Życie Seraphiny Vance legło w gruzach. Zdradzona przez narzeczonego i własną przyrodnią siostrę, potrzebuje męża – i to szybko. Kiedy najlepsza przyjaciółka umawia ją z klepiącym biedę modelem, który desperacko potrzebuje dachu nad głową, wydaje się to idealnym układem bez zobowiązań. W końcu podobno jest on gejem. Nic jej nie grozi, prawda? Zdesperowana i pod presją czasu, Seraphina wpada do Luna's Diner, dostrzega zniewalająco przystojnego mężczyznę w granatowej koszuli i składa mu ostateczną propozycję. Podpisują dokumenty. Dobijają targu. To czysty biznes. Aż do dnia, gdy stawia się w nowej pracy w korporacji i staje twarzą w twarz ze swoim mężem, owym „klepiącym biedę modelem”, siedzącym za biurkiem prezesa. On wcale nie jest Sebastianem, spłukanym facetem. To Dominic Sterling – bezwzględny, nietykalny miliarder, do którego należy połowa miasta. Dominic to mężczyzna, który bierze dokładnie to, czego chce, i z jakiegoś powodu nie ma zamiaru pozwolić swojej przypadkowej żonie tak po prostu odejść. Teraz Seraphina tkwi w niebezpiecznej grze w udawane małżeństwo z mężczyzną, który jednym pstryknięciem palców może zniszczyć jej niewiernego byłego... i który patrzy na nią wzrokiem kogoś, kto zdecydowanie, w stu procentach, nie jest gejem.

Pierwszy Rozdział

– Cholera! Spóźniłam się! Z bijącym szybko sercem pchnęła drzwi i rozejrzała się, żując gumę. Miejsce było na uboczu, zgodnie z oczekiwaniami, ale osoby, której szukała, najwyraźniej tam nie było. Spanikowała i zerknęła na zegarek. Była już kwadrans po dziesiątej rano, a mężczyzny nigdzie nie było widać. Spóźniła się? Czy on już wyszedł? Mówiąc do siebie, poszła do łazienki i zamknęła się w kabinie. Siedząc na desce sedesowej, wyjęła telefon i ponownie sprawdziła wiadomość, którą wysłała jej przyjaciółka, Clara: „Seraphina. Spotkaj się z tym facetem w Luna's Diner jutro o dziesiątej rano. Nie spóźnij się. To początkujący model, który ledwo wiąże koniec z końcem. Potrzebuje miejsca do zatrzymania się. Nie daj się zwieść jego wyglądowi, kochana. Jest gejem. ;-) Jest gotów się z tobą ożenić. Działaj, kochana. Powodzenia”. Ten mężczyzna był dla Seraphiny ostatnią nadzieją. Jej głupiutka przyjaciółka nie udostępniła nawet jego zdjęcia, ponieważ zeszłej nocy musiała pilnie wyjechać do Paryża. Przed wyjazdem Clara zostawiła jej wiadomość głosową: „Sera. Nie zapomnij spotkać się z nim jutro rano. Muszę pilnie wyjechać. Mama jest chora i trafiła do szpitala. Sebastian będzie na miejscu punkt dziesiąta w granatowej koszuli. To bardzo punktualny facet. Powodzenia”. Teraz „punktualnego Sebastiana” nigdzie nie było widać. Wyszła z kabiny i zaczęła myć ręce. To, jak jej były narzeczony i przyrodnia siostra oszukiwali ją za jej plecami, wyczerpało ją emocjonalnie i psychicznie. – Boże! Potrzebuję tego faceta. Muszę pokazać Tristanowi, z kim zadziera. Wyszła z toalet, omiatając wzrokiem salę. Serce zamarło jej w piersi, gdy przy stoliku w rogu dostrzegła wysokiego mężczyznę w granatowej koszuli. Miał przed sobą