Strzaskany żar: Ścigani przez Bractwo

Strzaskany żar: Ścigani przez Bractwo

Autor: Evander Solis

Powiew przeszłości
Autor: Evander Solis
10 sie 2026
Punkt widzenia Lachlana/Justice'a Moja dłoń zaciskała się na grubym, ceramicznym kubku tak mocno, że czułem, jak gorąco parzy moją dłoń, ale ledwo rejestrowałem ten ból. Co jest kurwa? Co tu się, kurwa, dzieje? Czy to się naprawdę właśnie wydarzyło? Moje oczy wypalały dziurę w plecach jej bezkształtnego uniformu, gdy pośpiesznie odchodziła od naszego stolika. Istne duchy przeszłości wstające prosto z grobu, by nalać ci kubek przeciętnej kawy w barze. Co ona u diabła tutaj robi? W jakimś zadupiu na końcu świata na mroźnych równinach Nebraski? Czy to tu się ukrywała przez cały ten czas? Czy właśnie dlatego H.W. nie mógł jej znaleźć, mimo że przekopał cały cyfrowy ślad na Zachodnim Wybrzeżu? No cóż, mówiąc uczciwie, H.W. znalazł ją w pewnym momencie. Oczywiście to było lata temu. Jedynym powodem, dla którego nasz geniusz technologiczny znalazł wtedy cokolwiek przydatnego, był fakt, że jej pieprzone zaręczyny wydrukowano w lokalnej gazecie. Ogłoszenie w kronice towarzyskiej w Kalifornii, zaledwie kilka godzin drogi od naszego rodzinnego miasta. Kiedy jej ojciec, Arthur, miał czelność pojawić się pod bramami naszej siedziby klubu około cztery lata temu, żądając rozmowy z Talonem i Valerie na temat swojej zaginionej córki, krew zamarzła mi w żyłach. Na początku, kiedy zobaczyliśmy ogłoszenie o zaręczynach, założyłem, że Maeve i jej nowy mąż po prostu uciekli razem, by bawić się w dom w jakiejś strzeżonej osadzie. Mieliśmy różne reakcje na wieści o jej nadchodzącym ślubie. Ja? Osobiście nie chciałem o niej absolutnie nic wiedzieć, kiedy ta gazeta wylądowała na klubowym stole. Złamała swoją obietnicę. Świętą, niewypowiedzianą obietnicę, której my wszyscy desperacko się trzymaliśmy. A potem... nic. Grobowa cisza. Zniknęła, udowadniając, że już ją nie obchodzimy. Wychodziła, kurwa, za mąż za jakiegoś nadzianego dupka. Ale kiedy Arthur stał przed naszymi bramami, wyglądając na zdesperowanego, złamanego człowieka, już wtedy wiedziałem, że stało się coś bardzo złego. Kazałem H.W. znowu sprawdzić Maeve, przekopać internet aż do gołych kości. Najwyraźniej facet, za którego wyszła, nigdy nie przestał zacierać za sobą śladów. H.W. nie mógł znaleźć absolutnie niczego. Żadnego samochodu zarejestrowanego na jej nazwisko, żadnej pożyczki w banku, żadnej umowy najmu na zasrane mieszkanie. Nic. Nawet mąż był jak duch. Znaliśmy jego imię i na tym się kończyło. Szukaliśmy cicho i obsesyjnie przez lata. Mój umysł nie mógł odpuścić. Żaden z nas nie mógł. W końcu wytropiliśmy rozległą posiadłość powiązaną z jej mężem. Oczywiście, kiedy Maniac i ja pojechaliśmy tam sprawdzić to miejsce, po Maeve nie było ani śladu. To była wielka rezydencja w najbogatszej, najbardziej pretensjonalnej części miasta. High-endowe gówno wszędzie. Marmurowe kolumny, luksusowe fury zaparkowane na nieskazitelnym podjeździe. To w niczym nie przypominało tego, co słodka, zadziorna Maeve, którą pamiętałem, mogłaby kiedykolwiek polubić. Kiedy Maniac i ja wdarliśmy się na teren posiadłości, trwała tam impreza. Tylko, że to wcale nie była