W spoconym, splątanym odurzeniu po ich fizycznej intymności, ciężki, jednoznaczny zapach seksu gęsto wypełniał powietrze półmrocznej sypialni. Brianna leżała obok Dereka, a ich nagie ciała wciąż lśniły świeżą warstwą potu po ich ostrym pieprzeniu. Półwiotki penis Dereka spoczywał niedbale na jej nagim udzie, ale umysł Brianny był już o mile stąd od fizycznej przyjemności, którą właśnie dzielili. Leniwie kreśliła powolne, celowe okręgi na nagiej klatce piersiowej Dereka, a jej ostre, akrylowe paznokcie lekko drapały jego skórę. Pociągnęła swoją jedwabną koszulę nocną do góry, cienki materiał przywarł do jej wilgotnej skóry, a jej ton gwałtownie zmienił się z uwodzicielskiego na ostro żądający.
"Mówiłam ci, żebyś popracował nad tymi papierami własnościowymi," naciskała Brianna z mocą, mrużąc oczy, gdy spojrzała na niego z dołu. "Co z tym? Musimy formalnie zabezpieczyć salon mebli drewnianych i resztę aktywów."
Derek wyraźnie się zawahał, a odprężenie po spełnieniu natychmiast zniknęło z jego twarzy. Przez jego rysy przemknął błysk autentycznego strachu. Usiadł nieco wyżej, nerwowo pocierając swoje mocno wytatuowane lewe ramię. Nie był szczególnie wysokim mężczyzną, mierzył zaledwie metr siedemdziesiąt trzy, ale zazwyczaj nosił się z zuchwałą pewnością siebie. Jednak w tej chwili ta zuchwałość całkowicie wyparowała.
"Jezu, Brianna. Przestań. Okej? Próbuję," mruknął Derek, a jego twarz wykrzywiła się w grymasie. "Po prostu muszę ostrożnie rozegrać te transakcje. Nie rozumiesz tutejszego ryzyka prawnego. Ona może w każdej chwili udowodnić w sądzie, że to ona przelała początkowe pieniądze na moje konto. Oryginalne rejestracje firmowe są prawnie przypisane do jej nazwiska. Co będzie, jeśli wystąpi przeciwko nam z pozwem? Możemy stracić absolutnie wszystko."
"Och, daj spokój, Derek," prychnęła Brianna, przewracając oczami. "Naprawdę? Próbujesz? Ona jest bez grosza przy duszy i nie stać jej nawet na najzwyklejszego prawnika. Nie dopadnie nas w najbliższym czasie."
"Skarbie! Znam ją," ostrzegł Derek, a jego głos obniżył się o oktawę z czystej powagi. Pochylił się do przodu, ostro pstrykając palcami, by podkreślić swoje słowa. "Ona jest bardzo silną kobietą. Nie będzie siedzieć bezczynnie na tyłku i nie pozwoli, by jej ciężko zarobiony majątek ot tak po prostu przepadł."
Nieoczekiwany, szczery komplement skierowany do jej przyrodniej siostry natychmiast rozpalił głęboko zakorzenione, toksyczne kompleksy Brianny. Sama wzmianka o tym, że Clara posiada jakąkolwiek godną podziwu cechę, sprawiała, że krew się w niej gotowała.
"Ona jest silna? Wow!" zażądała odpowiedzi Brianna, a jej głos podniósł się w przenikliwym, wybuchowym oburzeniu, gdy oparła się o wezgłowie łóżka. "A ja to kto? Słabeusz? Tak o mnie myślisz?"
Zdając sobie sprawę ze swojego fatalnego błędu, Derek szybko rzucił się, by ją udobruchać. W jego oczach błysnęła panika, gdy pospiesznie próbował naprawić wyrządzone szkody. "Nie, nie. Słoneczko. Proszę. Jesteś piękna. Sto razy piękniejsza od niej. Jesteś wszystkim, czego zawsze pragnąłem, kochanie!"
Zdesperowany, by całkowicie odwrócić jej uwagę, Derek przeniósł ręce na cienkie ramiączka jej jedwabnej koszuli nocnej. Z wyuczoną łatwością zsunął materiał całkowicie z jej ramion, w pełni wystawiając jej nagie piersi na chłodne powietrze sypialni. Obsypywał ją zdesperowanymi pochwałami, a jego dłonie błądziły po jej nagim ciele, by przypomnieć jej o jego absolutnym oddaniu.
Całkowicie ułagodzona przez intensywną uwagę fizyczną, nadąsane usta Brianny zaczęły drżeć z chorym, pokręconym szczęściem. Rozkoszowała się swoim mrocznym triumfem. To było dokładnie to, o czym zawsze marzyła. Skutecznie, systematycznie zabrała wszystko, co Clara kiedykolwiek odważyła się uznać za swoje. Nieskazitelne mieszkanie Clary, rzekoma nowa praca Clary w Kensington International i jej narzeczony z dzieciństwa – to wszystko należało teraz do Brianny. Całkowicie zniszczyła swoją siostrę, a smak tego zwycięstwa był niewiarygodnie słodki.
