Po szkole trojaczki i Thea wyszli na boisko, by poprowadzić trening watahy. Podzielili się na cztery grupy i przeprowadzili ćwiczenia. Kiedy zebrali się ponownie na trening kondycyjny, bracia wyściskali i wycałowali Theę, ignorując wszystkich innych na boisku.
– Wow – rzucił jeden z młodszych chłopaków. – Czy to nowa część treningu? – Przyciągnął do siebie swoją dziewczynę i pocałował ją. Inni zaczęli rzucać uwagi i zadawać pytania. „Czy oni w końcu są razem?”, „Co to oznacza?”.
Kai niechętnie ją puścił, ale chwycił za rękę. Conri objął ją w talii, a Alaric trzymał jej drugą dłoń.
– Thea jest nasza – powiedzieli trojaczki chórem. Zarumieniła się. – A my należymy do niej. Chcecie coś dodać?
Spojrzeli na nią. Pokręciła głową. Bracia poświęcili chwilę, patrząc każdemu prosto w oczy, sprawdzając, czy ktoś ośmieli się zakwestionować to, co właśnie ogłosili. Żadnych sprzeciwów. Wszyscy cieszyli się ich szczęściem. Oczekiwali tego. Chcieli tego dla watahy. Chcieli Thei jako swojej Luny.
– W końcu! – powiedziała Lizzy z ręką na biodrze. – Nie mogę uwierzyć, że zajęło wam to tyle czasu.
– Dobra, dobra – powiedziała Thea. – Czas na kondycję. – Prowadziła grupę, dopóki wszyscy nie padli na trawę, wykończeni. – Świetna robota dzisiaj. Chodźmy wyluzować się do świetlicy!
Wszyscy wrócili do domu watahy. Był to gigantyczny budynek, przypominający rozległy hotel. Miał sześć pięter nad ziemią, mieszcząc sale bankietowe, pokoje gościnne, basen, siłownię, balkony, jadalnię i kwatery mieszkalne dla większości stada. Niektórzy członkowie watahy mieszkali w prywatnych domach w głębi terytorium. Pod ziemią znajdowały się lochy. Najwyższe piętro było przeznaczone wyłącznie dla Alfy, Bety i ich rodzin.
Alfa był właścicielem sieci hoteli. To właśnie na tym jego rodzina zbiła majątek kilka pokoleń wstecz. Potem zainwestowali na giełdzie i od tamtej pory wataha nie musiała martwić się o pieniądze. Wysyłali członków stada na studia z planowania finansowego, by zarządzali finansami i inwestycjami watahy, a inni szli do szkół biznesu, by zajmować się hotelami.
Podczas gdy Thea i trojaczki udali się na najwyższe piętro, gdzie znajdowały się ich pokoje, reszta skorzystała ze wspólnych pryszniców na drugim piętrze. Potem wszyscy spotkali się w jednej ze świetlic, żeby spędzić razem czas. Były tam gigantyczne telewizory, kanapy, pufy, stół bilardowy, stół do ping-ponga, wszelkiego rodzaju gry planszowe i rozrywki.
– Tak fajnie w końcu widzieć cię razem z przyszłymi Alfami – powiedziała Lizzy.
– Chodzisz z całą trójką? – zapytała dziewczyna z drugiej klasy.
– Nie wiem, czy można to nazwać chodzeniem, skoro jeszcze nie byliśmy na randce – odparła Thea. – To znaczy, zaczęło się dopiero dziś rano.
– Ale z całą trójką?
– Tak – powiedziała Thea.
– Jak to działa?
– Nie wiem – przyznała Thea. – Nasza czwórka zawsze była razem. Nie potrafię tego wytłumaczyć. To wydaje się właściwe. Nie wyobrażam sobie, żeby zabrakło któregoś z nich.
– Pewnie dlatego, że jesteście sobie przeznaczeni – powiedziała rozmarzonym głosem pierwszoklasistka.
– Będziesz najlepszą Luną – dodała inna dziewczyna z pierwszej klasy.
