„Mówiłem ci już, myszko – kiedy widzę coś, co mi się podoba, biorę to. Żaden opór nie zdoła cię ode mnie uwolnić”. Valeska ma jedną złotą zasadę: Nigdy nie dotykaj Alfy. Jako zmiennokształtna reprezentantka niemal wymarłego gatunku dzikich kotów, ukrywająca się pod postacią człowieka, doskonale wie, że zaborcze i terytorialne wilki rządzące miastem stanowią wyrok śmierci dla jej wolności. Myślała, że jest bezpieczna. Myślała, że kłamstwo o „chłopaku” w barze zadziałało. Myślała, że zgarnie dobrze płatną posadę kelnerki na Igrzyskach Alf i po prostu zniknie z gotówką. Myliła się. Gare – mężczyzna, którego nazywają „Hadesem” – nie wierzy w zbiegi okoliczności. Jest najbardziej dominującym drapieżnikiem na tym terytorium i właśnie poczuł zapach jedynej kobiety, która kiedykolwiek odważyła się powiedzieć mu „nie”. Teraz, uwięziona na arenie, gdzie gra toczy się o najwyższą stawkę, w otoczeniu pięciuset samców Alfa bez partnerek, Valeska nie jest już tylko kelnerką. Jest ostateczną nagrodą. A Hades jest gotów spalić świat do cna, byle tylko sprawić, by błagała o jego dotyk. 🌶🐺🌶🐺🌶 Ostrzeżenie: Książka zawiera motywy dark romance, intensywną dynamikę władzy oraz treści przeznaczone dla osób dorosłych. Tylko dla czytelników 18+.

Pierwszy Rozdział

„Hej. Posłuchaj, moi kumple tam założyli się ze mną,” facet, który podszedł do Valeski przy barze, wskazał palcem na najdalszą lożę za nimi. „Że nie uda mi się zdobyć numeru najgorętszej dziewczyny w tym miejscu, ale ja śmiem twierdzić inaczej. Co powiesz na to, że postawię ci drinki za ich pieniądze?” Valeska od pierwszej chwili, gdy do niej podszedł, wiedziała, że ten mężczyzna musi być Alfą. Miał na twarzy typowy dla nich wszystkich arogancki uśmiech. Była też jednak pewna, że nie było mowy, by nie mógł przespać się czy pogawędzić z każdą dziewczyną, która stanęła mu na drodze, więc tekst na przełamanie lodów, którego użył, musiał być pułapką. Był to bar dla wszelkiego rodzaju zmiennokształtnych, nie tylko wilków. Valeska powoli obróciła się na krześle, by spojrzeć na lożę, o której wspomniał. Natychmiast zauważyła siedzącą tam grupę panter, śmiejącą się z żartów rzucanych przez jednego z nich. W chwili, gdy zauważyli, że wzrok Valeski spoczął na nich, wszyscy mężczyźni unieśli szklanki na powitanie. „Cóż, darmowe drinki brzmią cudownie,” Valeska odwróciła się z powrotem do nieznajomego i pozwoliła swojemu spojrzeniu powędrować po jego ciele. „Ale…” przeciągnęła, wstając z miejsca i pochylając się, by szepnąć: „Zupełnie nie jesteś w moim typie. Podziękuję.” Gdy tylko te słowa opuściły jej usta, Valeska odwróciła się na pięcie i zostawiła go przy barze. Idąc przez tłum, nie była zaskoczona widokiem wszystkich obecnych tu gatunków, siedzących przy różnych stolikach i w lożach. Pantery siedziały zaledwie kilka stóp od lwów. Hieny jak zwykle mieszały się z innymi, tworząc wielki tłum, w którym mogły się ukryć. Valeska zauważyła pusty stolik i usiadła, mając nadzieję, że zyska trochę czasu, by w samotności nacieszyć się drinkami. Ale jak zawsze, takim już cieszyła się szczęściem, ktoś usiadł tuż obok niej i machnął na barmana, by przyniósł im napoje. Wyraźnie pijany mężczyzna, który usiadł obok niej, był wilkiem. Betą. Był zaskakująco duży jak na zwykłego Betę; gdyby Valeska nie wiedziała lepiej, mogłaby pomylić go z Alfą. Choć Valeska bardzo lubiła życie w nowym mieście, była jedna rzecz, która jej się nie podobała – wilki. Zmiennokształtne wilki rządziły tym