Niespodziewana kara: Niania dla Avalanche

Niespodziewana kara: Niania dla Avalanche

Autor: Lysander Vane

7: Co musisz wiedzieć
Autor: Lysander Vane
9 lip 2026
Hazel   – Czy w przyszłym tygodniu będę mógł pobawić się z Leo, Hazel? Spoglądam na Milo, który patrzy na mnie z nadzieją. – Prawdopodobnie nie. – Zrobiłam awanturę jego ojcu, co wprawdzie było w pełni zasłużone, ale raczej nie pomogło mi w utrzymaniu pracy. – Przepraszam, Milo. Kiwa głową. Milo to rozumiejący pięciolatek, który z łatwością dostosowuje się do sytuacji. Jego ojciec to samotny wojskowy. Sutton jest obecnie na czteromiesięcznej misji. Podczas jego nieobecności, May i jej rodzice opiekują się małym. Jej mama pracuje na nocne zmiany jako pielęgniarka, a tata ma popołudniowe zmiany do 19:00 każdego wieczoru. Więc ona i ja mamy go pod opieką przez te trzy noce, kiedy jej mama pracuje. Był równie podekscytowany co Leo na myśl o nowym przyjacielu. Ich harmonogramy nie sprzyjają zbytnio umawianiu się na wspólną zabawę. – Hazel, skończyłem. – Milo wręcza mi swój talerz. Musiałam się nieźle zamyślić, skoro musiał mi o tym powiedzieć. Jego tata ma podobny problem do mojego. – Możesz pójść wybrać sobie jedną ze swoich bajek, podczas gdy ja posprzątam. – Kiwa głową i kieruje się w stronę kanapy. Mój telefon dzwoni z nieznanego numeru. Pewnie telemarketer. – Halo. Dodzwoniłeś się do salonu wróżbiarskiego Hazel. W czym mogę pomóc przy stawianiu kart? – Hazel! – Leo? – pytam, żeby się upewnić. – To ja. Tatuś powiedział, że mogę ci powiedzieć dobranoc. – Brzmi sennie i szczęśliwie. – Dobranoc, Lolo. Śnij o helikopterach pilotowanych przez krokodyle. – Zaczęłam z nim grę, w której wybieraliśmy jakąś głupotkę, o której miał śnić. Będę za nim tęsknić. Tak bardzo się przywiązałam po zaledwie tygodniu. Chichocze cicho. – Dobranoc, Hazel. Już mam się rozłączyć, kiedy słyszę niski, chrypliwy rozkaz. – Nie rozłączaj się, Hazel! Moje całe ciało dosłownie drży, kiedy wypowiada moje imię. Spokój, Hazel, NIE! To zimny dupek o cholernie dobrym wyglądzie i najbardziej niesamowitym głosie, jaki kiedykolwiek słyszałam. Ale wciąż dupek. – Hazel? Jesteś tam? – rzuca niecierpliwie. Znowu to imię. – Tak. Po prostu przestań wymawiać moje imię – wypalam. – Dlaczego? – Brzmi na szczerze zdezorientowanego. Ta, na pewno na to nie odpowiem. – Bo mnie zdenerwowałeś. – To po części prawda. – Dzwonię, żeby to wyjaśnić. – Brzmi, jakby to słowo było mu obce. Jestem pewna, że jest. – Jesteś zajęta? Masz u siebie siostrzeńca przyjaciółki. – Nieszczególnie. – Nie powinienem był tak na ciebie naskoczyć. Moja matka nie powiedziała mi, że w ogóle przywozisz go do domu z przedszkola. – Znów warczy. Chwytam się jednego słowa. – Czekaj, powiedziałeś twoja matka? – Tak. Eleanor Blakely Mercer. – Wzdycha głośno. – O której z nim przyjeżdżasz? O piętnastej? Nadal próbuję przetrawić fakt, że nie podała mi swojego prawdziwego nazwiska. – Hazel? Wiesz w ogóle, jak, do kurwy nędzy, działa rozmowa przez telefon?! – Brzmi na nieco rozbawionego, a jednocześnie niecierpliwego. Znowu moje imię, niech go szlag! – Tak, umm, przepraszam. Tak, zazwyczaj jesteśmy na miejscu o piętnastej. – Przewracam oczami na samą siebie. – Spotkam się z tobą jutro u nas. – Czekaj, nie jestem