Niewłaściwy pan młody: Pułapka za dwa miliardy dolarów

Niewłaściwy pan młody: Pułapka za dwa miliardy dolarów

Autor: Avelon Thorne

Cukier
Autor: Avelon Thorne
19 lip 2026
Ostry, metaliczny trzask otwieranego zamka w drzwiach mieszkania przeciął ciężką ciszę przedpokoju. Natychmiast nastąpił po nim niezdarny, nieskoordynowany łomot, gdy Clara wpadła na oślep do środka. Była całkowicie pijana, kompletnie zdruzgotana i chwiała się na nogach tak niebezpiecznie, że niemal uderzyła w przyległą ścianę. Vance złapał ją w absolutnej sekundzie, w której wkroczył do wąskiego korytarza, a jego duże dłonie pewnie chwyciły jej kruche ramiona, by ustabilizować jej niebezpieczny pęd. – Stałeś tam i czekałeś na mnie, Arthurze? Ha, ha. – Jej słowa potwornie się zlewały, gdy rzuciła się do przodu, bezmyślnie zarzucając mu ramiona na szyję. Oparła cały swój bezwładny ciężar o jego twardą klatkę piersiową, a jej miękki śmiech pozbawiony był jakiejkolwiek prawdziwej radości. – Taak. Chciałam się po prostu trochę zabawić. Odruchowo zesztywniał pod wpływem tego nagłego, przytłaczającego kontaktu, gdy uderzył go ostry zapach taniego alkoholu. Ale lekka irytacja natychmiast zniknęła, gdy objął ją ramieniem w talii, by ją podtrzymać. Wydawała się niebezpiecznie lekka. Poprowadził jej potykające się stopy w stronę małej sypialni, delikatnie zmuszając ją do usiąścia na brzegu materaca. Opuszczając się na jedno kolano na zniszczonych deskach podłogowych, wyciągnął ręce i ostrożnie rozpiął jej tanie sandały, zsuwając je z jej pokrytych pęcherzami stóp. – Zabrali mi wszystko, Arthurze – wyszeptała w cichym pokoju. Jej głos całkowicie się załamał, przechodząc w druzgocący, pełen emocji, żałosny grymas. Gorące łzy popłynęły szybko i niekontrolowanie po jej zaczerwienionych policzkach, spadając na materiał jej poplamionej sukienki. Przysunęła się do niego, a jej zimne palce słabo musnęły jego włosy. – Ty też powinieneś iść do nich, Arthurze. Ja nie mam niczego. Samotna, bolesna łza uciekła z jej oka, gdy gwałtownie otworzyła puste dłonie, wciskając je prosto przed jego twarz. – Widzisz? Nic. Nie mam czym cię nakarmić. Następnie z jej gardła wydarł się wybuch szalonego, pustego śmiechu, odbijając się boleśnie echem w ciasnej przestrzeni. Vance klęczał tam, całkowicie sparaliżowany, wpatrując się w jej puste, drżące dłonie. Miażdżąca fala głębokiego, nietypowego dla niego poczucia winy zmyła miliardera niczym fizyczny cios. Przerażająca świadomość w końcu w niego uderzyła. Te wszystkie razy, gdy widział ją żującą gumę – nawet się nad tym nie zastanowił. To nie był nawyk nerwowy. Ta zadziorna, niezwykle dumna dziewczyna przeżyła wyłącznie dzięki gumie do żucia, by agresywnie tłumić brutalne ataki głodu. Kiedy on jadł śniadanie, które mu przygotowała, nie zatrzymał się nawet, by pomyśleć, czy ona sama w ogóle coś zjadła. Spróbował delikatnie zdjąć jej pomiętą sukienkę, by było jej wygodniej, ale ona słabo odepchnęła jego dłonie, mrucząc niezrozumiałe protesty. Pokonany przez jej upór, nawet w pijackim otępieniu, po prostu uniósł jej nogi na materac i ostrożnie otulił jej kruchą postać cienkim kocem. Mruczała