Nash nie był pewien, ile w dzisiejszych czasach kosztuje manicure i pedicure. Wiedział jednak jedno: za nic w świecie nie pozwoli swojej szesnastoletniej siostrzenicy biegać z jego kartą kredytową. Ponieważ jej używany samochód znów trafił do warsztatu, podwiózł ją na miejsce i kazał zadzwonić, gdy skończy.
Dorastając z siostrami, Nash wiedział co nieco o tym procesie. Poradził jej, żeby założyła szorty i klapki, jeśli zamierza malować paznokcie u stóp. Nalegał również, by ubrała koszulę zapinaną na guziki. Miała nadzieję, że to oznacza, iż zabierze ją też do fryzjera.
Quinn weszła do salonu kosmetycznego i powiedziała mężczyźnie przy recepcji, że chce manicure i pedicure. Ten podał jej wzornik usług i zasugerował, by wybrała kolor.
Ogromny wybór barw sprawił, że poczuła się nieco przytłoczona.
– Panno Maggie! – zawołał mężczyzna do kobiety, która weszła tuż za Quinn. – Spóźniła się pani!
– Wiem, Jimmy – odparła przepraszająco. – Przykro mi. Mój syn miał dziś sprawę w Marynarce i musiałam jechać autobusem.
– Nie ma problemu! Linh już się dla pani przygotowuje. Proszę zająć zwykły fotel! – uśmiechnął się szeroko. – Chce pani mimozę?
– Poproszę. – Kobieta uśmiechnęła się, przechodząc obok stanowisk do manicure w stronę foteli do masażu.
Jimmy spojrzał na Quinn. – Ty za młoda. Chcesz colę? Kawę?
– Cola może być – odpowiedziała Quinn, spodziewając się kolejnego menu. Zamiast tego wymienił opcje, a gdy dokonała wyboru, kazał jej usiąść w jednym z foteli do masażu.
Panna Maggie sprawiała wrażenie, jakby doskonale wiedziała, co się dzieje, więc Quinn usiadła obok niej.
– Cześć – powiedziała nieśmiało Quinn.
– Cześć – odpowiedziała panna Maggie z promiennym uśmiechem.
Quinn nie mogła przestać myśleć o tym, jak ładna jest ta kobieta. Jasnobrązowe oczy, niemal jak miód. Czekoladowe włosy. Mleczna cera.
Tak, zdecydowanie nie powinna była pomijać śniadania. Myślała tylko o jedzeniu.
– Moja szkoła organizuje dziś jesienny bal. Nie wiem, co robić.
– To ekscytujące. Masz partnera? Czy idziecie grupą?
– Chłopak rzucił mnie wczoraj dla naczelnej zdziry... to znaczy, cheerleaderki. Więc zabiera mnie wujek.
– To miłe. A co zamierzasz zrobić z paznokciami?
– Naprawdę nie wiem. Tym zwykle zajmowała się mama.
– Przykro mi, kochanie. – Maggie wyciągnęła rękę i uścisnęła dłoń dziewczyny.
Quinn spojrzała na starszą kobietę nieco zdezorientowana, a potem zachichotała. – Wyjechała z miasta. Pracuje w Lekarzach bez Granic i jest w jakimś odludnym miejscu, gdzie jest słaby zasięg.
– Och. – Maggie uśmiechnęła się. – Cóż, cieszę się, że tylko o to chodzi.
– Panno Maggie! – zawołała Azjatka, wyłaniając się zza rogu. – Wybrałam dziś dla pani piękny kolor!
– Zawsze wybierasz świetne, Linh. Mam coś dla ciebie – powiedziała Maggie, wyjmując z torebki małe pudełeczko. – Mały prezent ślubny.
Kobieta wyglądała na całkowicie zaskoczoną. Odstawiła tacę i przyjęła pudełko, siadając na małym taborecie na kółkach. Rozdarła czerwony papier i westchnęła z zachwytu, otwierając białe pudełeczko. W środku znajdowało się pięć sztywnych bransoletek: ze złota, srebra, brązu oraz białego i zielonego jadeitu.
– Ja... sprawdziłam w internecie, jakie są tradycyjne prezenty... – powiedziała nieśmiało Maggie. – Mam nadzieję, że nie masz nic przeciwko...
Linh spojrzała na nią ze łzami w oczach. – O, panno Maggie! – Wstała i przytuliła starszą kobietę. Kiedy się odsunęła, powiedziała coś po wietnamsku do swojej matki, która podeszła i zajrzała do pudełka.