otwartego laptopa i w niczym nie przypominał klepiącego biedę modela. Nie widziała jego twarzy, bo miał głowę wlepioną w ekran laptopa, ale miał na sobie markowy garnitur. Może dlatego, że był modelem i musiał dbać o swój wygląd. O, dzięki Bogu! Dzięki Bogu! On tu jest! Dziękuję ci, Claro. Posłała w myślach uścisk najlepszej przyjaciółce i ruszyła w stronę stolika. Kiedy nie podniósł wzroku, zapukała knykciami w blat. Mężczyzna uniósł głowę i o jasna cholera! Zapomniała, jak się oddycha. Chciała przypomnieć sobie, że to nie sen. Niech cię szlag, Claro. Dlaczego nie wspomniałaś, że jest obłędnie, wręcz nieziemsko przystojny! Cholera jasna! Ten przystojniak jest gejem! – Jeśli skończyłaś mnie już lustrować, mam pracę do wykonania. – Tuż obok rozległ się głęboki męski głos. Jego lodowatoniebieskie oczy wpatrywały się w jej zielone. O rany! Był jak grecki bóg! I... patrzył... na nią! Och! Czekał, aż coś powie. Jaka z niej kretynka! – Umm. Ja... Jestem Seraphina Vance. Ja... – Zająknęła się, a potem, czując się jak idiotka, wyciągnęła do niego rękę w oczekiwaniu na uścisk dłoni. Ale zamiast po nią sięgnąć, on nadal się w nią wpatrywał, opierając podbródek na pięści. Poczuła się trochę nieswojo. Ten facet był nieziemsko gorący! Ale wydawał się też dyplomowanym dupkiem. Boże! Potrzebowała go. Był jej jedyną nadzieją. Z fałszywym, przesadnie promiennym uśmiechem usiadła naprzeciwko niego. – Posłuchaj, Sebastianie! – Kiedy zwróciła się do niego po imieniu, spojrzał na nią tak, jakby zwariowała. Mężczyzna naprawdę wyglądał jak gwiazda filmowa, Chris Evans. Ale nie chciała go obrazić, mówiąc mu o tym. – Clara musiała ci już mówić o tym, że muszę wziąć z kimś ślub. – Słucham? – W jego oczach przemknął szybki błysk zainteresowania. – Posłuchaj, Sebastianie. Clara opowiedziała mi o tobie wszystko. Mam takie malutkie mieszkanie z wąskim łóżkiem. Jeśli chcesz, możesz wziąć łóżko. Ja poradzę sobie na kanapie. Teraz, gdy już przykuła jego uwagę, położyła dłoń na jego ramieniu. – Moje pieniądze są zamrożone. Kiedy je odzyskam, hojnie ci zapłacę. Mogę też pomóc ci w twojej kulejącej karierze. Mam znajomych w branży modelingowej. Nie chciała brzmieć desperacko, ale czy miała jakikolwiek wybór? Po raz pierwszy zauważyła, jak lód w jego oczach pęka. Spojrzał na jej dłoń spoczywającą na jego ramieniu. Dostrzegła w nim ślad ciepła. Ale to trwało tylko przez chwilę. Mogłaby przysiąc, że to widziała. – Więc, co ty na to? – Zdał sobie sprawę, że czekała na jego odpowiedź. – A kiedy chce pani wziąć ten ślub? – Umm. Mów mi Seraphina... Najszybciej jak to możliwe. Wtedy, kiedy będzie ci pasować. – A co powiesz na teraz? – Uniósł pytająco brew. – Teraz? – Nie spodziewała się, że pójdzie tak gładko. To było jak spełnienie marzeń. Skinął głową. – Tak. Jeśli to zrobimy teraz... wchodzę w to. W przeciwnym razie umowa nieaktualna. – Zamknął laptopa, gotowy do wyjścia, kiedy zauważył, że dziewczyna wstaje z krzesła i zbliża się do niego, okrążając stół i kołysząc biodrami na swoich seksownych