Thea sprintem pobiegła do szkoły. Nie mogła ryzykować wpadnięcia na trojaczki w domu watahy. Poszła pod prysznic w damskiej szatni.
Co było z nią nie tak? Nigdy wcześniej nie podnieciła się podczas treningu. Zawsze była profesjonalna. Zachowywała to na czas, gdy była sama.
Owszem, odkąd trojaczki weszły w okres dojrzewania, stały się bardziej umięśnione i faktycznie mogły ją teraz powalić, i tak, potajemnie jej się to podobało. Słowo klucz: potajemnie. Chciała, by jej przyszli Alfowie stawali się potężniejsi. Chciała też, żeby leżeli na niej. To był prawdziwy powód, dla którego czasami udawało im się ją przygnieść. Pozwalała im na to. Nie powinni o tym wiedzieć. Nikt nie powinien.
Miała zostać następną Betą. Ich Betą. Nie mogła komplikować tej relacji, śliniąc się do nich. Beta nie mogła być zakochana w swoich Alfach. Nigdy nie dostałaby tego stanowiska, gdyby zachowywała się przy nich jak zakochany szczeniak albo gdyby pachniała podnieceniem, ilekroć byli w pobliżu. Gdy trojaczki znajdą swoje partnerki, Luny zażądałyby jej wymiany. Dlatego większość Bet stanowili mężczyźni. Cóż, pomijając fakt, że samce prawie zawsze były silniejsze.
Miała jednak krew Alfy. Jej ojciec był Betą ich watahy – Nowego Świtu, największej watahy na zachodnim wybrzeżu – ale był czwartym synem Alfy ze wschodniego wybrzeża. Jego stado go nie potrzebowało, a on chciał być użyteczny, więc przybył tutaj, by zostać Betą. Matka Thei również była córką Alfy.
Thea była silna. Wysoka, silna i trenowała ciężej niż ktokolwiek inny.
Ojciec trojaczków, Alfa Ulryk, włączył ją do treningu swoich synów od pierwszego dnia. Niewypowiedzianym oczekiwaniem było to, że przejmie pozycję ojca, tak jak trojaczki przejmą swoją.
Teraz to wszystko było zagrożone. Zademonstrowała, dlaczego kobieta nie powinna być Betą. Myślała, że panuje nad pociągiem do nich, ale coś przejęło kontrolę nad jej ciałem, gdy wszyscy ją gryźli. Kiedy skubnęli ją w czuły punkt na szyi, ten jęk był równie mimowolny, co żenujący. W jednej chwili walczyła z nimi. W następnej była bezwładna i pragnąca.
Miała właśnie wygiąć biodra i otrzeć się o Kaia, gdy wszyscy zamarli. Musieli być przerażeni dźwiękiem jej jęku. A potem powąchali powietrze i poczuli, jak bardzo była napalona! Jak mogłaby kiedykolwiek spojrzeć któremukolwiek z nich w oczy? Nie powinna była przestawać biec przy szkole. Musiała wyjechać z miasta. Ze stanu. Z kraju. Kogo ona oszukiwała? Z tej planety.
Wyszła spod prysznica i przebrała się w zapasowe ubrania, które tam trzymała. Jej życie tutaj dobiegło końca. Nie mogła iść na zajęcia. Dzieliła z trojaczkami wszystkie lekcje oprócz jednej. Musiałaby wyjechać i zacząć nowe życie gdzieś indziej. Może wataha jej wuja na wschodnim wybrzeżu ją przyjmie. Zadzwoni do rodziców i przeprosi za zhańbienie rodziny, gdy już się urządzi.
Wyszła z szatni i wpadła prosto na trojaczki. Alaric miał jej plecak na ramieniu i brzoskwinię w dłoni. Gwałtownie zawróciła i pobiegła w przeciwnym kierunku.
– Hej! – zawołał Kai.
– Thea, stój! – krzyknął Conri.
Alaric dogonił ją pierwszy. Złapał ją za ramię i odwrócił przodem do siebie. – Thea, co ty robisz?