Gdzie indziej, w maleńkim, ciasnym mieszkaniu, świat Clary właśnie został brutalnie roztrzaskany. Początkowa, paraliżująca panika wywołana świadomością, że mężczyzna w jej mieszkaniu to kompletny nieznajomy, gwałtownie i brutalnie przerodziła się w czystą, niczym niezmąconą furię. Telefon leżał zapomniany na drewnianych deskach podłogi. Uzbrojona w nagły, potężny zastrzyk adrenaliny, Clara agresywnym krokiem ruszyła w stronę sypialni, by skonfrontować się z postawnym oszustem mieszkającym w jej domu.
Nie wahała się. Gwałtownie pchnęła drzwi sypialni, a drewno głośno uderzyło o ścianę. Przyłapała go dokładnie w momencie, gdy siedział na krawędzi jej łóżka, szepcząc potajemnie do swojego eleganckiego, drogiego telefonu.
"Przygotuj ten obok apartamentu," mruknął mężczyzna do słuchawki, a jego głęboki głos niósł ze sobą ton absolutnego, niekwestionowanego autorytetu.
Clara nie rozumiała, o czym mówi, i wcale jej to nie obchodziło. "Z kim rozmawiasz?" zażądała zaciekle, ciasno krzyżując ramiona na klatce piersiowej.
Mężczyzna podskoczył lekko na jej niespodziewaną obecność. "Porozmawiamy później," powiedział szybko, rozłączając się i rzucając telefon niedbale na łóżko. Wstał, zahaczając kciuki o kieszenie dopasowanych dżinsów, a szeroki, swobodny uśmiech rozlał się po jego niewiarygodnie przystojnej twarzy. "Rozmawiałem z przyjacielem. Więc co powiesz na kolację w jakimś miłym miejscu? Ja stawiam. A potem, po twojej pierwszej wypłacie, ty postawisz mi wystrzałową kolację w jakimś eleganckim miejscu." Zrobił krok do przodu, figlarnie próbując dźgnąć palcem w jej klatkę piersiową.
Clara wściekle odtrąciła jego rękę. "Nie odpowiedziałeś mi, Arthur. Albo kimkolwiek jesteś. Z kim rozmawiałeś?"
Zaśmiał się, pocierając kark w boleśnie nieprzekonującym pokazie swobody. "Ja... rozmawiałem z kimś, kto pracuje w tej wymagającej agencji modelingowej..."
Kłamstwo było ewidentnie wyssane z palca, upadając niewiarygodnie płasko w napiętym powietrzu sypialni. Świadomość uderzyła Clarę jak brutalny, fizyczny cios w brzuch: ten mężczyzna odgrywający "Arthura" był kompletnym, absolutnym oszustem. A najgorsze ze wszystkiego, gdy jej oczy gwałtownie omiotły jego postawną sylwetkę, szerokość jego ramion i surową, męską energię, którą emanował z każdym oddechem, osiadła w niej przerażająca prawda. On zdecydowanie, absolutnie nie był gejem.
Nagłe, natrętne wspomnienie rozkosznych, elektryzujących dreszczy, jakie jego intensywne spojrzenie wywołało na jej skórze zaledwie kilka godzin temu, oblało ją całą. Zmusiło ją to do fizycznego cofnięcia się w czystym obrzydzeniu.
"Kimkolwiek jesteś... Zostań tam, gdzie stoisz!" ostrzegła, a jej głos drżał z niepohamowanej wściekłości, podczas gdy nadal cofała się o krok, odmawiając zerwania kontaktu wzrokowego.
"Nie bój się mnie, cukiereczku," zachęcał łagodnie. Jego głęboki głos obniżył się o oktawę, ociekając gładkim, aksamitnym tonem, gdy próbował podejść bliżej. Podniósł obie swoje duże dłonie w geście poddania. "Clara, mogę to wyjaśnić!"
"Ty kłamco!"
"Clara, proszę, po prostu pozwól mi wyjaśnić." Wyciągnął rękę, próbując delikatnie chwycić jej dłonie, ale Clara całkowicie odmówiła wysłuchania choćby jednego słowa z jego jadowitych kłamstw. Gwałtownie odepchnęła jego ręce.
"WYNOCHA!" krzyknęła, a sama siła zdrady, jakiej doświadczyła, napędzała jej mięśnie.
"Co? Posłuchaj, Clara—"
"POWIEDZIAŁAM... WYNOCHA!"