coś cicho przez sen, rzucając się lekko, aż nieświadomie wyciągnęła dłoń, a jej małe palce zacisnęły się na jego wielkiej dłoni w desperackim poszukiwaniu oparcia. Vance usiadł na krawędzi łóżka, a jego przeszywające, lodowato niebieskie oczy wbiły się uważnie w jej bladą, zalaną łzami twarz. Bardzo delikatnie uniósł wolną dłoń i odgarnął splątany kosmyk wilgotnych włosów z jej spoconego czoła. – Wszystko będzie dobrze. Rzeczy wkrótce ulegną zmianie – wyszeptał w ciemny, cichy pokój. Nie mogła go usłyszeć, pogrążona w głębokim śnie i trzymająca go za rękę tak, jakby od tego zależało jej życie. Kierowany impulsywną, opiekuńczą czułością, której nie potrafił w pełni zrozumieć ani sklasyfikować, pochylił się. Złożył delikatny, przedłużający się pocałunek prosto w kącik jej rozchylonych ust. Gdy się cofnął, jego ciemne brwi ściągnęły się w lekkim zagubieniu. Oblizał własne usta, natychmiast rozpoznając prześladująco znajomą, utrzymującą się słodycz. Jego nieodgadnione spojrzenie powróciło do jej drobnej dłoni ściskającej jego własną, wielką dłoń. Wypuszczając powoli, głęboko powietrze, oparł głowę o krawędź jej poduszki. – Cukierku – mruknął cicho w mrok. – Smakujesz jak cukier. *** Spokój nocy został brutalnie roztrzaskany następnego ranka. Oczy Clary otworzyły się powoli, a jej wzrok był zamglony, gdy wpatrywała się tępo w popękany sufit nad nią. Głowa pękała jej od potężnego, pulsującego kaca. Prawie nic nie pamiętała z poprzedniej nocy, jedynie wyrwane z kontekstu przebłyski tego, jak została doszczętnie odrzucona, niebezpiecznie się upiła i jak ktoś litościwie wsadził ją do taksówki. Jęcząc, przetoczyła się i zmusiła się do usiąścia prosto. Sięgnęła na oślep po swój telefon na szafce nocnej. Świecące cyfry pokazywały dokładnie godzinę jedenastą. Panika – czysta, nieskażona niczym panika – natychmiast przemknęła przez jej żyły. – Szlag! O, Boże! – sapnęła, a serce skoczyło jej do gardła. Całkowicie, katastrofalnie przegapiła swoją kluczową rozmowę kwalifikacyjną o dziewiątej. Z przerażeniem spojrzała w dół na swoje wczorajsze, pomięte, poplamione ubranie. Co ona do diabła narobiła? – Rany! – Trzymając się za ciężką, bolącą głowę, zeskoczyła z łóżka i agresywnie wpadła do maleńkiej łazienki, by ochlapać twarz zimną wodą. Zamarła całkowicie w miejscu, a powietrze kompletnie uleciało z jej płuc. Vance właśnie wychodził spod prysznica. Jej oczy otworzyły się szeroko w czystym, upokarzającym zawstydzeniu. Był całkowicie bez koszulki, jego nieskazitelny, potężnie umięśniony tors ociekał ciepłą wodą, a ręcznik owinięty był luźno, nisko w pasie. – Umm. Ja jestem... Nie wiedziałam, że... To znaczy zapomniałam, że ty... tam jesteś. Ja... – Plątała się bezużytecznie w słowach, podczas gdy on zbliżał się do niej krok po kroku. Pachniał niebiańsko – czystą, odurzającą mieszanką męskiego mydła i mięty. Całkowicie przytłoczona, Clara desperacko cofała się, aż jej kręgosłup uderzył w zimne, twarde płytki na ścianie łazienki. Przełknęła ciężko ślinę, robiąc wszystko, co w jej mocy, by nie patrzeć w dół na jego wyrzeźbioną klatkę piersiową, co niestety oznaczało, że musiała patrzeć