nogach. Zauważyła, że zlustrował ją wzrokiem. Ale w tej chwili gówno ją to obchodziło. Nie wiedziała, jak uda im się wziąć ślub z tak krótkim wyprzedzeniem, ale on zdawał się mieć własne znajomości. Od zorganizowania księdza po świadków. Załatwił to wszystko w mgnieniu oka. Pobrali się i wyszli z urzędu z legalnym aktem małżeństwa w dłoni. Dotarli tu taksówką, za którą zapłaciła Seraphina. – Gdzie teraz pójdziesz? – zapytał, gdy upychała coś w swojej materiałowej torbie. – Teraz mam rozmowę o pracę, Sebastianie. Życz mi szczęścia. – Uśmiechnęła się do niego, a potem wręczyła mu kawałek papieru. – Tu jest mój adres. Zabierz swoje rzeczy i wpadaj! Będę na ciebie czekać. – Z tymi słowami ruszyła w stronę postoju taksówek, nie zdając sobie sprawy, że mężczyzna wciąż na nią patrzył, nie wierząc w to, do czego właśnie go skłoniła. Właśnie wtedy jego telefon zaczął dzwonić. Odebrał połączenie. – Dominic! Mój przyjacielu! Gdzie jesteś, stary? – Julian! Co się stało? – Nic się nie stało. Ale coś się stanie, jeśli nie weźmiesz ślubu przed wieczorem. Twój staruszek staje się coraz bardziej nerwowy, a Victoria nie odbiera telefonu. Wiem, miała za ciebie wyjść dziś wieczorem za dziesięć milionów. Myślę, że jeśli żąda dwudziestu, to lepiej jej tyle dać. Nie mamy innego wyjścia. Wysłuchawszy go cierpliwie, odezwał się: – Victoria nie jest już potrzebna. Pieprzyć ją i jej zapłatę. Swoją drogą, właśnie się ożeniłem. – Co zrobiłeś? – Julian po drugiej stronie był oszołomiony. – Ożeniłem się. Więc teraz mój staruszek nie powinien próbować odebrać mi stanowiska dyrektora generalnego Sterling Company. Wysyłam ci zdjęcie mojego aktu małżeństwa przez WhatsAppa. Pokaż to ojcu. – W jego głosie dało się słyszeć nutę sarkazmu. – Jak ci się to udało, stary? Kim jest ta dziewczyna? Ile jej płacisz? – To jest w tym wszystkim najlepsze, Julianie. To NIE ja jej płacę. To ona płaci mnie, a na dodatek oferuje miejsce do życia. – Co robi? – Julian zakrztusił się, biorąc łyk piwa i tłumiąc śmiech. Dominic Sterling rozłączył się, uśmiechając się do siebie. Wyglądało na to, że jego panna młoda z ostatniej chwili nie wiedziała o nim zupełnie nic. Wybrał kolejny numer. – Gdzie jest mój samochód, Thomas? Przyprowadź go tutaj. – Tak jest, proszę pana. – A potem lśniący, zielony jak Napier McLaren P1 zatrzymał się obok niego. Ubrany w mundur szofer wysiadł i odebrał od niego torbę z laptopem. – Zorganizuj mi jakiś nierzucający się w oczy samochód na najbliższy czas, Thomas. Poinstruowawszy szofera, Dominic Sterling wsiadł na tylne siedzenie z odprężonym umysłem. Zadanie, które jeszcze dziś rano wydawało się niemożliwe do wykonania, zostało zrealizowane w najbardziej nieoczekiwany sposób. Nie wiedział nic o tej dziewczynie, a przecież to on miał zapłacić komuś za to, by móc się ożenić. Dziewczyna wydawała się odważna, a on był bardzo ciekaw, żeby dowiedzieć się o niej czegoś więcej. Pomyliła go z jakimś Sebastianem. Biedny Sebastian po prostu przegrał o włos.

Odkryj więcej niesamowitych treści