zwolniona? – Naprawdę nie budzę teraz zbytniego zaufania. – Nie. Leo cię lubi. Jutro, Hazel. Musimy porozmawiać. – Rozkazuje tym swoim zimnym tonem. Przez minutę mój głupi mózg myślał, że może zaoferuje przeprosiny. Albo może zrobi to jutro. Nie brzmi to jak pokorne przeprosiny. Bardziej jak te, do których w szkole zmuszali cię nauczyciele. – Jutro. – Rozłączam się i siadam obok Milo. Dobrze, że Leo mnie lubi, inaczej byłabym ugotowana w rodzinie Mercerów. Może mogłabym zabrać jutro Milo i chłopcy mieliby swoją umówioną zabawę. Zaledwie o tym pomyślałam, a dostaję SMS-a. "Zabierz Milo, jeśli możesz." Odsyłam kciuk w górę. May pozwoli mi go zabrać. – Milo, chcesz się jutro pobawić z Leo? Jego podekscytowana twarz odpowiada za niego. – Tak! Mogę spakować strój superbohatera? – Jasne. Tylko upewnij się, że włożysz go wieczorem do plecaka. Kiedy May po niego przyjeżdża, Milo oczywiście wygaduje, jak potoczyły się sprawy, kiedy dotarliśmy do domu. May ma wielkie oczy. – Napiszę do ciebie, jak wrócisz do domu. A w piątek po twojej pracy robimy babski wieczór. Przyniosę kolację i obejrzymy jakiś film. Następnego dnia odbieram dwóch bardzo podekscytowanych chłopców. Chciałabym móc powiedzieć, że byłam równie podekscytowana. Czułam się raczej tak, jakbym została wezwana do gabinetu dyrektora. – Nie za szybko, wy dwaj – upominam ich łagodnie, gdy pędzą przez drzwi do kuchni. Zwalniają ze względu na mnie, a ja słyszę, jak Leo trajkocze z podekscytowania. Wychodzę zza rogu i zastaję Declana siedzącego przy kuchennej wyspie z Leo na kolanach. Ma na sobie obcisłą, niebieską koszulkę sportową i czarne spodnie dresowe. Uśmiecha się do Leo, a ja uświadamiam sobie, że nigdy wcześniej nie widziałam, żeby się uśmiechał. Uśmiechał się kpiąco, ale nigdy tak szczerze. Nic dziwnego, że dziewczyny chodzą za nim, jakby był jakimś bóstwem. – Ty jesteś pan Milo? – Uśmiecha się również do niego. – Tak. Jesteś tatusiem Leo? – pyta Milo, gdy Declan sadza Leo na stołku obok siebie. Hobbs stoi, uśmiechając się do chłopców i trzymając dwa talerze. – Zgadza się. Możesz mówić mi Declan. – Wyciąga rękę, żeby uścisnąć dłoń Milo. Co Milo czyni. Jedną z rzeczy, których Sutton już go nauczył, jest to, jak ściskać męską dłoń i patrzeć w oczy podczas powitania. – Declan, zamierzasz znowu krzyczeć na moją Hazel? Bo mój tatuś mówi, że należy traktować ją miło – oznajmia z powagą Milo. – Milo! Nie powinieneś... – zaczynam mówić, ale Declan unosi w moją stronę dłoń, nie odrywając wzroku od Milo. – Nie, nie zamierzam. Bardzo się bałem, bo nie wiedziałem, gdzie jest Leo, i na nią nakrzyczałem. Mam zamiar jej dzisiaj powiedzieć, że przepraszam. Milo puszcza jego dłoń i kiwa głową. Przesuwa się, żeby usiąść obok Leo. Hobbs posyła mu szeroki uśmiech, po czym pyta: – Panie Milo, czym zajmuje się twój ojciec? – Jest komandosem Rangersów. Jest teraz na misji, więc mieszkam z Dziadziusiem i Babcią. – Milo zaczyna jeść swoją przekąskę. – Wychowuje bardzo honorowego młodego człowieka. Mam nadzieję, że go poznam – mówi z dumą Hobbs. Declan patrzy na mnie. – Hobbs to weteran piechoty morskiej. Wyjdźmy na zewnątrz, żeby porozmawiać. On ich przypilnuje, póki nie skończymy. – Słuchajcie się proszę Hobbsa, Milo – mówię, po czym podążam za nim. Siada przy