prosto w jego uderzające oczy. Desperacka potrzeba skurczenia się do rozmiarów owada i wczołgania się w fugi nasilała się z każdą sekundą. Jego twarz pozostała bez wysiłku poważna, ale niebezpieczna iskra zgrywy ewidentnie tańczyła w głębokich, lodowato niebieskich czeluściach jego oczu. Jej serce przyspieszyło do szalonego, ogłuszającego rytmu, gdy wciąż się zbliżał. Jego duże, wilgotne dłonie oparły się pewnie o ścianę po obu stronach jej głowy, całkowicie więżąc jej kruchą postać między jego górującym ciałem a zimnymi kafelkami. Czy on zamierzał ją pocałować? Ta gorączkowa myśl przejęła kontrolę nad jej mózgiem. Pulsujący ból głowy magicznie wyparował, całkowicie zastąpiony przez intensywne, duszące gorąco promieniujące od jego ociekającego wodą torsu. Jego twarz była teraz tak niemożliwie blisko, że dosłownie czuła jego miętowy oddech omiatający jej rozpaloną skórę. Odkryła, że patrzy z zapartym tchem w jego oczy, a jej własne ręce walczą z nagłą, dziką chęcią wyciągnięcia się i dotknięcia twardych, mokrych płaszczyzn jego płaskiego brzucha. Sparaliżowana i całkowicie obezwładniona jego magnetyczną bliskością, Clara instynktownie zacisnęła powieki. Czekała, a jej serce tłukło się o żebra, w pełni spodziewając się nieuchronnego nacisku jego ust na jej usta. Czekała. I czekała. Ta zwłoka była absolutną torturą. Dlaczego on tak strasznie długo zwlekał? Wtedy, zamiast wziąć jej usta, złożył doprowadzająco szybki, drażniący pocałunek prosto na czubku jej nosa. Płynnym ruchem sięgnął nad jej ramieniem, a jego potężnie umięśnione ramię musnęło jej policzek, i chwycił suchy ręcznik wiszący na haczyku za jej głową. – Chciałem tylko ręcznika, cukierku. Poza tym, pamiętasz? Jestem gejem – zaśmiał się ponuro, a jego ciężki głos zadudnił czystym rozbawieniem. Oczy Clary otworzyły się szeroko w kompletnym szoku. – Co? Stała tam zamrożona, dziko zdezorientowana i całkowicie oniemiała, gdy on pewnie cofnął się i wyszedł z maleńkiej łazienki, niedbale wycierając włosy. Kiedy drzwi zatrzasnęły się z kliknięciem, Clara osunęła się na ścianę, desperacko chwytając tak bardzo potrzebne jej powietrze. Ten mężczyzna był irytująco zdolny do pozbawiania jej tlenu. Odwróciła się do lustra, krzywiąc się na widok swojego zaczerwienionego, potwornie pogniecionego odbicia. Wycofując się do ciasnej kuchni po szybkim przebraniu się, Clara aktywnie, desperacko unikała patrzenia na jego nagi, nieskazitelnie wyrzeźbiony tors. Vance wyłonił się mając na sobie tylko parę wyblakłych dżinsów, a ona zajęła się agresywnie przygotowywaniem jego porannych naleśników tylko po to, by mieć pretekst do patrzenia gdziekolwiek indziej. Z czystego przyzwyczajenia i palącej potrzeby finansowej, po cichu włożyła do ust świeżą gumę do żucia. Schrupała dwa suche, pszenne herbatniki podczas gotowania, ale guma była jej prawdziwym, żałosnym substytutem prawdziwego śniadania. Musiała oszczędzać te marne resztki jedzenia, które jej pozostały. Vance siedział w milczeniu przy małym, chybotliwym stole. Nawet odwrócona plecami, czuła jego przenikliwe, ciężkie spojrzenie utkwione niezmiennie w jej każdym, pojedynczym