Hazel
May posyła mi pełen żalu uśmiech. – Całkiem zapomniałam, że ma dzisiaj próbę do szkolnego przedstawienia. Może nie będzie miała nic przeciwko, jeśli wyjdziesz po niego o 17:30 – sugeruje niepewnie. – Mogę po prostu odpuścić sobie dzisiejsze zajęcia w laboratorium, Hazel. Nie chcę, żebyś straciła pracę.
Zwierzyłam się z wszystkiego Mayi. Nie piśnie o tym ani słowa, a jeśli mnie zamordują, by strzec swojego sekretu, przynajmniej ktoś wskaże władzom właściwy kierunek. Była zszokowana, po czym wspomniała, że widziała kiedyś Leo na meczu z wysoką rudą. Zapomniałam, że ona i jej brat przychodzili w przeszłości na kilka meczów, skoro on uwielbia hokej.
Kręcę głową. – Nie, szybko do niej napiszę. Na pewno nie będzie miała nic przeciwko. To znaczy, nie przeszkadza jej, że zabieram go, kiedy odbieram Leo, więc co za różnica, czy to będzie dwie godziny później? Nie możesz oblać labów, May. Mam to pod kontrolą – mówię do niej z większą pewnością siebie, niż szczerze czuję.
Eleanor Blakely mogłaby mi kategorycznie odmówić. Ale May robi dla mnie tak wiele, że nie mogę jej zawieść. Wymyślę coś, jeśli się nie zgodzi. Może mogłabym zaproponować, że zabiorę Leo na jakiś czas do parku i akurat zgarniemy Milo, wracając na kolację. To mogłoby wypalić; nieba wiedzą, że potrafię stracić poczucie czasu podczas spontanicznych wyjść.
Zamiast prowadzić wewnętrzny monolog, po prostu do niej napisz. Przerywam własne bełkotliwe myśli.
"Pani Blakely, siostrzeniec mojej przyjaciółki ma dzisiaj próbę do szkolnego przedstawienia. Czy byłoby w porządku, gdyby zamiast przywozić go w momencie odbioru Leo, pojechalibyśmy po niego o 17:30 i wrócilibyśmy tam z nim?"
Czekam w napięciu. Kiedy dziesięć minut później odpisuje, jestem w szoku.
"Proszę przywieźć go z powrotem do nas. Hobbs mógłby mieć wolny wieczór, jeśli zechciałaby pani kupić im kolację w drodze do domu. Leo potraktuje to jako wielką frajdę." – proponuje, a ja z trudem wystukuję podziękowania, bardzo zaskoczona jej troskliwością.
Czuję, jak bracia Mercer wpatrują się we mnie podczas naszych wspólnych zajęć. Postanowiłam zjawić się znacznie wcześniej i powoli pakuję swoje rzeczy, upewniając się, że wyjdą pierwsi. Brzmi to tchórzliwie, ale szczerze mówiąc, nie mam ochoty na żadne konfrontacje na uczelni.
Kiedy wychodzimy po Milo, pytam Leo, czy zna numer telefonu swojego tatusia. Nie ma pojęcia i dochodzę do wniosku, że będę musiała pytać o takie rzeczy później. Chciałabym dać mu znać, że zabieram Leo na zewnątrz dość późno, ale nie mam kogo tutaj o to zapytać. Hobbs był na tyle miły, że zostawił nam przekąskę. Jak niezręcznie by było, gdybym poprosiła go o listę numerów telefonu. Nie śmiem dzwonić do pani Blakely po jej wczorajszych uwagach pod moim adresem.
Znajdujemy Milo, a ja przedstawiam ich sobie nawzajem, zapinając go w foteliku. Pani Blakely była zaskoczona, że dokładnie wiedziałam, jak zamontować fotelik Leo, dopóki nie wyjaśniłam, że to ten sam model co Milo i że mam dla niego na stałe własny fotelik w samochodzie.
– Co zjeść na kolację, chłopaki?
Zdecydowana większość głosuje na nuggetsy z kurczaka, co nie jest żadnym zaskoczeniem. Zanim wjeżdżamy za bramę posesji, dyskutują o tym, który superbohater jest lepszy. Gwiezdne Wojny zostały już przedyskutowane i ustalone. Będą się świetnie dogadywać.
