Strzaskany żar: Ścigani przez Bractwo

Strzaskany żar: Ścigani przez Bractwo

Autor: Evander Solis

Prześladujące wspomnienia
Autor: Evander Solis
10 sie 2026
Perspektywa Maeve – Daj spokój, obiecałaś, że posiedzisz ze mną, dopóki Cian nie skończy naszego projektu. Jęki Kaelena przebiły się przez niski, pulsujący bas i chaotyczny gwar w klubie motocyklowym Crimson's Fire Riders. Pociągnął za rękaw mojej za dużej, flanelowej koszuli, wbijając buty w porysowaną, drewnianą podłogę i odchylając się do tyłu niczym uparty dzieciak, który próbował zaciągnąć mnie korytarzem do pracowni komputerowej. – Wiem, ale Declan właśnie zapytał, czy mogłabym się z nim na szybko spotkać w bibliotece – powiedziała. Przygryzłam wargę, by nie wybuchnąć śmiechem na widok dramatycznego, przesadnego nadąsania, które wykwitło na twarzy Kaelena. – To potrwa tylko minutę. Przysięgam. – Jasne, akurat. Declan zatrzyma cię przez cały ten czas – dąsał się Kaelen, puszczając mój rękaw, by skrzyżować ramiona na piersi. – Nie pozwolę mu na to – odparowałam, choć moje zapewnienie najwyraźniej nie zdołało wygładzić zmarszczki między jego brwiami. – A gdybym tak poszedł z tobą? – zasugerował, wzruszając ramionami w tak nonszalancki sposób, że zupełnie nie pasowało to do intensywnego skupienia w jego oczach. – Wtedy Cian zostałby zupełnie sam w pracowni, a wiesz, że nienawidzę mu tego robić – powiedziałam, celując palcem w jego pierś. – Nienawidzisz tego tylko dlatego, że włamuje się na twoje media społecznościowe za każdym razem, gdy ośmielisz się poświęcić nam więcej uwagi niż jemu – droczył się Kaelen, a jego nadąsana mina ustąpiła miejsca szelmowskiemu uśmiechowi. – Tak, a ostatnim razem, gdy to zrobił, opublikował mnóstwo moich zawstydzających zdjęć – jęknęłam, odrzucając głowę do tyłu ze śmiechem. – Tych, na których patrzyłam w dół na telefon. Te podwójne podbródki... Boże, wyglądałam tak potwornie. Kaelen roześmiał się, a ten głęboki, chropowaty dźwięk odbił się echem od wyłożonych boazerią ścian korytarza. Kiedy jednak śmiech ucichł, atmosfera między nami uległa zmianie. Zrobił krok w moją stronę, naruszając moją przestrzeń osobistą tak jak zawsze, ale tym razem było inaczej. Wyciągnął rękę, a jego ciepła, szorstka dłoń ujęła bok mojej twarzy. Jego kciuk powoli musnął mój podbródek, podążając za linią mojej szczęki. Moja wesołość natychmiast zamarła. Wpatrywałam się w niego, a oddech uwiązł mi w gardle. Żartobliwe przekomarzanki wyparowały, ustępując miejsca gęstej, iskrzącej elektryczności, od której drobne włoski na karku stanęły mi dęba. Stałam w bezruchu. Nie chciałam odrywać się od jego dotyku, ale w moim brzuchu zwinął się nagły, nieznany dotąd trzepot strachu. – Podwójne podbródki... Potwornie – prychnął miękko Kaelen, a jego wzrok opadł na moje usta, po czym znów napotkał moje spojrzenie. Pochylił się, a jego głos zniżył się do cichego, chrypliwego szeptu. – Czy poczułabyś się lepiej wiedząc, że zwaliłem konia do tych zdjęć? Gorąc eksplodował na moich policzkach, a dzika fala zawstydzenia i szoku zaciążyła w moim brzuchu. – C-co? – wydukałam, a mój głos przypominał zaledwie pisk. Kaelen nawet nie mrugnął. Jego własne wyznanie nie zrobiło na nim najmniejszego wrażenia. – To było prawdziwe. To było surowe. To byłaś ty, bez żadnych filtrów – mruknął, znów gładząc kciukiem moją skórę. – A nic nie podnieca mnie bardziej niż ty, Cukiereczku. Pod każdym kątem. Mój umysł wirował, próbując przetrawić oszałamiającą zuchwałość jego słów. Musiał żartować. Byliśmy przyjaciółmi praktycznie przez całe życie. Od pierwszego