Hazel
– Zazwyczaj przynosisz pecha. Jednak wygraliśmy, chociaż Declan odpadł na początku i musiał przesiedzieć pierwszą część za karę, bo był spóźniony. Może to była twoja wina – warczy. Panikuję trochę, czując, jak jego uścisk się zaciska.
– Hazel! – krzyczy Milo, a ja z całej siły nadeptuję na stopę Brantley'a, po czym odpycham go za klatkę piersiową. Nie położy na mnie więcej rąk, zwłaszcza ki
