impreza. To była cholerna orgia. Bogate skurwiele i wynajęte kobiety plątały się w każdym pokoju. Przeszukiwaliśmy ten gigantyczny dom przez godziny, wyważając drzwi i sprawdzając każdy zacieniony kąt, ale nigdy nie znaleźliśmy Maeve. Maniac dał się rozproszyć paru panienkom chodzącym nago, ale ja byłem w pełni skupiony. Obserwowałem z ukrycia. Wszystkiemu się przyglądałem. Widziałem nawet jej tak zwanego męża zakopanego w jakiejś przypadkowej kobiecie, który spuszczał z krzyża i bawił się na tej swojej chorej imprezce, podczas gdy jego żony nigdzie nie było. Czy tego drania w ogóle obchodziło, gdzie była Mae? Uciekła, bo przyłapała go na zdradzie? I pytanie, które prześladowało mnie najbardziej, to, przez które nie mogłem spać w nocy, wpatrując się w sufit mojego pokoju: dlaczego nie uciekła z powrotem do nas? Do bezpieczeństwa, jakie dawał klub? Czy nienawidzi nas aż tak bardzo? Wpatrywałem się w czarną ciecz w moim kubku z pulsującą szczęką. Prawdę mówiąc, nawet nie powinienem być zaskoczony. Wszyscy wiedzieliśmy, że Maeve była kłamczuchą, długo zanim jej ojciec ją zabrał. Myślałem, że się zmieni, gdy dorośnie. Myślałem, że porzuci to dziecinne, małostkowe zachowanie. W końcu w tamtych czasach zachowywała się tak tylko dlatego, że Chaos zaczął ją inaczej traktować, kiedy ich rodzice wzięli ślub. To, i to, że Evelyn nie potrafiła utrzymać przy sobie swoich pieprzonych rąk, kiedy Maeve była w pokoju. Wiedziałem, że Mae była w tamtym czasie zazdrosna. Po prostu nie chciała się do tego przyznać sama przed sobą, a co dopiero przed którymkolwiek z nas. Myślałem, że przeczekam to, pozwolę jej dojrzeć, ale to, co robiła, by zwrócić na siebie naszą uwagę, wymykało się spod kontroli. Wszyscy musieliśmy być dla niej surowi. Ostatnią rzeczą, jakiej chcieliśmy, było to, żeby nasza dziewczyna zamieniła się w rozpieszczoną, roszczeniową klubową księżniczkę. W okolicy były tylko cztery klubowe księżniczki, a my z pierwszej ręki widzieliśmy, na jakie wyrastały dziewczyny w innych oddziałach. Nie chcieliśmy tej trucizny dla Maeve. Moja młodsza siostra rzadko tu bywała, wybierając szkołę w Szkocji, gdzie mieszkała część naszej dalszej rodziny. Wracała tylko na wakacje i święta. Ona i Mae nie były blisko, ale to była nasza wina za to, że zagarnialiśmy cały czas Mae i kradliśmy jej uwagę tylko dla siebie. Pozostałe dwie klubowe księżniczki, Evelyn i Brody, były stanowczo zbyt rozpieszczone. W tamtych czasach nie dostrzegaliśmy sygnałów ostrzegawczych, ale teraz widzę je aż nadto wyraźnie. Nie są złe, ale są natarczywe jak cholera. Chcą kamizelek z barwami i chcą je dostać od nas. Cóż, Evelyn przynajmniej chce mnie. Myślę, że Brody po prostu próbuje dać się zalać pierwszemu lepszemu byle tylko zabezpieczyć swoje miejsce w hierarchii. Jednakże, po tym gównie, jakie odwaliła z H.W., żaden mężczyzna w klubie nawet w jej stronę nie spojrzy. Nigdy nie chcieliśmy, żeby Mae urosła na kogoś takiego. Chcieliśmy, żeby pozostała dokładnie taka, jaka była. Nasza słodka dziewczyna z ostrą, ognistą naturą. Rozmawialiśmy nawet o tym, by zrobić z niej naszą ol' lady. Jednak problem polegał na tym... że nigdy nie potrafiliśmy zdecydować, czyją ol' lady będzie. Żaden