dnia czwartej klasy, kiedy to moja rodzina przeprowadziła się w połowie roku, a ja byłam nową, samotną dziewczynką na placu zabaw. Kaelen wkroczył do akcji, gdy kilku starszych chłopców zaczęło mną popychać. Zagroził im, chwycił mnie za rękę i zaciągnął do środka, by poznać mnie ze swoimi przyjaciółmi. Od tamtej pory nasza szóstka była nierozłączna. Wiedziałam, że teraz jesteśmy starsi. Znałam środowisko, w którym dorastaliśmy. Klub Crimson's Fire Riders nie był placem zabaw. Był to świat ostro imprezujących, wulgarnych motocyklistów. Spędzałam w tym klubie tyle czasu, że stał się moim drugim domem. Wiedziałam, że chronili mnie przed mroczniejszą stroną klubowej rzeczywistości, ale prostacki, nieprzefiltrowany sposób, w jaki się wysławiali, zawsze jakoś się przebijał. Mimo to, było to najbardziej dosadne, bezpośrednie zdanie, jakie Kaelen kiedykolwiek do mnie wypowiedział. – Zepsułem cię? – droczył się Kaelen, a w kąciku jego ust błąkał się drwiący uśmieszek, podczas gdy ja stałam i wpatrywałam się w niego jak skończona idiotka z płonącą twarzą. – Zepsuć ją? Czy to przypadkiem nie moja działka? Głęboki, dudniący głos odbił się echem za moimi plecami, a ja jęknęłam. Nie zdążyłam nawet się odwrócić ani zaplanować drogi ucieczki, gdy potężna sylwetka Graysona zmaterializowała się za mną. Zarzucił mi ciężkie, muskularne ramię na ramiona, przytwierdzając mnie do swojego boku. Kaelen uśmiechnął się, a napięcie seksualne natychmiast prysło, gdy wyciągnął rękę, by przybić żółwika z naszym wielkim jak góra przyjacielem. – Nigdy byś nie zepsuł Mae i dobrze o tym wiesz – powiedział mu Kaelen, posyłając mi szybkie, konspiracyjne mrugnięcie. – Nawet nie wiesz, jak bardzo bym chciał – mruknął Grayson, a jego uścisk na moim ramieniu zacieśnił się o ułamek milimetra. Odchyliłam głowę do tyłu, by spojrzeć na niego spode łba. Grayson do perfekcji odgrywał rolę gigantycznego, bezwzględnego dręczyciela. Był gburowaty, szorstki i imponujący. Ale pod tą masywną, przerażającą powierzchownością biło dobre, zaciekle opiekuńcze serce. Trzeba było tylko przebić się przez warstwy czystej bezczelności i grozy, by je odnaleźć. – W każdym razie – kontynuował Grayson, ignorując moje mordercze spojrzenie i patrząc prosto na Kaelena. – Co wy tu robicie na korytarzu? – Cóż, nasze Słoneczko myśli, że spotka się z Declanem zupełnie sama w bibliotece – odpowiedział mu Kaelen, a jego ton stał się fałszywie poważny. – Powiedziałem jej, że powinienem pójść z nią. – Och, bez dwóch zdań – zgodził się Grayson bez wahania. Obrócił nas, a jego ciężkie ramię posłużyło za kierownicę, gdy poprowadził mnie w stronę biblioteki. – Chodźmy wszyscy trochę się rozerwać. Kaelen natychmiast zrównał z nami krok po mojej drugiej stronie. Szedł tak blisko, że przy każdym kroku kostki jego dłoni ocierały się o moje. Zerknęłam na niego z boku, a on posłał mi kolejne porozumiewawcze mrugnięcie. Moja twarz oblała się nową falą gorąca, więc szybko odwróciłam wzrok, tępo wpatrując się w deski podłogowe przed sobą. – Więc – powiedział Kaelen swobodnie, przebijając się przez hałas panujący w klubie. – Chcesz przyjść dziś na imprezę... Bip! Bip! Bip! Bip! Przeraźliwy, świdrujący elektroniczny wrzask mojego budzika roztrzaskał ściany klubu. Zapach zwietrzałego piwa i skóry zniknął, zastąpiony przez duszącą woń wilgotnego tynku i taniego, lawendowego mydła. Jęknęłam, wydając z głębi gardła zachrypnięty, drapiący dźwięk, po czym wyciągnęłam rękę spod cienkiego koca, by z całej siły uderzyć dłonią w obudowę budzika. Pikanie ucichło. Do ciasnego pokoju