– Uciekam – powiedziała. Conri i Kai dołączyli do nich. Utworzyli wokół niej krąg.
– Dlaczego? – zapytał Conri.
– A jak myślisz? Jestem upokorzona.
– Dlaczego jesteś zawstydzona? To w porządku – powiedział Kai.
– Nie, nie jest i to się więcej nie powtórzy – odparła Thea.
Dłonie Kaia powędrowały w górę jej boków. Podszedł bliżej, przygważdżając ją do Conriego i Alaryka, którzy trzymali ją za ramiona. Kai pochylił się i musnął wargami jej obojczyk, a potem przesunął się do ucha. Zdusiła w sobie dźwięk, który rodził się w jej gardle.
– Sugerujesz, że gdybyśmy całowali twoją szyję, to by cię nie podnieciło?
Zbliżyli nosy do jej szyi i wciągnęli powietrze. Thea zacisnęła uda, próbując ostudzić narastający żar. Dłoń Kaia przesunęła się w dół, wślizgnęła pod koszulkę. Jego palce musnęły wewnętrzną stronę paska jej spodni.
– Gdybym sięgnął głębiej i cię dotknął, nie byłabyś dla nas mokra?
Kosztowało ją to wszystko, co miała, by nie błagać go, żeby właśnie to zrobił. O ile dobrze rozumiała, był to jakiś rodzaj testu na pozycję Bety, a ona oblewała go koncertowo. Ta myśl szybko ją otrzeźwiła, a w Thei narósł gniew – nie na Kaia, ale na samą siebie. Nie nadawała się na Betę. Zebrała się w sobie, wyrwała ramiona z uścisków Conriego i Alaryka i odepchnęła Kaia.
– Nigdy się nie dowiesz, Kaiserze Valko – powiedziała, używając jego pełnego imienia. Robiła to tylko wtedy, gdy była wściekła.
Pobiegła, czekając, aż zniknie za rogiem, by wytrzeć łzy z oczu.
– Brawo, idioto – usłyszała, jak Alaric mówi do Kaia.
– Czuję jej zapach. Dlaczego z tym walczy? – zapytał Conri.
Dotarła do swojej szafki, zanim Alaric ją dogonił. Podał jej plecak.
– Pomyślałem, że będziesz tego potrzebować, skoro nie wróciłaś do domu watahy – powiedział. – Włożyłem tam ubrania na zmianę.
– Dzięki. – Wzięła od niego torbę. Podał jej brzoskwinię.
– Pomyślałem, że śniadania też nie jadłaś.
Chciała go przytulić. Zamiast tego wzięła brzoskwinię. – Dzięki – powiedziała. Zawsze mogła liczyć na to, że Alaric się nią zaopiekuje i sprawi, że poczuje się lepiej, ale nawet on nie mógł tego naprawić.
– Przepraszam za Kaia. Wszystko okej?
– Nie mogę tu zostać po tym wszystkim – odparła.
– Co masz na myśli? Gdzie byś poszła?
– Do watahy wuja? Gdziekolwiek indziej, naprawdę.
– Thea, nigdzie się nie wybierasz. Wytropimy cię i zaciągniemy z powrotem. Nie wyjeżdżasz.
– Nie rozumiesz.
– Nie pozwól, żeby jego niedojrzałość cię odstraszyła.
– To nie on. On mnie tylko testował. Oblałam. To ja jestem problemem.
– Co? – zdziwił się Alaric. Kai i Conri wyszli zza rogu i powoli się zbliżali.
– Jak mogę z wami dalej trenować? Nie potrafię. – Chwyciła swoje rzeczy, zamknęła szafkę.
– Thea, to nie ma sensu.
– Pomyśl o tym. Jeśli nie mogę trenować, moja przyszłość w watasze jest skończona. – Wytarła łzy, których nie mogła powstrzymać, i odeszła.
Kai i Conri dołączyli do Alaryka przy szafce Thei i patrzyli, jak odchodzi.
– Chyba to schrzaniliśmy – powiedział Alaric.
