Moje serce zamiera, gdy pokonujemy zakręt i widzę czterech Baronów stojących na podjeździe. Z założonymi rękami też nie wyglądają na szczęśliwych.
Milo szepcze: – Wyglądają jak banda superbohaterów, którzy mierzą nas wzrokiem przed atakiem.
Dzięki, Milo. Nie potrzebowałam takich obrazów w mojej szalejącej wyobraźni.
– Leo, najpierw wyciągniemy ciebie. – Chwytam jego torbę z jedzeniem i napojem, wiedząc, że muszę odesłać go do środka. Widzę złość w zaciśniętej szczęce Declana Mercera i jestem pewna, że zaraz wyładuje ją na mnie. Odpinam go i stawiam na ziemi. Bierze torbę, ale napój to dla niego za dużo. Lennox podchodzi, wyciągając po niego rękę.
– Chodź ze mną, Leo – mówi cicho.
Leo spogląda na mnie, a ja kiwam głową z uspokajającym uśmiechem, który jest bardziej sztuczny niż oryginalne wymiary Barbie. Declan patrzy, aż mały znika z oczu, i zgodnie z oczekiwaniami, ten głęboki głos uderza jak z bicza.
– Gdzie, do kurwy nędzy, zabrałaś mojego syna? I kto, do cholery, jest jeszcze w samochodzie? Przyjeżdżam tu i nie ma po nim śladu. Kto dał ci pozwolenie, żeby wychodzić z nim z domu o tak późnej porze? Masz w ogóle dla niego odpowiedni fotelik? – Jego głos jest zimniejszy niż kiedykolwiek wcześniej.
– Mam fotelik, który zapewniła pani Blakely. Pojechaliśmy odebrać Milo po jego próbie do szkolnego przedstawienia.
Umm, o co jeszcze mnie zapytał... o tak, pozwolenie. Wpatruje się we mnie, jakbym mówiła w jakimś nieznanym, obcym języku.
Otwieram usta, by kontynuować, ale on robi krok bliżej. Jest rozwścieczony. – Nie mogłaś dać mi znać, że wychodzisz z nim z domu tak blisko jego kąpieli i pory spania? Masz pojęcie, jak bardzo się martwiliśmy? Czy może sprawiło ci przyjemność zrobienie mi na złość? – warczy, ale tym samym przekracza moją granicę cierpliwości.
– Albo może dlatego, że nie mam twojego numeru telefonu, ty zakuty lodowy łbie! To znaczy, to jest coś, czego mogłabym potrzebować, ale nikt nie przekazał mi niczego odnośnie tego, CZY lub JAK się z tobą kontaktować. A ty wcale nie twierdziłeś, że jesteś jakimkolwiek zaangażowanym rodzicem! Moje jedyne instrukcje i kontakt pochodziły od pani Blakely. Skonsultowałam to z nią. Widziałam cię tu raz przez pięć minut i wyglądałeś, jakbyś chciał mnie zabić. Nigdy nie użyłabym niewinnego dziecka, żeby odegrać się na kimkolwiek! Gdybyś cokolwiek o mnie wiedział, wiedziałbyś to. Znasz w ogóle moje nazwisko? Nie żeby to miało znaczenie. – Wypalam w jego stronę, zatrzymując się dopiero, gdy słyszę, jak Leo woła mnie z drzwi. Obserwuje nas, a ja widzę Lennoxa truchtającego za nim. Leo musiał uciec swojemu wujkowi.
Wiedząc, jak bardzo w dzieciństwie denerwował mnie widok krzyczących i kłócących się dorosłych, biorę głęboki oddech i podchodzę do niego.
– Hazel, nic ci nie jest?
Kucam i uśmiecham się do niego. – Tak, nic mi nie jest. Trochę za bardzo się podekscytowałam rozmową z twoim tatusiem. Idź do środka i zjedz kolację. Odwiozę Milo do domu.
Jego twarz rzednie. – Myślałem, że się pobawimy.