z nas nie chciał ustąpić. Spędziłem całe dwa lata po odejściu Maeve wymyślając zawiły, niezawodny plan tego, co zrobimy, kiedy w końcu do nas wróci. Plan, który wymyśliłem, był nieszablonowy. Szczerze mówiąc, balansował na granicy szaleństwa. Kiedy przedstawiłem go chłopakom, doszło do potężnego zderzenia reakcji. Ostateczny cel był prosty, ale miał potężną wagę: zamierzaliśmy podzielić się Maeve jako naszą wspólną ol' lady. We pięciu. Maniac był wściekły, że w ogóle zasugerowałem, iż chciałby Maeve na pierwszym miejscu. Ten uparty skurwiel wciąż nie chce przyznać, że do niej wzdycha. Zresztą, kto by nie wzdychał? Z tymi obłędnie długimi, gęstymi, czarnymi falami, głębokimi, elektryzująco kobaltowymi oczami, rozsypanymi na małym nosie piegami, tymi soczystymi, naturalnie czerwonymi ustami i niesamowitymi dołeczkami, które pojawiają się, gdy tylko lekko poruszy ustami. Chciał jej. My wszyscy chcieliśmy. Zaborczy głód w jego oczach zdradzał go za każdym razem, gdy padło jej imię. Chaos również był wściekły. Prosto z mostu stwierdził, że nie chce być częścią mojego genialnego planu i nigdy w to nie wejdzie. Teraz, kiedy oficjalnie zostali rodzeństwem przyrodnim, twierdził, że musi zrezygnować z jakichkolwiek resztek uczuć, jakie do niej żywił. Wykorzystywał wymówkę, że łatwiej było o niej zapomnieć po tym, jak Mae traktowała jego siostrę bliźniaczkę. Wciąż nie rozumiem, dlaczego bycie przyrodnim rodzeństwem w ogóle miało znaczenie. Poznaliśmy Mae na długo przed tym, nim Talon w ogóle spotkał Valerie. Nie łączyły ich więzy krwi. Ale nie było mowy, żeby dotarło to do Chaosa; zbyt mocno zamknął się w swojej głowie. Z kolei H.W. i Gargoyle zareagowali zupełnie inaczej. Byli napaleni. Szczęśliwi jak jasna cholera i gotowi na wszystko. Oczywiście z Gargoylem byłoby trochę ciężej to zorganizować, ponieważ mając siedemnaście lat był na dobrej drodze do zostania profesjonalnym wojownikiem MMA, ciągle trenując i podróżując. Ale wiedziałem, że ta dwójka pomoże mi ustawić Maniaca i Chaosa na właściwe tory. Jasne, Maniaca łatwo byłoby usidlić, gdyby tylko jej posmakował. Niestety twarda rzeczywistość była taka, że... Maeve nigdy nie wróciła. Zamiast tego została u ojca w Kalifornii, obnosiła się na salonach w wyższych sferach i znalazła sobie bogatego męża. To nie tak, że siedzieliśmy i czekaliśmy na nią jak jacyś mnisi. No, może z wyjątkiem H.W., ale reszta z nas wciąż zamaczała. Po prostu nigdy z nikim nie chodziliśmy. Nigdy się nie zakochaliśmy, nie bawiliśmy się w chłopaków, nigdy nie wplątaliśmy się w to całe emocjonalne gówno. Ta lojalność, ta piękna przyszłość miała być dla niej. Miała być naszą wspólną królową. Ale ona to wszystko odrzuciła, ponieważ tego nie chciała. Więc po jaką cholerę ona tu jest? Skoro jej mąż ją zdradzał i organizował orgię, a ona od niego odeszła, dlaczego wylądowała w mroźnym barze w Nebrasce zamiast wrócić do domu? Czy ona nie wie, jak bardzo tęskni za nią matka? Oczywiście, że nie wie. Nie rozmawiały ze sobą od lat. "Ciągle gapisz się na Mae, chcesz, żebym szepnął za tobą słówko?" Głos Spectera przebił się przez moje mroczne myśli. Zamrugałem, a moja uwaga powróciła do stolika. Motocyklista Scythes MC posyłał