Napędzana czystą, oślepiającą furią, rzuciła się do przodu i brutalnie chwyciła go za kołnierzyk jego drogiej, szytej na miarę koszuli. Jej małe dłonie mocno zacisnęły się na sztywnym materiale. Używając całego ciężaru swojego ciała, agresywnie pociągnęła oszołomionego, całkowicie niestawojącego oporu miliardera w stronę korytarza. Mógł z łatwością obezwładnić ją jednym ramieniem, ale po prostu pozwolił jej się ciągnąć, podczas gdy szczery szok malował się na jego ostrych rysach twarzy. Przeciągnęła go przez salon i siłą wypchnęła na korytarz.
"Cóż! W takim razie zamknij drzwi!" mruknął pod nosem, poprawiając zrujnowany kołnierzyk, po czym umknął korytarzem, ani razu nie oglądając się za siebie.
Clara zatrzasnęła drzwi, a głośny trzask echem odbił się w pustym mieszkaniu. "Drań," szepnęła zaciekle do zamkniętych drzwi, zaciekle walcząc z nagłym atakiem piekących łez, które groziły przelaniem się przez jej rzęsy. Wsunęła zasuwę na miejsce, a jej klatka piersiowa unosiła się w ciężkich, poszarpanych oddechach.
Zdesperowana, by znaleźć jakiekolwiek odwrócenie uwagi od przystojnego diabła, którego właśnie brutalnie wyrzuciła ze swojego kruchego życia, Clara już następnego dnia rzuciła się na głęboką wodę swojej olśniewającej nowej rzeczywistości w Kensington International. Przybyła do wznoszącej się pod niebo siedziby korporacji, a jej nerwy wibrowały mieszanką resztek adrenaliny i niecierpliwego oczekiwania.
Wiceprezes Nolan Pierce, elegancko ubrany i na wskroś profesjonalny mężczyzna, osobiście poprowadził ją przez oszałamiające, rozległe korytarze dwudziestego piętra.
"To twoje biuro, Claro. Mam nadzieję, że ci się spodoba," powiedział gładko Nolan, wskazując na ogromną przestrzeń urządzoną w eleganckiej kolorystyce miękkiej szarości i jasnego błękitu. Okna sięgające od podłogi do sufitu oferowały zapierający dech w piersiach, panoramiczny widok na tętniące życiem miasto w dole. "Na dwudziestym piętrze znajduje się wyższa kadra kierownicza i biura dyrektora generalnego. Jest tu również specjalna sala konferencyjna zarezerwowana tylko na spotkania najwyższego szczebla. Wkrótce poznasz również naszego dyrektora generalnego. Vance Kensington jest wielkim fanem ciężko pracujących ludzi."
Clara rozglądała się wkoło, całkowicie i absolutnie pod wrażeniem samej skali tego luksusu. Dyskretnie pociągnęła za pasek swoich luźnych spodni, mając nadzieję, że nikt nie zauważy, jak kiepsko na niej leżą. Straciła niebezpiecznie dużo na wadze, pozostając głodną przez długie godziny, podczas gdy Derek i Brianna wysuszali jej konta. Ale ten koszmar wreszcie się skończył.
"A tak przy okazji, Claro. Kiedy najszybciej możesz się tu przeprowadzić?" Głos Nolana nagle przeciął jej kłębiące się myśli.
"Tutaj?" Clara zamrugała, a jej umysł na chwilę opustoszał. Czy chcieli, aby przebywała dwadzieścia cztery godziny na dobę w budynku biura? Z natury była pracoholiczką; mogłaby spać na kanapie, gdyby oznaczało to utrzymanie tej niesamowitej pracy.
"Tak. Ten budynek to w zasadzie hotel. Pamiętasz? Należący do Kensington International," wyjaśnił swobodnie Nolan, podchodząc do dużego mahoniowego biurka. "Oferujemy ekstremalnie luksusowe zakwaterowanie hotelowe naszym wysokiej rangi pracownikom szczebla kierowniczego. Nasz CEO zajmuje penthouse. Jest też piętro dyrektorskie, na którym mieszkam ja wraz z dwoma innymi kluczowymi pracownikami."
Szczęka Clary praktycznie uderzyła o podłogę. Miała posiadać luksusowy apartament hotelowy? "Więc, czy będę mieszkać na piętrze dyrektorskim?" zapytała, patrząc na niego pytająco. Ale kiedy Nolan natychmiast zaczął kręcić głową, rumieniec głębokiego zażenowania rozgrzał jej policzki. Pomyślała, że rażąco przekroczyła swoje granice. "Bardzo cię przepraszam, Nolanie. Oczywiście, dlaczego miałabym dostać piętro dyrektorskie? Oczywiście, musi być inne, standardowe piętro dla zwykłych pracowników."
