Spencer wjechał na podjazd ceglanego domu z lat osiemdziesiątych. Niebieski kompakt Daisy stał już na podjeździe, a Marcus był jeszcze na służbie. Wszedł do domu i zastał Daisy zwiniętą na kanapie pod kocem.
— Hej, kochanie — powiedział cicho, stawiając pudełko z lunchem na białej marmurowej wyspie oddzielającej kuchnię od reszty otwartej przestrzeni. Podszedł i pocałował ją lekko, widząc, że ogląda stary czarno-biały film.
— Nienawidzę facetów — mruknęła.
— Wiem. — Uklęknął przy brzegu turkusowej kanapy i odgarnął jej blond włosy z twarzy. — Pójdę pod prysznic i zrobię nam coś na kolację.
— W zamrażarce jest pizza — powiedziała.
— Tego chcesz?
— Proszę.
Pocałował ją w policzek, po czym wstał i skierował się na górę pod prysznic. Zdejmując ubrania robocze, wrzucił je do czarnego kosza. Woda wciąż się nagrzewała, gdy wszedł do kabiny.
Spencer szybko się wyszorował i spłukał. Jego brązowe włosy do ramion wciąż lekko ociekały wodą, gdy wrócił na dół w szarych dresach i czarnym t-shircie. W połowie schodów zdał sobie sprawę, że ma na sobie dwa różne kapcie. Czarny crocs na prawej nodze był jego, a niebieski na lewej należał do Marcusa. Rozważał powrót, by je zmienić, ale postanowił dać Daisy powód do śmiechu.
I tak też się stało.
Posprzątał kuchnię i przygotował lunch na jutro, podczas gdy pizze były w piekarniku. Z puszką napoju w każdej przedniej kieszeni i talerzami pełnymi gorącej pizzy wszedł do salonu. W połowie drogi Daisy zaczęła się śmiać.
— Masz nie do pary buty — uśmiechnęła się Daisy.
— No tak. — Podał jej talerz i napój, gdy usiadła pod szarym kocem. Potem usiadł obok niej i wyciągnął ramię, by mogła się weń wtulić. Spencer trzymał napój między nogami, a talerz oparł na puszce. Daisy przytuliła się mocniej, zsuwając swoją pizzę na jego talerz.
— Tak lepiej — wymruczała, rzucając papierowy talerz na stolik kawowy.
— „Dzwony Najświętszej Marii Panny”? — zapytał, a ona przytaknęła z pełnymi ustami. — „Rzymskie wakacje” już oglądałaś?
— Czekałam na ciebie — powiedziała, wiedząc, że to jeden z jego ulubionych filmów.
Pocałował ją w czubek głowy i ułożyli się do spokojnego wieczoru z filmami i pizzą.
Co kilka miesięcy Daisy miewała bardzo silne bóle menstruacyjne. Kiedy nie brała tabletek antykoncepcyjnych, zdarzały się co miesiąc. A okazjonalnie nawet dwa razy w miesiącu. Kiedy nadchodziły, wracała do domu, brała lek rozluźniający mięśnie i pochłaniała stare czarno-białe filmy oraz śmieciowe jedzenie.
Czy to pomagało? Nie, oczywiście, że nie.
Czy sprawiało, że czuła się lepiej? Trochę.
W pewnym momencie zasnęła, a Spencer wstał, by posprzątać bałagan. Gdy dom doprowadzono do porządku, obudził Daisy i poszli do łóżka.
Następnego ranka zadzwonił budzik, a ona schowała głowę pod kołdrę. Śmiejąc się, wstał z łóżka, by przygotować się do pracy. Był zastępcą brygadzisty i otwierał warsztat rano, podczas gdy brygadzista go zamykał.
W stroju mechanika Spencer położył się z powrotem na łóżku. Delikatnie odchylił kołdrę i pocałował ją.
— Mój mąż niedługo wróci — ostrzegła z szelmowskim uśmiechem.
— W takim razie chyba lepiej będę się zbierał. — Uśmiechnął się, skradł kolejny pocałunek i zszedł na dół.
Drzwi frontowe otworzyły się i wszedł Marcus. Uśmiechnęli się do siebie, a gdy spotkali się u dołu schodów, Spencer pocałował Marcusa. Marcus objął go w talii, a Spencer zrobił to samo.
Marcus był nieco wyższy, miał metr osiemdziesiąt osiem przy metrze osiemdziesięciu pięciu Spencera. Jego opalona skóra wyglądała blado przy ciemnokarmelowej karnacji Marcusa. Obaj mieli miodowe oczy.
Spencer nosił fryzurę, którą nazywał „rednecką” – włosy do ramion z wygolonymi bokami i tyłem. Włosy Marcusa były krótko przystrzyżone zgodnie z przepisami straży pożarnej.
A gdyby pozwolił im urosnąć, w mgnieniu oka mógłby mieć niesamowite afro w stylu lat 70.
Z takimi włosami jego hełm i aparat oddechowy nie pasowałyby dobrze. No i swędziała go głowa.
— Oglądała czarno-białe filmy, kiedy wróciłem.
— Biedactwo — powiedział Marcus, spoglądając za swojego kochanka w stronę głównej sypialni. — Jak ona się czuje rano?
— Ostrzegła mnie, że niedługo wrócisz — odparł Spencer, całując go jeszcze raz. — Muszę jechać po mamę. SD znowu ma dziś samochód, a nie lubię, jak tłucze się autobusem.
Marcus wyciągnął ciemną dłoń i pogładził opalony policzek Spencera. — Jesteś dobrym człowiekiem. Chciałbym tylko, żebyś nie musiał kłamać na temat tego, kim jesteś.
— Pracuję z bandą wieśniaków, a mojego ojca znasz — powiedział cicho.
— Wiem. Ale i tak cię kocham. Z całym tym twoim wieśniackim sznytem.
Uśmiechając się, pocałował Marcusa. — Ja ciebie też kocham.
