ruchu. – Dzień dobry. Jesteś dzisiaj bez laptopa – zauważyła nerwowo, stawiając przed nim talerz świeżych naleśników i parującą filiżankę kawy. Nie odpowiedział absolutnie nic. Miała właśnie unieść swój własny kubek z kawą do ust, kiedy w jej pole widzenia nagle weszła duża, dominująca dłoń. Vance trzymał swój widelec prosto przed jej twarzą, a gruby kawałek naleśnika, całkowicie przesiąknięty gęstym syropem, spoczywał na jego zębach. Clara zamrugała w czystej dezorientacji, patrząc na zmianę na jedzenie i na jego stoicką twarz. Milcząco skinął głową, a jego oczy intensywnie nakazywały jej wziąć kęs. Nie mogła; jej szczęka już pracowała nad gumą. Spokojnie wystawił drugą dłoń, trzymając ją płasko tuż pod jej brodą. – Wypluj gumę – rozkazał, a jego ciężki głos nie pozostawiał absolutnie miejsca na sprzeciw. – Nie, Arthurze – próbowała słabo odmówić, zmuszając się do drżącego, całkowicie sztucznego uśmiechu. – Właśnie zjadłam śniadanie w kuchni i teraz jestem najedzona. Poza tym... – Wypluj gumę i to zjedz, cukierku. Potrzebujesz tego – przerwał jej gładko, a jego ton zniżył się, stając się całkowicie nieustępliwym. Znowu nazwał ją cukierkiem. Umysł Clary wirował, dziko próbując przypomnieć sobie, czy zrobiła zeszłej nocy coś wysoce nieprzyzwoitego, by usprawiedliwić tę nagłą zmianę w jego zachowaniu. – Przepraszam za zeszłą noc. Mam nadzieję, że nie próbowałam zrobić czegoś obraźliwego. – Nic nie zrobiłaś. To ja byłem tym, który... – Uciął, mrucząc ponuro pod nosem, zanim ponownie skupił na niej swoje intensywne spojrzenie. – Zostaw to. No dawaj. Jedz. Clara gorączkowo zamrugała, powstrzymując nagły przypływ gorących, upokarzających łez. Dlaczego nagle poczuła, że chce jej się płakać? Pokonana jego nieugiętym spojrzeniem, posłusznie wypluła gumę w serwetkę i pochyliła się, rozchylając usta, by wziąć słodki, nasączony syropem kęs bezpośrednio z jego widelca. Nie przerywając kontaktu wzrokowego, Vance skrupulatnie podzielił swój marny posiłek na dwie dokładne, identyczne połówki. Pchnął jedną porcję stanowczo w jej stronę i wcisnął zapasowy widelec prosto w jej dłoń. – Proszę. To dla ciebie. Clara siedziała zamrożona, wpatrując się w jedzenie. Jej umysł wirował w cichej agonii, zastanawiając się, ile dokładnie ten rzekomo klepiący biedę, bezrobotny model tak naprawdę wiedział o jej koszmarnej, upokarzającej ruinie finansowej. Dlaczego zmuszał ją do jedzenia? – Jedz – rozkazał ponownie, tym razem nawet nie zawracając sobie głowy oderwaniem wzroku od swojego talerza. Wydając z siebie ciężkie, zrezygnowane westchnienie, w końcu podniosła widelec i zaczęła jeść u jego boku. To intensywnie ciche, naładowane emocjonalnie śniadanie ogarnęło ich, przerywane jedynie zgrzytem sztućców. Chciała zapytać go, czy przejrzał jej sekret, ale nie śmiała zniszczyć tego kruchego spokoju. Ciszę nagle i brutalnie przerwało ostre, natarczywe pukanie do drzwi wejściowych. – To musi być do ciebie – stwierdził spokojnie Vance. Marszcząc brwi w głębokiej dezorientacji, Clara wstała szybko i poszła do przedpokoju. Nie miała już żadnych przyjaciół poza Tessą i z pewnością nie spodziewała się żadnych