Ręce Clary poruszały się w gorączkowym, wyczerpującym rozmyciu, zaciekle szorując wyblakłe blaty jej ciasnego, jednopokojowego mieszkania. Knykcie bolały ją potwornie, ale fizyczny ból był mile widzianą formą odwrócenia uwagi. Kolejna rozmowa o pracę zaledwie kilka godzin temu zakończyła się upokarzającą porażką, pozostawiając jej ducha mocno poturbowanym. A jednak, gdy wycierała skromne powierzchnie w rozpaczliwej próbie uczynienia tej malutkiej przestrzeni reprezentacyjną, jej determinacja płonęła jaśniej niż kiedykolwiek.
Jej nowy mąż, Arthur, miał przybyć w każdej chwili. Był przepięknie przystojnym modelem, a Clara całkowicie przekonała samą siebie, że był on dziwacznym błogosławieństwem w nieszczęściu. Oczywiście, święcie wierzyła, że mężczyzna był w stu procentach gejem, ale to impulsywne, błyskawiczne małżeństwo było dokładnie tym, czego potrzebowała. Było jej ostatecznym, ostrym jak brzytwa odwetem na Dereku.
Sama myśl o tym imieniu sprawiała, że żołądek przewracał jej się do góry nogami. Bolesne wspomnienie sprzed dokładnie miesiąca brutalnie wypłynęło na powierzchnię, wciągając ją z powrotem w dzień, w którym rozpadł się jej cały świat. To było zaledwie na dzień przed ich zaplanowanym ślubem. Weszła do mieszkania, które mieli dzielić, zamierzając zrobić niespodziankę swojej miłości z dzieciństwa. Zamiast tego usłyszała z sypialni jednoznaczne dźwięki skomlenia i głośnych jęków.
Kiedy pchnęła drzwi sypialni, ten widok na zawsze wypalił się na jej siatkówkach. Derek był całkowicie nagi, a jego spocone ciało agresywnie rzucało się na ich łóżku. Uprawiał seks z Brianną – jej własną, młodszą przyrodnią siostrą. Nie było mowy o pomyłce co do brutalnej rzeczywistości tej zdrady; członek Dereka raz za razem z impetem zagłębiał się w pochwie Brianny, a oboje byli całkowicie zatraceni w tym bezwstydnym akcie.
Czysty horror tej sytuacji przyćmiewał jedynie ich całkowity brak skruchy. Kiedy zdali sobie sprawę, że zostali nakryci, ani Derek, ani Brianna nie zaoferowali ani jednych przeprosin. Zamiast wstydu, Derek po prostu wciągnął spodnie i bezceremonialnie wyrzucił Clarę na ulicę, nie pozwalając jej nawet spakować swoich rzeczy.
Szorując blat po raz ostatni, Clara rzuciła gąbkę do zlewu. Poślubienie Arthura jako pierwsza było jej śmiałą, niezaprzeczalną deklaracją. To był jej sposób na wykrzyczenie Derekowi i Briannie, że oni już absolutnie nic dla niej nie znaczą.
Ostry, nagły dzwonek do drzwi wyrwał ją z tego bolesnego wspomnienia. Clara wzięła głęboki oddech, wygładziła ubranie i pociągnęła za drzwi, by powitać swojego nowego męża.
Vance wszedł do środka, a jego wysoka, niezwykle barczysta sylwetka natychmiast przytłoczyła ciasną przestrzeń jej skromnego mieszkania. Był ubrany swobodnie, w prostą białą koszulkę i ciemne dżinsy, ale bystre oczy Clary natychmiast zauważyły sposób, w jaki materiał układał się na jego muskularnej klatce piersiowej. Ubranie niosło ze sobą niezaprzeczalnie drogą, luksusową jakość, która nie pasowała do klepiącego biedę modela. Emanował chłodną, dominującą aurą – jakby na jego głowie spoczywała niewidzialna korona – pozostawiając Clarę przestępującą z nogi na nogę z dziwnym, niewytłumaczalnym niepokojem. To było nastawienie miliardera owinięte w zwykły dżins.
– Opróżniłam dla ciebie półkę – zaoferowała Clara, wskazując na małą przestrzeń. – Proszę, rozgość się.
Odpowiedział cichym skinieniem głowy, wchodząc głębiej do pokoju.
– Pójdę przygotować kolację – powiedziała, szybko odwracając się plecami, by uciec przed przytłaczającą intensywnością jego obecności.