Wkrótce wokół nich zebrał się cały personel. Wszyscy rozmawiali mieszanką angielskiego i wietnamskiego. Maggie spojrzała na dziewczynę obok, która szczerzyła się w uśmiechu.
– Nie jestem pewna, co właściwie zrobiłam.
– Myślę, że zrobiła pani coś wspaniałego, panno Maggie – powiedziała jej Quinn.
Jimmy przyniósł im napoje i poklepał Maggie po dłoni. – Przynosi pani zaszczyt naszej rodzinie. Dziękujemy, panno Maggie.
– Dziękuję, Jimmy – szepnęła Maggie. – Daliście mi tyle wsparcia przez ostatni rok, że po prostu chciałam podarować Linh drobiazg na ślub.
– Panno Maggie, pani mąż wyrzucił skarb – powiedział Jimmy z uśmiechem.
– Na rzecz młodszego i mniejszego modelu – wymruczała pod nosem Maggie.
Quinn wyciągnęła rękę i uścisnęła jej dłoń. – Proszę nie rozpamiętywać przeszłości. Moja mama zawsze mówi, żeby nie oglądać się za siebie zbyt długo, bo to nie jest kierunek, w którym idziemy. Wystarczy tylko zerknąć, żeby przypomnieć sobie, jak daleką drogę się przebyło.
– Brzmi jak mądra kobieta.
– Myślę, że taka jest. – Quinn uśmiechnęła się. – Ale proszę jej nie mówić, że tak powiedziałam. Muszę dbać o swoją reputację zbuntowanej nastolatki.
Maggie zaśmiała się. – Twoja tajemnica jest u mnie bezpieczna.
– Chce pani tacy owoców, panno Maggie? – zapytał Jimmy.
– Tak, poproszę. – Maggie uśmiechnęła się do niego.
– Czy ja też mogę dostać? – zapytała nieśmiało Quinn. – Trochę pominęłam śniadanie i umieram z głodu.
Jimmy skinął głową i odszedł na zaplecze.
Maggie przesunęła się w fotelu, by lepiej widzieć nastolatkę. – Opowiedz mi o swojej sukience. Wymyślimy, co zrobić z twoimi paznokciami.
– Jest do kolan i ma takie długie rękawy, które sięgają dotąd. – Quinn wskazała miejsce tuż za łokciem. – O! Jestem Quinn. Mówiłam już pani?
– Chyba nie. Ja jestem Maggie i najwyraźniej nigdy wcześniej tu nie byłam.
– Najwyraźniej – zgodziła się nastolatka.
– Jakiego koloru jest sukienka?
– Czarna z bordowym obszyciem tutaj. – Zakreśliła palcem skromny dekolt w serek. – Chciałam tę drugą, z głębszym wycięciem, ale wujek powiedział, że nie ma mowy.
– Mężczyźni nie rozumieją mody.
– Powiedział, że jest ładna i wyglądam w niej dobrze. Tak dobrze, że mógłby musieć „odprawić na tamten świat” jakiegoś chłopaka, gdyby źle mnie potraktował.
Maggie roześmiała się. – Potrafią być czasem dość agresywni.
– Wujkowie czy chłopcy? – zapytała Quinn, biorąc łyk coli.
– Jedni i drudzy. Po prostu mężczyźni w ogóle. Mam dwóch synów, którzy potrafią być głupio i szaleńczo opiekuńczy wobec swojej siostry.
– Ja mam tylko wujka Garretta. – Quinn wzruszyła ramionami. – Ale nie zamieniłabym go na nikogo innego.
– Macie dobre relacje?
– Tak. To dobry facet. Nie tylko dlatego, że jest moim wujkiem. To znaczy, dostaje punkty za bycie spokrewnionym ze mną.
– No, oczywiście – zaśmiała się Maggie.
– Zdecydowałaś już, co chcesz? – zapytała kobieta, siadając obok Linh.
Obie kobiety rozmawiały po wietnamsku, a Linh się zarumieniła. Quinn zaśmiała się, na co obie spojrzały na nią z zaskoczeniem.
– Moja ciocia wyszła za Wietnamczyka. Proszę mi wybaczyć, nie chciałam się wtrącać, po prostu ostatnio się uczę.
Obie kobiety uśmiechnęły się do niej i kontynuowały rozmowę w sposób bardziej uprzejmy dla klientki. Rozmawiały z Quinn i pomagały jej w wymowie.
