paczek. Otwierając drzwi, zobaczyła kuriera w mundurze, trzymającego grubą, elegancką kopertę. Szybko pokwitowała odbiór i wróciła z nią do salonu. Wpatrywała się tępo w nieskazitelne, wytłoczone logo odciśnięte mocno na grubym papierze. Grupa Kensington. Dokładnie ten sam korporacyjny gigant, który wczoraj tak brutalnie ją odrzucił, odsuwając ją na bok na rzecz skorumpowanego nepotyzmu, z powodu którego zatrudniono Briannę. – Co to jest? – zapytał Vance, a całkowicie nieodgadniony wyraz osiadł na jego ostrych rysach, gdy ją obserwował. Clara po prostu wzruszyła ramionami z niedowierzaniem, a jej palce drżały lekko, gdy zrywała pieczęć. Oddech gwałtownie uwiązł jej w gardle, gdy jej oczy gorączkowo skanowały wyraźną, oficjalną zawartość. *Szanowna Panno Claro Whitmore,* *Po zapoznaniu się z Pani CV uznaliśmy, że ma Pani zbyt wysokie kwalifikacje na stanowisko, o które się Pani ubiegała. Dlatego chcemy zaoferować Pani stanowisko Głównego Menedżera ds. naszego programu wsparcia na szczeblu stanowym...* Jej oczy otworzyły się do niemożliwych rozmiarów, gdy czytała o oszałamiających korzyściach. Niezwykle wysokie wynagrodzenie korporacyjne. Natychmiastowe luksusowe zakwaterowanie w pięciogwiazdkowym hotelu Grupy Kensington. Wyłączne, codzienne korzystanie z samochodu służbowego z prywatnym szoferem. Pełne ubezpieczenie medyczne. Ostry, zdyszany wdech wyrwał się z jej płuc. – Co tam jest? – powtórzył Vance, a jego głos był niebezpiecznie cichy. Clara odwróciła twarz w jego stronę, a całe jej ciało drżało. Nagle wybuch szalonego, całkowicie niekontrolowanego śmiechu eksplodował z jej ust. – Och! O Boże! Kierowana czystą, obezwładniającą adrenaliną, Clara dosłownie rzuciła całe swoje ciało na Vance'a. Chwyciła jego szerokie ramiona, stając wysoko na palcach, i złożyła radosny, dziko mokry pocałunek prosto na jego policzku. – Nie mogę w to uwierzyć! – krzyknęła, a jej głos łamał się z czystej ekstazy, całkowicie nieświadoma tego, jak cała muskularna sylwetka Vance'a tymczasowo zamarzła w bezruchu pod wpływem tego nagłego, radosnego kontaktu. – Firma Kensington, w której wczoraj miałam dostać pracę... Wygląda na to, że... moje modlitwy zostały wysłuchane! Objęła ciasno ramionami jego grubą szyję, przytulając go z absolutnie całą siłą, jaką miała. Tama w końcu pękła. Łzy czystej, obezwładniającej ulgi kaskadą spłynęły po jej twarzy, błyskawicznie wsiąkając w materiał jego koszuli, gdy ukryła twarz w jego ramieniu, szlochając i śmiejąc się jednocześnie. Powoli sztywność opuściła ciało Vance'a. Podniósł swoje wielkie dłonie, delikatnie chwytając ją za ramiona, by odsunąć ją wystarczająco daleko, by móc wyraźnie spojrzeć na jej promienną, zalaną łzami twarz. Unosząc prawą dłoń, ze czcią starł spływające łzy szorstkim opuszkiem kciuka. Po raz pierwszy od momentu, kiedy go poznała, chłodna, lodowata maska całkowicie pękła. Obdarzył ją szczerym, zapierającym dech w piersiach, przystojnym uśmiechem. – No cóż. Chyba... gratulacje.

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki

Cukier – Niewłaściwy pan młody: Pułapka za dwa miliardy dolarów | Czytaj powieści online na beletrystyka