– Nie dzisiaj. Przepraszam. Nienawidzę łamać obietnic. Wiem, że mówiłam, iż będziecie się razem bawić, ale myślę, że twój tatuś chce zjeść kolację tylko z tobą i twoimi wujkami. – Trzymam jego dłonie, gdy do niego mówię.
– Zobaczę cię jutro? – pyta z tym pełnym nadziei spojrzeniem.
– Zobaczymy. Jeśli nie, to niedługo przyjdę cię odwiedzić, dobrze? – Już wiem, że tym razem na pewno wylecę. – Idź do środka z wujkiem Lennoxem i zjedz kolację, dobrze, Lolo?
Pochyla się, mocno mnie przytulając. Odwzajemniam uścisk, a potem upewniam się, że omijam Declana i Donovana szerokim łukiem. Leo pędzi do środka, gdy słyszę, jak Lennox coś do niego mówi. Wsiadam do samochodu, zatrzaskując drzwi, i odjeżdżam, nie oglądając się za siebie.
Declan
Odjeżdża, a ja niewyraźnie rejestruję, jak Lennox mnie woła. – Dec, musisz przyjść do kuchni.
Znika w domu, a ja zaciskam pięści, obserwując znikające tylne światła Hazel Connolly. Kompletnie się myliła. Znam jej nazwisko. Który hokeista czy futbolista nie kojarzy go choćby mgliście? Nasi trenerzy nie znoszą tej dziewczyny i chociaż nikt nie zna powodów ani wyjaśnień ich nastawienia, zadbali o to, by przekazać nam aprobatę do wyrażania ich uczuć tam, gdzie oni nie mogą. A dzięki swoim pasmom zwycięstw mają niestety w zasadzie wolną rękę.
Nigdy oficjalnie jej nie poznałem, jedynie obserwowałem, kiedy drużyna futbolowa zwracała na nią uwagę.
– Świetnie to rozegrałeś – rzuca z kamienną twarzą Donovan, a ja piorunuję go wzrokiem. Uśmiecha się kpiąco, po czym rusza przede mną do środka. Lennox sadowi Leo przy wyspie kuchennej z nuggetsami i frytkami. Jest podekscytowany, słyszę to w jego głosie. Fast food to dla niego ogromna nagroda.
– Hazel kupiła mi limoniadę, bo powiedziała, że jest lepsiejsza od gazowanego.
– Mądra z niej dziewczyna – mówi Gavin z szerokim uśmiechem, wpatrując się we mnie. Lennox uśmiecha się do mnie kpiąco ze skrzącymi oczami. Z czego oni, do kurwy nędzy, są tacy rozbawieni? Wciąż drżę po tym, jak zastałem mojego syna znikniętego, z nikim innym na miejscu i brakiem komunikacji. Miał tu być, kiedy wrócę do domu, to było jedyne, co powiedziała. Skończyliśmy wcześniej i popędziłem do domu z zamiarem porozmawiania z nią. Tylko po to, by zastać dom ciemny i pusty, bez żadnych wiadomości, poczty głosowej czy jakiejkolwiek kartki gdziekolwiek. Hazel Connolly została mi przedstawiona jako jego niania niecałe 24 godziny temu i nie wiem o niej nic poza tym, co nieco zaobserwowałem na zajęciach. Co nie znaczy zbyt wiele. Ta dziewczyna zbyt dobrze trzyma się na uboczu. Próbowałem zdobyć więcej informacji o tym wszystkim, ale widzę, że ostatecznie nic z tego nie wyszło. Straciłem panowanie nad sobą, nie wiedząc, czy jest na tyle mściwa, by wykorzystać małego chłopca, aby odegrać się na mnie i moich braciach. Nigdy celowo nie braliśmy jej na celownik, ale to nie mówi wiele. Ona też nie wiedziałaby o nas wystarczająco dużo poza plotkami z kampusu.
Donovan pochyla się nad blatem, po czym parska śmiechem i odsuwa się do tyłu. Lennox puka palcem obok niego, a ja podchodzę i znajduję kartkę papieru.
– Była przyklejona taśmą po drugiej stronie lodówki, Declan. Przegapiliśmy ją. – Hobbs trzyma wiszącą tablicę po przeciwnej stronie właśnie na tego typu rzeczy.
