Życie po zdradzie

Życie po zdradzie

Autor: Hazel Meadow

Rozdział 6: Sobotni poranek
Autor: Hazel Meadow
6 cze 2026
Nash nie był pewien, ile w dzisiejszych czasach kosztuje manicure i pedicure. Wiedział jednak jedno: za nic w świecie nie pozwoli swojej szesnastoletniej siostrzenicy biegać z jego kartą kredytową. Ponieważ jej używany samochód znów trafił do warsztatu, podwiózł ją na miejsce i kazał zadzwonić, gdy skończy. Dorastając z siostrami, Nash wiedział co nieco o tym procesie. Poradził jej, żeby założyła szorty i klapki, jeśli zamierza malować paznokcie u stóp. Nalegał również, by ubrała koszulę zapinaną na guziki. Miała nadzieję, że to oznacza, iż zabierze ją też do fryzjera. Quinn weszła do salonu kosmetycznego i powiedziała mężczyźnie przy recepcji, że chce manicure i pedicure. Ten podał jej wzornik usług i zasugerował, by wybrała kolor. Ogromny wybór barw sprawił, że poczuła się nieco przytłoczona. – Panno Maggie! – zawołał mężczyzna do kobiety, która weszła tuż za Quinn. – Spóźniła się pani! – Wiem, Jimmy – odparła przepraszająco. – Przykro mi. Mój syn miał dziś sprawę w Marynarce i musiałam jechać autobusem. – Nie ma problemu! Linh już się dla pani przygotowuje. Proszę zająć zwykły fotel! – uśmiechnął się szeroko. – Chce pani mimozę? – Poproszę. – Kobieta uśmiechnęła się, przechodząc obok stanowisk do manicure w stronę foteli do masażu. Jimmy spojrzał na Quinn. – Ty za młoda. Chcesz colę? Kawę? – Cola może być – odpowiedziała Quinn, spodziewając się kolejnego menu. Zamiast tego wymienił opcje, a gdy dokonała wyboru, kazał jej usiąść w jednym z foteli do masażu. Panna Maggie sprawiała wrażenie, jakby doskonale wiedziała, co się dzieje, więc Quinn usiadła obok niej. – Cześć – powiedziała nieśmiało Quinn. – Cześć – odpowiedziała panna Maggie z promiennym uśmiechem. Quinn nie mogła przestać myśleć o tym, jak ładna jest ta kobieta. Jasnobrązowe oczy, niemal jak miód. Czekoladowe włosy. Mleczna cera. Tak, zdecydowanie nie powinna była pomijać śniadania. Myślała tylko o jedzeniu. – Moja szkoła organizuje dziś jesienny bal. Nie wiem, co robić. – To ekscytujące. Masz partnera? Czy idziecie grupą? – Chłopak rzucił mnie wczoraj dla naczelnej zdziry... to znaczy, cheerleaderki. Więc zabiera mnie wujek. – To miłe. A co zamierzasz zrobić z paznokciami? – Naprawdę nie wiem. Tym zwykle zajmowała się mama. – Przykro mi, kochanie. – Maggie wyciągnęła rękę i uścisnęła dłoń dziewczyny. Quinn spojrzała na starszą kobietę nieco zdezorientowana, a potem zachichotała. – Wyjechała z miasta. Pracuje w Lekarzach bez Granic i jest w jakimś odludnym miejscu, gdzie jest słaby zasięg. – Och. – Maggie uśmiechnęła się. – Cóż, cieszę się, że tylko o to chodzi. – Panno Maggie! – zawołała Azjatka, wyłaniając się zza rogu. – Wybrałam dziś dla pani piękny kolor! – Zawsze wybierasz świetne, Linh. Mam coś dla ciebie – powiedziała Maggie, wyjmując z torebki małe pudełeczko. – Mały prezent ślubny. Kobieta wyglądała na całkowicie zaskoczoną. Odstawiła tacę i przyjęła pudełko, siadając na małym taborecie na kółkach. Rozdarła czerwony papier i westchnęła z zachwytu, otwierając białe pudełeczko. W środku znajdowało się pięć sztywnych bransoletek: ze złota, srebra, brązu oraz białego i zielonego jadeitu. – Ja... sprawdziłam w internecie, jakie są tradycyjne prezenty... – powiedziała nieśmiało Maggie. – Mam nadzieję, że nie masz nic przeciwko... Linh spojrzała na nią ze łzami w oczach. – O, panno Maggie! – Wstała i przytuliła starszą kobietę. Kiedy się