mi ironiczny uśmieszek z drugiej strony boksu, opierając się swobodnie z ramionami skrzyżowanymi na swojej skórzanej kamizelce. Zamaskowałem po mistrzowsku gniew gotujący się w mojej piersi. Nienawidziłem faktu, że przyłapał mnie na gapieniu się. Nienawidziłem, że w ogóle się gapiłem. Moja twarz pozostała pusta jak kamienny mur. "Znasz ją?" zapytałem od niechcenia, utrzymując płaski ton. "Cóż, raczej bym tak tego nie nazwał," odparł Specter, upijając łyk wody. "Właściwie, to poznałem ją i Miriam wczoraj. Wpadłem tu, żeby zobaczyć się z moją dziewczyną, tylko po to, żeby się dowiedzieć, że mnie zdradza i w sumie to nawet nie jest dziewczyną, za którą się podawała. Suka dosłownie skradła całe życie Miriam i wcisnęła mi to jako własne. Chora akcja. Zwolnili ją, po tym, jak się ta cała drama rozpętała." To było... interesujące. Ale gówno mnie obchodziły jego dramy. Obchodziła mnie dziewczyna wycierająca stoliki po drugiej stronie pomieszczenia. "W każdym razie," kontynuował Specter, nieświadomy niebezpiecznie napinających się u mnie mięśni. "Wziąłem numer do Miriam, skoro jest ponoć tą prawdziwą dziewczyną moich marzeń. Piszemy ze sobą i założę się, że chętnie ustawi swoją kumple-samotniczkę z jakimś motocyklistą." "Samotniczkę?" wyrzuciłem z siebie. To słowo wyprowadziło mnie z równowagi. Mae zawsze nienawidziła bycia samą. Nigdy nie chciała przestrzeni. Nigdy nie narzekała na to, że kręcenie się przy niej we pięciu było dla niej przytłaczające. Prawdę mówiąc, gdyby tylko mogła, przysięgam, że przykleiłaby się do nas dwadzieścia cztery godziny na dobę. "Tak powiedziała Miriam zeszłej nocy, kiedy stwierdziła, że wreszcie udało jej się wyciągnąć Mae na drinka," powiedział Specter ze wzruszeniem ramion. "Próbowałem je namówić na imprezę w naszym klubie, skoro wy, chłopaki, wpadliście do nas w interesach i dla rozrywki. Ale Miriam uznała, że to za wcześnie." Przeniosłem wzrok z powrotem na drugą stronę baru. Maeve krzątała się w pobliżu kasy na drugim końcu sali. Desperacko unikała mojego wzroku. Wiedziałem, że rozpoznała mnie w ułamku sekundy, w którym nalała tę kawę. To przerażenie w jej oczach było jednoznaczne. Ale ja po prostu przeszedłem obok niej do stolika. Szczerze mówiąc, w tym ułamku sekundy nie miałem pojęcia, co zrobić, a to nigdy mi się nie zdarza. Zawsze znam następny ruch. Dlatego właśnie jestem Prezydentem Crimson's Fire Riders. Co mam teraz zrobić? Maeve jest tuż tutaj. W zasięgu moich rąk. Nadal jestem na nią wściekły i wiem, że reszta z nas też. Z wyjątkiem może Gargoyle'a i H.W. Jeśli ta dwójka się dowie, że ona podaje kawę w Nebrasce, rozszarpią ten kraj na strzępy, byle tylko do niej dotrzeć, nawet gdyby oznaczało to porzucenie klubu. Ale nie wróciła do domu. Uciekła od nas. Złamała swoje obietnice i zniknęła, aby budować jakieś wymyślone nowe życie. Obserwując, jak wyciera blat, odnotowałem z mroczną satysfakcją, jak dorosła. Wygląda na chudszą, a uniform wisi na jej ramie, co irytuje mnie do granic możliwości. Kto, kurwa, głodzi moją dziewczynę? Ale z drugiej strony, wygląda na... twardszą. Jej krągłości wypełniły się perfekcyjnie w kobiecości. Nigdy w życiu nie widziałem tak nieskazitelnego ciała, nawet