wdarła się cisza, ciężka i przytłaczająca. Przewracając się na plecy, z trudem uniosłam ciężkie powieki i spojrzałam na pokryty zaciekami od wody sufit mojego obskurnego mieszkania. Odpryskująca farba łuszczyła się nad moim łóżkiem, stanowiąc brutalne przypomnienie tego, gdzie dokładnie się znajdowałam. Leżałam tam, a widmowe ciepło ciężkiego ramienia Graysona i utrzymujące się tarcie kciuka Kaelena znikały z mojej skóry, pozostawiając po sobie pusty, bolesny chłód w klatce piersiowej. Minęły lata. Prawie dekada, odkąd po raz ostatni widziałam któregokolwiek z tych pięciu chłopców. A jednak wspomnienie to odtwarzało się w moim umyśle z miażdżącą wyrazistością, kradnąc oddech z płuc. Dlaczego mój mózg upierał się, by mnie tak torturować? Zacisnęłam powieki, walcząc z piekącym bólem łez. Wiedziałam dlaczego. Czas spędzony z tymi chłopcami był jedynym okresem w moim całym życiu, kiedy czułam się naprawdę szczęśliwa. To był jedyny czas, kiedy czułam się bezpieczna. Przebudzenie z tych skąpanych w słońcu wspomnień do tej ponurej, odizolowanej rzeczywistości bolało równie mocno, co wybudzenie z najmroczniejszych nocnych koszmarów. Potrząsnęłam głową na płaskiej poduszce, wtłaczając duchy przeszłości z powrotem do ich pudełek. Nie mogłam sobie pozwolić na to, by wpaść w tę mentalną spiralę. Nie z samego rana. I w ogóle nigdy. Odrzucając na bok cienkie prześcieradło, zwlekłam swoje wyczerpane ciało z łóżka. Deski podłogowe skrzypiały pod moimi bosymi stopami, a chłód przenikał przez palce, gdy powłóczyłam nogami w stronę maleńkiej łazienki. Ciszę przerwało ciche, chrapliwe miauknięcie. Spojrzałam w dół i zobaczyłam Fistaszka, który owijał swoje małe, atramentowoczarne ciało wokół moich łydek. Kucnęłam, przesuwając dłonią po jego lśniącym futerku, czując miarowe dudnienie jego mruczenia wibrujące pod moją dłonią. Znalazłam go rok temu za miejscową knajpą, w której pracowałam. Był złamanym, przerażonym bezdomnym kociakiem, który wylizywał resztki ze słoika po maśle orzechowym obok śmietnika. Był ranny i trząsł się, nie ufając nikomu. Byliśmy dobraną parą. – Dzień dobry, mały – wyszeptałam, drapiąc go za uszami. Fistaszek był teraz moim jedynym przyjacielem na świecie. Dziewczyny, z którymi pracowałam w knajpie, były w porządku, ale trzymałam je na dystans. Trzymałam wszystkich na dystans. Po przetrwaniu niewyobrażalnej zdrady ze strony ludzi, których kochałam najbardziej, i brutalnego znęcania się, które po niej nastąpiło, zaufanie było luksusem, na który nie mogłam już sobie pozwolić. Moja izolacja była absolutna. Byłam samotna. Był to duszny, cichy rodzaj samotności, który osiadł głęboko w moich kościach. Ale kiedy wstałam i rozejrzałam się po maleńkim, zrujnowanym mieszkaniu, oplotłam ramionami własny tułów. Samotna czy nie, byłam wreszcie wolna. Weszłam do ciasnej łazienki i pstryknęłam włącznikiem. Ostra, jarzeniowa żarówka zamigotała i ożyła, oświetlając lustro nad wyszczerbioną umywalką. Oparłam dłonie na porcelanowych krawędziach i wpatrzyłam się w swoje odbicie. Ciemne sińce plamiły skórę pod moimi oczami. Moje powieki były opuchnięte i czerwone. Znowu płakałam przez sen. Świadomość tego sprawiła, że w moim gardle wezbrał gorzki, pełen autoironii śmiech. Płacz z powodu wspomnienia. Płacz za duchami. Ale nie opłakiwałam tylko utraty pięciu chłopców. Opłakiwałam naiwną, ufną trzynastolatkę, która całym sercem wierzyła, że to ci chłopcy zawiesili gwiazdy na niebie. Wspomnienie, które mnie obudziło, nie dotyczyło jakiegoś tam przypadkowego wtorku. Tamten konkretny dzień w klubie był dniem, w