W absolutnej sekundzie, w której Clara wślizgnęła się do maleńkiego aneksu kuchennego, zrelaksowana postawa Vance'a uległa zmianie. Szybkim ruchem wyciągnął swój elegancki telefon, a jego kciuki w błyskawicznym, sprawnym tempie przebiegły po szklanym ekranie, wysyłając bezwzględną wiadomość do jego sekretarza, Colina.
*Dowiedz się wszystkiego o Clarze Whitmore. Potrzebuję natychmiast wyczerpującego, wysoce szczegółowego raportu z wywiadu na jej temat.*
Gładko wsunął telefon z powrotem do kieszeni dokładnie w momencie, gdy Clara wyłoniła się niosąc ich talerze.
Podczas dziwnie cichej, intensywnie intymnej kolacji przy małym stole jadalnianym, cisza wisiała między nimi ciężko. Vance niespodziewanie przerwał spokój, a jego głęboki głos przeciął małą przestrzeń.
– Jak poszła twoja dzisiejsza rozmowa o pracę? – zapytał, przeszywając ją spojrzeniem.
Clara zamarła z widelcem zawieszonym nad jedzeniem. Zmusiła się do sztucznego, wyczerpanego uśmiechu, nie mogąc ukryć druzgocącej rzeczywistości swojej sytuacji. – Bez szczęścia. To już trzecia rozmowa, którą całkowicie zawaliłam. Wygląda na to, że nikt nie chce mnie zatrudnić, nawet na podstawowe, zwykłe stanowisko recepcjonistki.
Vance nie zaoferował jej pustego współczucia. Zamiast tego swobodnie odchylił się do tyłu i wyciągnął ramiona. Potężne, wyraźnie zarysowane mięśnie jego klatki piersiowej i bicepsów bezszwowo napięły się pod cienką koszulką. Wzrok Clary został magnetycznie przyciągnięty do twardych linii jego torsu. Nagle ogarnęło ją przerażające pragnienie – impuls, by wyciągnąć rękę przez stół, przycisnąć dłonie do jego twardej klatki piersiowej i poczuć ciepło bijące od jego ciała.
*Wstydź się, Claro*, zbeształa samą siebie w duchu, brutalnie karcąc swój zdradziecki umysł. *Właśnie uratował cię przed byciem całkowitym pośmiewiskiem. Jesteś teraz krwawiącym wrakiem, a co ważniejsze, on gra w innej drużynie! Przestań się na niego gapić.*
Aby przerwać swój niebezpieczny ciąg myśli, pospiesznie wstała, by sprzątnąć naczynia. – Zrobię nam trochę kawy – mruknęła.
Godziny później, mieszkanie pogrążyło się w spokojnej, wieczornej rutynie. Vance siedział przy małym miejscu do pracy, intensywnie pochłonięty ekranem laptopa, wyglądając całkowicie jak bezwzględny pracoholik. Clara podeszła po cichu do jego pleców, delikatnie stawiając świeży, parujący kubek kawy tuż obok jego dłoni.
– Arthurze – zawołała cicho.
Pozostał całkowicie obojętny, kompletnie pochłonięty danymi na swoim ekranie.
Zmarszczyła lekko brwi i zawołała jego imię po raz drugi, nieco głośniej. – Arthurze?
Vance dosłownie podskoczył, a jego głowa odwróciła się w czystym, niefiltrowanym zaskoczeniu, jakby właśnie poraził go prąd.
Clara zachichotała cicho, przechylając głowę. – Czasami zachowujesz się tak, jakbyś wcale nie był Arthurem.
Ta niewinna, drażniąca uwaga całkowicie zmroziła krew w żyłach Vance'a. Intensywnie zmieszany i natychmiast zdając sobie sprawę ze swojego niebezpiecznego błędu, polegającego na całkowitym zapomnieniu o własnym przybranym nazwisku, potrzebował sposobu na odwrócenie uwagi. Bez namysłu chwycił gorączkowo parujący kubek z kawą i wziął potężny, desperacki łyk.
Jego lodowato niebieskie oczy natychmiast zrobiły się idealnie okrągłe z powodu potwornego bólu. Wrzący płyn okrutnie poparzył mu usta i język. Z hukiem odstawił kubek, kaszląc i krzywiąc się, gdy gorąco wypalało mu usta.
Siedząc tam i czując się jak absolutny głupek, potężny, nietykalny dyrektor generalny zdał sobie sprawę z absurdalności swojej obecnej sytuacji. Właśnie praktycznie poparzył sobie twarz z powodu fałszywego imienia.
Clara wybuchnęła serdecznym, nieskrępowanym śmiechem, a jego dźwięk jasno i dźwięcznie rozszedł się po maleńkim mieszkaniu. – Zachowujesz się dosłownie jak dziecko! – drażniła się z nim, pędząc do małej szafki, by wyciągnąć swoją apteczkę. – Uważaj! Czy tak właśnie pijesz wrzącą kawę?