miastem, stąd też były wszędzie. Valeska była żbikiem. Jej gatunek był niemal wymarły, a wszyscy jego przedstawiciele spektakularnie potrafili ukrywać swoje zapachy. Większość obecnych tu zmiennokształtnych prawdopodobnie zakładała, że jest po prostu kolejnym człowiekiem. Jej wzrok skupił się na pijanym wilku, który szybko został wybrany na jej zdobycz tej nocy. Valeska była kobietą kierowaną przez przyjemność i pożądanie. Nie zakochiwała się. Po prostu pieprzyła. Na dodatek, chociaż Alfowie byli marzeniem większości zmiennokształtnych kobiet, w przypadku Valeski było zupełnie odwrotnie. Alfowie kategorycznie odpadali. Nigdy nie pozwoliłaby, by jakikolwiek mężczyzna ją zdominował. „I co? Co o tym myślisz?” Pijany wilk, jakkolwiek miał na imię, położył dłoń na jej ramieniu, po czym powoli zsunął ją w dół. W ciągu kilku sekund jego wielka dłoń objęła górną część jej uda. „Wybacz, trochę rozproszyli mnie ludzie wokół nas.” Zaszczebiotała, udając zaskoczenie: „Drink u ciebie? Tak, ucieczka od tych wszystkich ludzi byłaby miła. Czemu nie, propozycja brzmi bardzo kusząco.” Kącik jej ust drgnął, sprawiając, że mężczyzna założył, iż podoba jej się jego dotyk. „Wychodzimy? Mój apartament jest tuż za rogiem.” Posłał jej uśmiech wart milion dolarów i puścił oko, prawdopodobnie myśląc, że to sprawia, iż wygląda uwodzicielsko. *„Bingo.”* Valeska w myślach pochwaliła samą siebie za szybką zdobycz i skinęła głową, zachowując się tak niewinnie, jak to tylko możliwe. Mimo że jego o wiele za szeroki uśmiech mocno ją odrzucał, nie dbała o to. Zmarnowała już o wiele za dużo czasu na rozmowę z aroganckim Alfą, a teraz jeszcze z Betą. Niestety, Valeska wiedziała, że nie trafiłoby się jej nic lepszego, nawet gdyby próbowała polować dłużej. Po ich wyjściu Valeska odkryła, że Beta nie kłamał w kwestii tego, jak blisko znajduje się jego apartament. Gdy tylko przekroczyła próg – ich ubrania pofrunęły we wszystkie strony. Dźwięk rozdzieranego materiału jej nie przeszkadzał. Była tam po dawkę przyjemności i ekstazy, nic nie mogło jej powstrzymać. „Gdybym wiedział, że jesteś aż tak gorąca pod tymi ubraniami, przerzuciłbym cię przez ramię i przyniósł tutaj, zanim zdążylibyśmy zmarnować czas na te drinki.” Bezimienny mężczyzna jęknął, zmagając się z odpięciem paska. Jej wzrok skupił się na jego trzęsących się dłoniach; natychmiast zalała ją fala skrajnej irytacji. Im bardziej próbował przyspieszyć sprawę, tym częściej ponosił porażkę przy rozbieraniu się. Valeska nie mogła znieść patrzenia na jego żałosną próbę wydania się męskim, więc przewróciła oczami, jęknęła i odtrąciła jego dłonie, odpinając jego pasek w ułamku sekundy. „Troszkę niecierpliwa, co?” Zachichotał. Oczywiście, ten wilk myślał, że jest pępkiem świata. „Nie zrobię ci loda, jeśli o tym myślisz. Nawet o tym nie marz. A teraz, gdzie są prezerwatywy? Mniej gadania, więcej pieprzenia.” Valeska syknęła, nie mogąc się powstrzymać. Z trudem przychodziło jej udawanie małej, niewinnej dziewczynki, i jeśli nie zamierzał dać jej tego, po co przyszła, nie było powodu, by tu zostawać. „Na szafce nocnej w mojej sypialni.” Oznajmił Beta, ssąc jej szyję niczym pijawka. To był zdecydowanie najgorszy możliwy sposób, by podniecić kobietę, która była gotowa na seks na jedną noc. „Więc? Prowadź. Nie przyszłam tu na godziny gry wstępnej.” Musiała zebrać całą swoją siłę woli, by go od siebie nie odepchnąć. Gdyby to zrobiła – zrozumiałby, że kobieta, którą przyprowadził do domu, nie jest