Declan
„Ziemia do Declana Mercera...” Głęboki głos Donovana przebija się przez mgłę, w której siedziałem.
„Co?” Mój głos brzmi na zardzewiały, więc odchrząkuję.
„Albo to było cholernie dobre marzenie na jawie, albo bardzo martwisz się dzisiejszym meczem. O co chodzi, Decs? Znaczy się, wczoraj wieczorem po kolacji z okazji Święta Dziękczynienia, ledwo pomogłeś tacie wsiąść na Matkę za Ambrę. Potrz
