którym dowiedzieliśmy się, że rodzina Kaelena się wyprowadza. Impreza, na którą próbował mnie zaprosić na korytarzu, okazałała się imprezą pożegnalną jego rodziny. Kaelen sam nic o tym nie wiedział aż do tego wieczoru. Jego ojciec, kluczowy członek klubu motocyklowego i właściciel lokalnej siłowni, skwapliwie skorzystał z okazji, by pomóc w otwarciu nowego oddziału Crimson's Fire w sercu stanu słynącego z walk MMA. Wpatrywałam się w bieżącą wodę w umywalce, wspominając, jak spędziliśmy całą tamtą noc zamknięci w pokoju Lachlana. Byliśmy zdruzgotani. W szóstkę kuliliśmy się razem, płacząc, wspominając i składając puste, desperackie obietnice, że nigdy nie stracimy ze sobą kontaktu. Do dziś Kaelen pozostał jedynym z tej piątki, do którego nie czułam żalu. Nawet jeśli z czasem po prostu ze mnie wyrósł, nawet jeśli odległość sprawiła, że zapomniał o dziewczynie, którą obiecał chronić, nigdy nie był celowo okrutny. Nigdy się ode mnie nie odwrócił. Moje życie rozpadło się w spektakularny sposób, po tym jak wyjechał. Moja matka, zanurzona we własnym urojonym świecie, zaczęła spędzać coraz więcej czasu w klubie. Potem przyszły zaręczyny. Poślubiła Talona, budzącego grozę egzekutora klubu. Mając trzynaście lat, myślałam, że zamieszkanie z synem Talona — jednym z moich rzekomych najlepszych przyjaciół — będzie najwspanialszą rzeczą na świecie. Myślałam, że zyskuję brata. Myślałam, że na zawsze zabezpieczam swoje miejsce w ich kręgu. Zamiast tego zapoczątkowało to prawdziwy koszmar na jawie. Chłopcy, którym ufałam, zmienili się. Ich charaktery uległy wypaczeniu. Intrygi zastąpiły lojalność. Ci sami przyjaciele, którzy przysięgali mnie chronić, stali się architektami mojego nieszczęścia, odwracając się ode mnie i dopuszczając się zdrad tak głębokich, że roztrzaskały moją duszę. Oderwałam wzrok od lustra i sięgnęłam do kabiny prysznicowej, przekręcając zardzewiałe, metalowe pokrętło najdalej, jak to było możliwe. Rury stęknęły, zanim wypluły z siebie strumień wody. Para zaczęła unosić się nad górną krawędzią zasłony, zamazując zimną taflę lustra. Ściągnęłam z siebie ubrania do spania i weszłam pod strumień. Woda była wrząca, wgryzając się w moją skórę niczym płynny ogień. Syknęłam przez zaciśnięte zęby, ale nie cofnęłam się. Chciałam tego gorąca. Potrzebowałam tego pieczenia. Chwyciłam kostkę mydła i zaczęłam szorować ramiona, naciskając na tyle mocno, by zostawiać na ciele wściekłe, różowe ślady. Szorowałam się z zaciekłą, zaślepiającą determinacją. Zmywałam ich. Ich wszystkich. Pozbywałam się duchów klubu motocyklowego. Zszorowywałam z siebie utrzymującą się skazę moich fałszywych przyjaciół, wspomnienie mojej żyjącej złudzeniami matki i cień dawcy nasienia, który porzucił mnie na długo przed tym, zanim to wszystko się zaczęło. Ale co najważniejsze, gdy przesuwałam palcami po wypukłych, nierównych bruzdach blizn wyrytych na moich żebrach i plecach, zmywałam z siebie wciąż odczuwalny uścisk mojego męża-oprawcy. Zamknęłam oczy, odchylając głowę do tyłu, by pozwolić wrzącej wodzie spływać kaskadami po mojej twarzy. To wszystko należało do przeszłości. Teraz byłam duchem, prześlizgującym się przez szczeliny tego świata, utrzymującym się przy życiu dzięki napiwkom w gotówce i czystej sile woli. Zamierzałam iść naprzód. Zamierzałam pozostać w ukryciu. I już nigdy nie pozwolę nikomu zbliżyć się do mnie na tyle, by ponownie mnie złamał.

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki

Prześladujące wspomnienia – Strzaskany żar: Ścigani przez Bractwo | Czytaj powieści online na beletrystyka