człowiekiem. Ujawnienie swojej tożsamości byłoby największym błędem, jaki mogłaby popełnić. „Twoje życzenie jest dla mnie rozkazem,” szepnął jej do ucha, ze wszystkich sił starając się brzmieć seksownie i agresywnie, jednak w jej umyśle te słowa zabrzmiały nieco ulegle. Kolejna czerwona flaga, ale skoro zaszła już tak daleko, było za późno, by odwrócić się i wyjść. „Eee, gdzie. To znaczy, jak? Nie, nieważne. W każdym razie, czy jest jakaś pozycja, którą wolisz, albo powierzchnia? Na przykład biurko czy łóżko?” Beta trzymał małą paczuszkę w jednej dłoni, a drugą podrapał się po karku. „Wiesz co, po prostu daj mi tę cholerną prezerwatywę i połóż się na plecach; równie dobrze mogę zrobić wszystko sama. Nie żeby to był dla mnie pierwszy raz.” W myślach Valeska przeklęła całą planetę, wszystkich bogów znanych ludzkości, a przede wszystkim – samą siebie. Zrobił, co kazała, i położył się na łóżku, splatając obie dłonie za głową. Zbyt szybko z jego twarzy zniknął zaczerwieniony, zdezorientowany wyraz, ustępując miejsca lekkiemu uśmieszkowi. A to była kolejna rzecz, która irytowała Valeskę. Satysfakcja w jego oczach była drażniąca. Rozwinęła prezerwatywę na jego fiucie i postanowiła ukarać faceta za tę arogancję. Valeska zrzuciła majtki tuż obok jego łóżka i wpełzła na niego, umieściła żołądź jego fiuta tuż przy swoim wejściu i opadła w dół. Nie czekała na moment, aż jej ścianki się rozciągną, przyjmując całą jego długość w ciągu sekundy. Nie był tak duży, jak niektóre z jej poprzednich zabawek, więc nie było niczego, do czego musiałaby się przyzwyczajać. Valeska oparła dłonie na jego klatce piersiowej i zaczęła poruszać biodrami, ujeżdżając go w iście żółwim, torturującym tempie. Jego dłonie, co nie było zaskoczeniem, nie opuściły tyłu głowy, rozczarowując Valeskę jeszcze bardziej. „Wiesz, mógłbyś złapać mnie za cycki albo raz czy dwa klapsnąć w tyłek.” Syknęła, przyspieszając ruchy i wkładając w nie nieco więcej siły. Obserwując jego twarz jak jastrząb, cierpliwie czekała na jakąkolwiek odpowiedź, aż w końcu Valeska miała dość jego milczenia i zatrzymała swoje ruchy. „Co? Dlaczego przestałaś? Podobało mi się to?” Próbował zaprotestować, a głębokie zmarszczenie brwi przejęło kontrolę nad rysami jego twarzy. „Nie będę cię pieprzyć dla twojej przyjemności; robię to dla siebie.” Wszystko, co musiał zrobić, to chwycić ją za biodra, przytrzymać w miejscu i wyruchać z niej duszę. Czy to było aż tak wiele? Nie mógł zrobić chociaż tej jednej rzeczy? Irytując się, Valeska wciąż go ujeżdżała, dopóki nie osiągnęła szczytu, jęcząc z ekstazy. Jej prawa dłoń zsunęła się w dół, do jej łona, delikatnie je obejmując i ściskając. Syknęła kilka razy, przygryzając wargę, a jej ruchy stawały się coraz wolniejsze i wolniejsze, aż w końcu się zatrzymała. Valeska spojrzała w dół na zaskoczonego mężczyznę, puściła mu oko i sturlała się z niego, odwracając się plecami do oszołomionego Bety. „To wszystko? Byłem tak blisko. Dlaczego ty…” próbował protestować, choć doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że nie ma do tego żadnego prawa. „Zrobiłam swoje i cię wyruchałam, prawda? A teraz stul pysk; jestem zmęczona.” Syknęła Valeska. Ku jej zadowoleniu zamknął usta, gdy położyła się i zamknęła oczy. Akurat kiedy zaczynała przysypiać, gdzieś w pokoju jej telefon zaczął wibrować, informując o połączeniu przychodzącym. „Kto, do cholery?” Jęknęła, próbując dosięgnąć irytującego urządzenia.

Odkryj więcej niesamowitych treści