Pospieszyła z powrotem i stanęła tuż obok jego krzesła. Skracając niewielki dystans między nimi, delikatnie ujęła jego mocną, wyrzeźbioną szczękę w lewą dłoń, odchylając jego twarz w górę. Prawym palcem wskazującym ostrożnie nałożyła chłodną, kojącą maść na jego spuchniętą dolną wargę.
Nagła, niebezpieczna fizyczna bliskość uderzyła ją niczym pędzący pociąg towarowy. Ich twarze dzielił zaledwie cal. Gdy ich oczy spotkały się w bezdechu, w nieustępliwym pojedynku spojrzeń, jej myśli całkowicie wymknęły się spod kontroli. Zakazana, paląca ciekawość zakwitła z tyłu jej umysłu, szepcząc o tym, jakie to by było uczucie przycisnąć własne usta do jego ciepłych, zranionych warg zamiast palca.
Przerażona rosnącym, niezaprzeczalnym pociągiem fizycznym do mężczyzny, w co święcie wierzyła, całkowicie dla niej niedostępnego, niezgrabnie i pospiesznie cofnęła dłoń. Jej policzki płonęły z gorąca. Odwróciła wzrok, odchrząkując, by zamaskować gęste, romantyczne napięcie, które przed chwilą dusiło powietrze w pokoju.
Gdy noc w pełni nadeszła, Clara przygotowała małą część dzienną do snu. Zebrała koc i płaską poduszkę, przygotowując się do oddania wygodnego łóżka swojemu gościowi i spania na potwornie niewygodnej, małej kanapie.
Usłyszała kliknięcie otwierających się drzwi do łazienki. Vance nagle się wyłonił, a na jego widok oddech Clary gwałtownie uwiązł w jej gardle.
Nie miał na sobie nic poza pojedynczym, cienkim białym ręcznikiem zawiązanym niebezpiecznie nisko na jego wąskich biodrach. Materiał frotte ledwo się go trzymał, śmiało podkreślając głębokie wcięcie w kształcie litery V skierowane w dół i jego piekielnie seksowny, idealnie wyrzeźbiony tors. Krople wody przylegały do jego szerokiej klatki piersiowej, podążając wzdłuż twardych krawędzi mięśni brzucha.
Walcząc z przytłaczającym, odurzającym wizualnym rozproszeniem, Clara zmusiła swoje oczy do spojrzenia na jego twarz, a jej serce tłukło się o żebra. Nerwowo ścisnęła poduszkę. – Czy będzie w porządku... jeśli zostawimy zapalone światło, gdy będziemy spać?
Vance podszedł swobodnie do małego okna, trzymając w dłoni szklankę zimnej wody. Światło księżyca uchwyciło ostre kąty jego twarzy, gdy pociągnął łyk. W odpowiedzi po prostu skinął głową, a jego zachowanie było spokojne i opanowane.
Cisza przeciągała się niekomfortowo w maleńkim pokoju. Clara wpatrywała się w wyboistą kanapę, z trwogą myśląc o długiej nocy, która ją czeka. Nie mogąc się powstrzymać, niezgrabnie wyrzuciła z siebie wyznanie.
– Naprawdę nienawidzę spać na kanapie – mruknęła, nieśmiało przestępując z nogi na nogę. Spojrzała na jego szerokie, imponujące plecy. – Myślisz, że... być może w niedalekiej przyszłości moglibyśmy po prostu dzielić łóżko?
Pytanie całkowicie zaskoczyło ukrywającego się miliardera. Zamarł ze szklanką w połowie drogi do ust, próbując przetworzyć nagłą, wysoce intymną prośbę od swojej zupełnie nowej, fałszywej żony.
Ale zanim Vance zdążył w ogóle przetworzyć implikacje jej propozycji, Clara zadała druzgocąco niewinny, nieświadomy ostateczny cios.
– Poza tym – dodała z uspokajającym uśmiechem – Tessa powiedziała mi, że jesteś gejem, więc dzielenie łóżka nie powinno być dla ciebie absolutnie żadnym problemem.
Czysty, nieskażony niczym szok wywołany tym stwierdzeniem uderzył Vance'a w gardło całkowicie poza rytmem jego przełykania. Gwałtownie zakrztusił się wodą, odkrztuszając i dziko kaszląc, a jego lodowato niebieskie oczy zaszły łzami, gdy wpatrywał się w nią z całkowitym niedowierzaniem.