odsunęła, powiedziała coś po wietnamsku do swojej matki, która podeszła i zajrzała do pudełka. Wkrótce wokół nich zebrał się cały personel. Wszyscy rozmawiali mieszanką angielskiego i wietnamskiego. Maggie spojrzała na dziewczynę obok, która szczerzyła się w uśmiechu. – Nie jestem pewna, co właściwie zrobiłam. – Myślę, że zrobiła pani coś wspaniałego, panno Maggie – powiedziała jej Quinn. Jimmy przyniósł im napoje i poklepał Maggie po dłoni. – Przynosi pani zaszczyt naszej rodzinie. Dziękujemy, panno Maggie. – Dziękuję, Jimmy – szepnęła Maggie. – Daliście mi tyle wsparcia przez ostatni rok, że po prostu chciałam podarować Linh drobiazg na ślub. – Panno Maggie, pani mąż wyrzucił skarb – powiedział Jimmy z uśmiechem. – Na rzecz młodszego i mniejszego modelu – wymruczała pod nosem Maggie. Quinn wyciągnęła rękę i uścisnęła jej dłoń. – Proszę nie rozpamiętywać przeszłości. Moja mama zawsze mówi, żeby nie oglądać się za siebie zbyt długo, bo to nie jest kierunek, w którym idziemy. Wystarczy tylko zerknąć, żeby przypomnieć sobie, jak daleką drogę się przebyło. – Brzmi jak mądra kobieta. – Myślę, że taka jest. – Quinn uśmiechnęła się. – Ale proszę jej nie mówić, że tak powiedziałam. Muszę dbać o swoją reputację zbuntowanej nastolatki. Maggie zaśmiała się. – Twoja tajemnica jest u mnie bezpieczna. – Chce pani tacy owoców, panno Maggie? – zapytał Jimmy. – Tak, poproszę. – Maggie uśmiechnęła się do niego. – Czy ja też mogę dostać? – zapytała nieśmiało Quinn. – Trochę pominęłam śniadanie i umieram z głodu. Jimmy skinął głową i odszedł na zaplecze. Maggie przesunęła się w fotelu, by lepiej widzieć nastolatkę. – Opowiedz mi o swojej sukience. Wymyślimy, co zrobić z twoimi paznokciami. – Jest do kolan i ma takie długie rękawy, które sięgają dotąd. – Quinn wskazała miejsce tuż za łokciem. – O! Jestem Quinn. Mówiłam już pani? – Chyba nie. Ja jestem Maggie i najwyraźniej nigdy wcześniej tu nie byłam. – Najwyraźniej – zgodziła się nastolatka. – Jakiego koloru jest sukienka? – Czarna z bordowym obszyciem tutaj. – Zakreśliła palcem skromny dekolt w serek. – Chciałam tę drugą, z głębszym wycięciem, ale wujek powiedział, że nie ma mowy. – Mężczyźni nie rozumieją mody. – Powiedział, że jest ładna i wyglądam w niej dobrze. Tak dobrze, że mógłby musieć „odprawić na tamten świat” jakiegoś chłopaka, gdyby źle mnie potraktował. Maggie roześmiała się. – Potrafią być czasem dość agresywni. – Wujkowie czy chłopcy? – zapytała Quinn, biorąc łyk coli. – Jedni i drudzy. Po prostu mężczyźni w ogóle. Mam dwóch synów, którzy potrafią być głupio i szaleńczo opiekuńczy wobec swojej siostry. – Ja mam tylko wujka Garretta. – Quinn wzruszyła ramionami. – Ale nie zamieniłabym go na nikogo innego. – Macie dobre relacje? – Tak. To dobry facet. Nie tylko dlatego, że jest moim wujkiem. To znaczy, dostaje punkty za bycie spokrewnionym ze mną. – No, oczywiście – zaśmiała się Maggie. – Zdecydowałaś już, co chcesz? – zapytała kobieta, siadając obok Linh. Obie kobiety rozmawiały po wietnamsku, a Linh się zarumieniła. Quinn zaśmiała się, na co obie spojrzały na nią z zaskoczeniem. – Moja ciocia wyszła za Wietnamczyka. Proszę mi wybaczyć, nie chciałam się wtrącać, po prostu ostatnio się uczę. Obie kobiety uśmiechnęły się do niej i kontynuowały rozmowę w sposób bardziej uprzejmy dla klientki. Rozmawiały z Quinn i pomagały jej w wymowie.

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki

Rozdział 6: Sobotni poranek – Życie po zdradzie | Czytaj powieści online na beletrystyka