. Ignorowanie mnie przez ojca nie było dla mnie nowością, ale robienie tego na oczach wszystkich tych Alf było po prostu nowym dnem.
„Nie pozwól, by cię sprowokował” – Rowan połączył się z moim umysłem, ale było już za późno. Ojciec już dotarł do mojego wnętrza, zwłaszcza że jego Alfy zerkały na mnie, po czym odwracały wzrok, a ja po prostu wiedziałem, że mi współczują. Wiedziałem, że widzą chłopca, który nigdy nie zazna miłości swojego ojca. Znowu zrobiło mi się gorąco w garniturze, ale nie śmiałem się ruszyć, by poprawić krawat. Nie dam ojcu satysfakcji ze świadomości, jak bardzo to na mnie podziałało.
– Zebraliśmy się tu dzisiaj, ponieważ dotarło do nas, że ty i książę Kael przyjęliście dziewczynę do waszej drużyny Awangardy. Czy tak?
Wszystkie Alfy odwróciły się w naszą stronę. Rowan odchylił się do tyłu na krześle, wciąż tak samo niewzruszony. – Dla ścisłości, rekrutacja Elary Vance była wyłącznie moją decyzją. Książę Kael po prostu zrobił to, o co prosiłem jako jego przełożony.
– Dlaczego?
– Ponieważ uważam, że nadszedł czas na zmiany? Kobiety odnoszą dziś sukcesy w zaawansowanych dziedzinach, więc dlaczego by nie w tej?
– Kobiety są niczym więcej jak maszynami do rodzenia dzieci, książę Rowanie. Ich jedynym celem jest bycie żoną i prowadzenie domu – odparł mój ojciec, a jego ludzie z aprobatą pokiwali głowami.
– Pozwolę sobie mieć odmienne zdanie, wasza wysokość – powiedział Rowan. – Uważam, że kobietom powinno się dać szansę wyruszenia na wojnę.
– Uważasz?! – Nasz ojciec parsknął pogardliwie. – Nie wychowałem cię po to, żebyś tak uważał, Rowanie. Wychowałem cię do logicznego myślenia, jak zimnokrwistego mordercę!
– I tak właśnie robię.
– Nie wydaje mi się. Przeczytałem jej akta. To omega, która nawet się nie przemienia! W pokoju pełnym pozbawionych partnerek samców alfa, beta i gamma jest po prostu problemem. Jest czynnikiem rozpraszającym!
– Moi ludzie świetnie sobie z tym radzą.
– Tak ci się teraz wydaje, ale według raportów, czterdzieści trzy dziewczyny zgłosiły się, by w przyszłym roku dołączyć do Awangardy. Czterdzieści trzy, Rowanie! To ponad dwie trzecie zespołu! A co będzie za pięć lat?! To katastrofa!
– Czyżby, wasza wysokość? Ja uważam, że to rewolucja.
– Gówno, nie rewolucja! Twoi ludzie sobie z tym nie poradzą!
Oczy Rowana stwardniały. – Jestem ich Dowódcą i znam swoich ludzi. Jeśli nie potrafią zapanować nad sobą w obecności kobiety, to równie dobrze możemy z góry przegrać nadciągającą wojnę.
Ogarnęła nas chwila ciszy. Po wyrazie twarzy niektórych Alf mogłem stwierdzić, że zaczynają patrzeć na sprawy z perspektywy Rowana.
– Dobrze. Poddajemy to pod głosowanie – powiedział ojciec po chwili. – Chcę, by Elara Vance zniknęła.
Po raz pierwszy od dłuższego czasu dostrzegłem najdrobniejszą oznakę reakcji. Rowan zacisnął szczęki. – Bardzo dobrze, wasza wysokość. – Posłał uśmiech, który nie dotarł do jego oczu. – Zanim jednak to zrobicie, mam jeszcze jedną rzecz do powiedzenia.
Nasz ojciec odchylił się do tyłu na krześle. – Mów dalej.
Rowan pochylił się do przodu, splatając dłonie na stole. Spojrzał w oczy każdemu z Alf z osobna, zanim przemówił. – Na każdą straconą samicę przypada jeden samiec skazany na to, by nigdy nie znaleźć partnerki. Nie możemy zaprzeczyć, że kobiety są niezbędne do naszego przetrwania, ale jeśli możemy nauczyć je bronić się i walczyć, będą w stanie chronić się lepiej, niż my możemy to robić. Nadchodzi wojna. Czas na zmiany.
Nie mogłem powstrzymać delikatnego uśmiechu, który wykwitł na moich ustach, gdy brat skończył przemowę. Zawsze potrafił ładnie dobierać słowa. Mam tylko nadzieję, że dotarło to do kilku z tych zimnych, martwych serc.
– Czas na głosowanie – powiedział mój ojciec. – Wszyscy opowiadający się za usunięciem dziewczyny i wprowadzeniem stałego zakazu dołączania kobiet do sił zbrojnych, niech powiedzą »za«.
Sześć podniesionych rąk.
– Wszyscy za zatrzymaniem dziewczyny?
Sześć podniesionych rąk.
– A więc mamy remis – zaczął mówić mój ojciec, ale brat odwrócił się do mnie.
– Wcale nie – powiedział i wszyscy zwrócili wzrok na mnie. – Mamy wśród nas trzynastą osobę.
– Jego głos się nie liczy – rzucił lekceważąco mój ojciec, a gniew, który wcześniej się ulotnił, znów powrócił. Zacisnąłem pięści tak mocno, że paznokcie wbiły się w ciało. Ból okazał się mile widzianym odwróceniem uwagi.
– Zapominasz, że ja też jestem Księciem, ojcze – powiedziałem z goryczą. – Przewyższam rangą wszystkie obecne tu Alfy.
Zaległa cisza, gdy ojciec przygwoździł mnie spojrzeniem swoich zimnych, zielonych oczu przepełnionych nienawiścią i wstrętem. – Śmiało, więc – wypluł. – Użyj swojego głosu... mądrze.
Wiedziałem, co miał na myśli przez to ostatnie słowo.
Jeśli zagłosuję na jego korzyść, będzie to oznaczało rzucenie Elary na pożarcie. Czy było warto? Czy ojciec w końcu by się do mnie przekonał? I czy ostatecznie wybaczy mi to, co stało się dziesięć lat temu?
