ukrytego pod brzydkim poliestrem. Musi po prostu więcej jeść. Ja potrafię to naprawić. Jej włosy są upięte w niesforny kok, i zastanawiam się, czy wciąż nosi te oszałamiające, czarne fale, tak samo długie, jak kiedyś. Te elektryzujące, kobaltowe oczy są wciąż takie, jak pamiętam, ale te ciężkie jak siniaki cienie pod nimi opowiadają historię głębokiego, bolącego kości zmęczenia. Przypominam sobie moment, kiedy po raz pierwszy zobaczyła mnie przy stoliku. Sposób, w jaki jej ręka zacisnęła się na uchwycie szklanego dzbanka z kawą w akcie czystego, bezgranicznego terroru. Wyglądała, jakby wpatrywała się w samego diabła. Bała się mnie. Dlaczego? Dlaczego, do kurwy nędzy, ona się mnie tak boi? Coś tu się bardzo mocno nie kleiło, i musiałem podjąć twardą decyzję co do tego, co dalej. "No, więc chcesz żebym szepnął za tobą słówko?" zapytał ponownie Specter, ignorując burzę przetaczającą się przez moją głowę. Zanim zdążyłem odpowiedzieć, donośny, chrapliwy głos odbił się echem po barze. Kierownik — łysiejący, żałosny człowieczek w poplamionej koszuli — wmaszerował za ladę i zaczął krzyczeć na Maeve. Machał jej paragonem przed nosem, a jego twarz poczerwieniała z wściekłości. Krew uderzyła mi do głowy. Mięśnie napięły się jak sprężyna. Przygotowałem się, w pełni oczekując, że skuli się i wybuchnie płaczem. Moja dłoń powędrowała do noża przypiętego u paska, gotowy wstać, przemierzyć salę i brutalnie grozić skurwielowi tak mocno, aż zleje się w gacie. Dokładnie tak, jak miałem w zwyczaju, kiedy byliśmy dziećmi i ktoś chociaż krzywo na nią spojrzał. Mae była zawsze wrażliwa. Charakter miała jedynie w przypadku ludzi, przy których czuła się komfortowo — czyli nas. Ale nie zapłakała. Zamiast tego, Maeve powoli się odwróciła, wyprostowała ramiona i wystrzeliła ze słowami. Przez barowy hałas nie mogłem dosłyszeć dokładnie co mówiła, ale jej mowa ciała była głośna i wyraźna. Zdecydowanie, lodowato ustawiała dupka na miejscu. Nie przyjmowała od niego ani uncji tego gówna. Twarz kierownika zrzedła, a usta się zamknęły, gdy na niego wjechała. Sam, z pokonaną miną, wycofał się o krok. Wtedy Maeve po prostu wywróciła oczami, odwróciła się do niego plecami i wróciła prosto do obsługi klientów. Siedziałem tam oniemiały. To było interesujące. Bardzo, ale to bardzo niepodobne do Maeve, którą kiedyś znałem. Krucha dziewczyna, którą musieliśmy chronić, zniknęła. Jest znacznie twardsza. Ogień nadal w niej płonie, ale naostrzono go na brzytwę. "Hej, Justice. Słyszałeś mnie?" Specter przywrócił mnie do tu i teraz. "Chcesz, żebym z nią dla ciebie pogadał?" Spojrzałem na Spectera z już podjętą decyzją. Wszystkie elementy układanki zablokowały się na swoim miejscu. Nie miałem zamiaru się o nią ubiegać. Nie będę grać w żadne gry ani grzecznie pytać. "Nie," oświadczyłem lodowato, głosem, który nie pozostawiał miejsca na dyskusję. "I tak wyjeżdżamy dzisiaj." Ostatni raz rzuciłem spojrzeniem w plecy Maeve, gdy na moje serce spłynęła mroczna, niebezpieczna determinacja. Nie zapytam jej. Po prostu zabiorę ją ze sobą.

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki

Powiew przeszłości – Strzaskany żar: Ścigani przez Bractwo | Czytaj powieści online na beletrystyka