Starannym pismem czytam:
Panie Mercer, Leo i ja pojechaliśmy odebrać siostrzeńca mojej przyjaciółki. Kupujemy też kolację. Dostałam pozwolenie od pani Blakely. Gdyby musiał pan się z nami skontaktować, mój numer to 468-231-2231. Powinniśmy wrócić przed 18:00. Hazel Connolly
– O kur... – Lennox kaszle, a ja szybko się poprawiam. – ...czaczki!
– Jak twoja kolacja, Leo? – pyta Lennox, opierając się na przedramionach.
– Pysne. – Jego wersja słowa „pyszne” wywołuje mój uśmiech, nawet jeśli wypowiada je z ustami pełnymi frytek. Przełyka. – Pseplasam. Hazel mówi, że stracę jedzenie, jak tak robie. Najpierw trzeba połknąć, potem mówić. – Różnica, gdy mówi do nas, a nie do swojej babci, jest oczywista.
– Hazel okazuje się coraz mądrzejsza – dodaje ze śmiechem Donovan.
– Leo, kim był ten drugi chłopiec w samochodzie Hazel? – pytam, siadając obok niego. Pęka mi głowa. Masuję skronie, zanim Lennox idzie po dwie tabletki i butelkę wody. Biorę je z wdzięcznością.
– Milo. Najlepsza przyjaciółka Hazel to jego ciocia. Ona odbiera go dla niej w pewne wieczory i będziemy się razem bawić. Babcia powiedziała, że jest w porządku. Chciałem się dzisiaj pobawić. Nigdy nie miałem umówionej zabawy. – Jego twarz trochę rzednie, a ja znowu klnę w myślach. Moja wina, a raczej wina pani Blakely. Mój syn i tak zbyt wiele znosi.
– Bardzo lubisz Hazel? – pyta Gavin, a Leo przytakuje.
– Ona się ze mną bawi. Nie swoim telefonem. I ma dobre uszy do słuchania. Uratowała mnie. – Wszystko, czego Leo chce, to kogoś poza nami, kto poświęci mu aż tyle uwagi. Brzmi to tak, jakby była dla niego cudowna.
– Brzmi cholernie niesamowicie – dodaje Lennox, wypowiadając na głos moje myśli i rzucając mi piorunujące spojrzenie z ukosa. Mrużę na niego oczy.
– Czy ona wróci, tatusiu? Brzmiałeś, jakbyś był na nią zły. – Niepokój w tym małym głosie jest straszny, gdy na mnie spogląda.
– Byłem zły o coś innego. Dopilnuję, żeby dla ciebie wróciła.
Kiwa głową, po czym pochyla się, by mnie przytulić.
– Chodź, Spider-Manie, wykąpię cię. – Gavin wyciąga do niego rękę. – Twój tatuś musi przetestować wytrzymałość swoich kolan. – Uśmiecha się szeroko przez ramię, a ja pokazuję mu środkowy palec. Śmieje się tylko bezgłośnie, gdy Leo kłóci się z nim, że dzisiaj jest Batmanem. Nie zamierzam płaszczyć się u niczyich stóp i on o tym wie. Ale zrobię wszystko inne, żeby odzyskać ją dla Leo.
Gdy tylko znikają z zasięgu wzroku, opieram czoło o zimny marmur.
– Wrobiono cię – mówi cicho Donovan. Słyszę, jak krząta się przy lodówce. – Chcesz resztki lazanii?
– Brzmi w porządku – odpowiadam, ale siadam prosto, słysząc, jak otwierają się tylne drzwi. Lennox i Donovan natychmiast sztywnieją. Lennox szybko składa karteczkę, wciskając ją do kieszeni.
– Jesteś wcześnie w domu. Leo już w łóżku? – pyta nieśmiało.
Wpatruję się w nią, podczas gdy Donovan przygotowuje nasze talerze. Lennox wyjmuje napoje gazowane z lodówki. Kieruje wzrok na mnie, gdy drzwi się zamykają.
– Dlaczego, do cholery, niania mówi do ciebie pani Blakely, matko? – pytam ją chłodno.
