stole i odsuwa dla mnie jedno z pobliskich krzeseł. – Przepraszam, że wczoraj wyładowałem na tobie swoją agresję, zwłaszcza przy chłopcach. Moja matka nie była dokładnie szczera w kwestii ciebie i waszych ustaleń. Wiedziałem, że zatrudniła nową nianię, ale dopiero gdy powiedział mi o tym Leo. – Brzmi na niezwykle poirytowanego swoją matką. – Nie jestem wyrodnym ojcem unikającym obowiązków. Jestem niesamowicie zaangażowany. Sezon hokejowy trochę to utrudnia. Nie wiedziałem, że w ogóle odbierasz go z przedszkola. Kiedyś to ona go odbierała i nie raczyła wspomnieć o zmianie. Leo mi powiedział. Chciałbym wiedzieć, jakie dokładnie dała ci instrukcje i jaki wyznaczyła ci harmonogram. Zwięźle to wykładam, a on potakuje, nie przerywając. – Czyli z tobą też pogrywa... to się teraz kończy. Chcę, żebyś pisała do mnie, z czymkolwiek będziesz potrzebować odpowiedzi. Ponadto, masz pełne prawo zabierać go do parku lub po odbiór Milo. Milo może przychodzić się pobawić w każdy dzień, w który będziesz tego potrzebować. Hobbs pomoże ci najbardziej, kiedy będzie to konieczne. Nie wchodź w drogę mojej matce, ale powiedz mi, jeśli będzie sprawiać ci jakieś problemy. Wiem, że ta sytuacja, w której być może utknęłaś w środku, nie jest dla ciebie idealna. Wydajesz się bystra, więc myślę, że poradzisz sobie z tą cienką granicą. Kiwam głową. Wiem, jak stąpać po kruchym lodzie. – Wyślę ci wszystkie numery telefonów do moich braci. Jeśli będziesz mnie potrzebować, a ja nie odbiorę, dzwoń do któregokolwiek z nich. Oni też mają twoje dane kontaktowe. Są tak samo zaangażowani w życie Leo jak ja. – Umm, chciałam zapytać o coś z tym związanego. Matka Leo... – Urywam, gdy po tych słowach jego oczy błyszczą srebrem. Szybko dodaję: – Nie jestem wścibska, przysięgam. Ja po prostu... czy ona zamierza się pojawić, po tym, jak twoja matka przedstawiła sprawy i... O dziwo, rozgryza moje bełkotliwe myśli. Unosi dłoń. – Chcesz wiedzieć, czy nagle też wparuje do domu, by się z nim zobaczyć, albo będzie próbowała go z niego zabrać. Mądrze, że o to pytasz, po tym, jak niewiele ci powiedziano, i biorąc pod uwagę nasze nagłe pojawienie się tamtego wieczoru. Nie, nie powinna stanowić problemu. Mieszka za granicą. Ale nie ma prawa go nigdzie zabierać. Jeśli ktokolwiek się pojawi i będzie twierdził, że jest jego matką, automatycznie dzwonisz pod 911 i do mnie. Nie do mojej matki, do mnie. – Nie umyka mi absolutny, dominujący autorytet w tych słowach. – Zrozumiałam – zapewniam go. – Nie jest dla niego zagrożeniem. Ale nie ma do niego żadnych praw. Powinienem dodać, że dotyczy to każdego poza moimi rodzicami i rodzeństwem. Kiedyś poznasz mojego ojca. Pracuje... bardzo dużo. W ten weekend będziesz eskortować Leo na nasz mecz. – Twoja matka powiedziała, że jest to oczekiwane i... i w porządku. – Ledwo patrzę mu w oczy. Zastanawiam się, czy zna całą tę absolutnie parszywą historię. – Tak, i upewnię się, do kurwy nędzy, podwójnie w tej kwestii. Jeśli Wyatt Lawson powie do ciebie choć jedno słowo w paskudny sposób, a już zwłaszcza przy moim synu, muszę o tym wiedzieć – mówi cicho.

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki

7: Co musisz wiedzieć – Niespodziewana kara: Niania dla Avalanche | Czytaj powieści online na beletrystyka