Brzmiała na całkowicie skruszoną, gotową przyjąć schowek na miotły, gdyby jej go zaproponowali. Ale była całkowicie zaskoczona, gdy Nolan zrzucił na nią potężną bombę.
"Nie, Claro," poinformował ją gładko Nolan, zachowując niewiarygodnie poważną twarz. "Twój będzie znajdował się obok penthouse'u."
Clara zamarła, a oddech uwiązł jej w gardle. "Co? Co masz na myśli? Będę mieszkać z dyrektorem generalnym?"
"Nie... Nie... Oczywiście, że nie!" Zaśmiał się Nolan, lekceważąco machając ręką. "Będzie dzielił z tobą to ekskluzywne, najwyższe piętro, ale będziesz miała pełną, absolutną prywatność. Twój jest przyległym apartamentem. Poza tym, oficjalnie, po jego powrocie będziesz raportować bezpośrednio do dyrektora generalnego. W tej chwili jest na Manhattanie, opiekując się naszą główną siedzibą."
Zanim Clara zdążyła w ogóle zacząć przetwarzać sam bezmiar dzielenia prywatnego piętra z nieuchwytnym Vance'em Kensingtonem, Nolan kontynuował swój hojny atak.
"Będę tu jutro o dziewiątej, Nolanie," zdołała wydukać Clara, starając się brzmieć profesjonalnie.
Nolan ponownie ją zaskoczył, stanowczo kręcąc głową. "Podaj swoje oficjalne dołączenie po jednym pełnym tygodniu, Claro. Weź sobie wolne. Przynieś swoje rzeczy. Rozgość się wygodnie w swoim nowym apartamencie mieszkalnym. Idź i zrób zakupy na odpowiednią garderobę biurową. Od razu damy ci oszałamiającą, pięćdziesięcioprocentową zaliczkę na poczet pensji, przeznaczoną specjalnie na ten cel."
Nolan zamilkł, czekając na odpowiedź. Clara po prostu stała, z otwartymi ustami, całkowicie sparaliżowana szokiem. Nie była do końca pewna, czy dobrze go usłyszała.
"Umm. Okej. Ja... Nie wiedziałam, że tak bardzo ułatwiacie życie swojemu personelowi," szepnęła, a nerwowy, zdyszany śmiech uciekł z jej ust.
Przytłoczona aż do łez przez ten surrealistyczny, niewiarygodny łut szczęścia i ekstremalną, bezprecedensową hojność firmy, Clara poczuła głęboko w głębi duszy, że jej niewypowiedziane, desperackie modlitwy zostały wreszcie wysłuchane.
"Dlaczego mielibyśmy tego nie robić? Nasi pracownicy są dla nas głęboko ważni!" Nolan posłał jej swój absolutnie najlepszy, uspokajający uśmiech. Był niezaprzeczalnie przystojnym mężczyzną, perfekcyjnie zadanym i uprzejmym, ale jej zdradziecki umysł natychmiast dostarczył surowego porównania: nie był absolutnie w niczym podobny do Arthura.
Sama w swoim okazałym, nowo przydzielonym biurze, po tym jak Nolan wreszcie wyszedł, Clara podeszła do ogromnego, szklanego okna. Przycisnęła chłodne czoło do szyby, patrząc na miasto. Jednak zamiast skupić się na wspaniałej panoramie lub swoim oszałamiającym triumfie korporacyjnym, odkryła, że brutalnie walczy z odrzuceniem uporczywej, odurzającej myśli o oszuście. Wspomnienie jego szerokiej klatki piersiowej, głębokiego, dudniącego głosu nazywającego ją 'cukiereczkiem' i pikantnego zapachu jego drogich perfum przylgnęło do jej zmysłów. Przerażało ją uświadomienie sobie, że walczy o wiele gwałtowniej, by wymazać 'Arthura' ze swojego umysłu, niż kiedykolwiek robiła to z bolesnym wspomnieniem dekady zdrady ze strony Dereka.
Odpędzając intruzowe, wysoce dezorientujące myśli, Clara zmusiła się do skupienia na bezpośredniej rzeczywistości. Pozostała jeszcze jedna, niepokojąca kwestia, z którą absolutnie musiała się zmierzyć, zanim oficjalnie zaprzeda duszę Kensington International. Odwróciła się od okna i szybko dogoniła Nolana, akurat gdy wychodził na główny korytarz.
"Nolan, zaczekaj. Muszę ci coś powiedzieć," przyznała z wahaniem, nerwowo splatając palce przed sobą. Wzięła głęboki oddech, stalując się na potencjalne konsekwencje. "Mam siostrę, która tu pracuje. Mam nadzieję, że polityka waszej firmy nie będzie miała problemu, jeśli będą w niej pracować dwie siostry?"