Wszyscy pokiwali głowami i wyrazili zgodę.
Thea pokręciła głową. – To, nie. Jestem wojowniczką. – Nie brała tego pod uwagę. Miała zostać Betą, nie Luną.
Trojaczki podeszli do niej z brzoskwiniami w dłoniach. Zaczęli ciągnąć Theę w stronę kanapy, ale uparła się, że powinni integrować się z resztą, zamiast zawłaszczać ją dla siebie. Grupa grała w gry aż do wspólnej kolacji.
Podczas kolacji trojaczki próbowali posadzić Theę na kolanach jednego z nich, ale uparła się, że przy wszystkich dorosłych jest to niestosowne.
Po kolacji każdy udał się do swojego pokoju. Trojaczki zatrzymali się przy swoich drzwiach i spojrzeli na siebie. Weszli do środka, przebrali się w piżamy, a potem poszli do pokoju Thei. Wyszła z łazienki owinięta ręcznikiem, a cała trójka leżała już na jej łóżku.
– Jak za dawnych czasów, co? – powiedziała Thea.
– Miejmy nadzieję, że nie do końca jak za dawnych czasów – odparł Conri.
Podeszła do komody, wyciągnęła bieliznę i piżamę, po czym wróciła do łazienki. Ubrała się, wyszła i wskoczyła w stertę trojaczków.
Dłonie błądziły po niej i szarpały, ale Conri zdołał wciągnąć ją na siebie, wpijając się w jej usta. Ścisnął jej pośladki i naparł na nią swoją erekcją. Potem przewrócił ją tak, że znalazł się na górze, między jej nogami. Dopasował swoją twardą długość do jej krocza, a ona jęknęła, gdy pchnął biodrami w jej stronę.
– Czekaj – powiedziała.
To, co mówiły jej dziewczyny, ciążyło jej na sercu. Co to oznaczało, że byli razem? Wszyscy mieli przejść przemianę za dwa miesiące – obchodzili urodziny tego samego dnia – i wtedy byliby w stanie odnaleźć swoich przeznaczonych. Co ważniejsze, zaraz po przemianie dowiedzieliby się, że nie są sobie przeznaczeni. Nie mogłaby z nimi być, gdyby nie łączyła ich ta więź. Kiedy każdy z nich znalazłby swoją parę, byłaby zdruzgotana. Nie chciała, by ktokolwiek inny ich miał. Nie wyobrażała sobie, by mogła zależeć jej na kimś innym i pragnąć kogoś innego. Myśl o tym, że ich ma, a potem traci, była nie do zniesienia.
– O co chodzi? – zapytał Conri.
– Ja... – zaczęła. – Chcę zwolnić.
– Mogę to robić powoli, mała – powiedział Conri. Zaczął całować jej szyję i ocierać się o jej krocze, boleśnie powoli. Alaric i Kai pieścili ją, wysyłając dreszcze i falę gorąca przez całe jej ciało. Rozpływała się w uczuciach, które w niej wywoływali, i sięgnęła ku nim. Jej nogi przesunęły się po bokach Conriego i oplotły jego biodra. Nie chciała, by to się kiedykolwiek skończyło.
Potrząsnęła głową, przypominając sobie, że to może i pewnie skończy się za dwa miesiące.
– Nie. Chodzi mi o to, że wszystko dzieje się za szybko. Muszę zwolnić tempo.
– Wszystko w porządku? – zapytał Alaric. Zatknął jej włosy za ucho.
– Co się dzieje, kochanie? – zapytał Kai, gładząc ją po ramieniu.
Conri zsunął się niżej i podparł na łokciach. – O czym myślisz?
Przygryzła wargę. – Czy wam wszystkim pasuje to, że jestem z wami wszystkimi?
– Zawsze się tobą dzieliliśmy. Jesteś nasza – powiedział Conri.
– Nie chcecie być z nikim innym? – zapytała Thea.
– Powiedzieliśmy ci rano. Zawsze ty. Tylko ty – odparł Kai.
– A co z... – nie mogła dokończyć.
– Co? – zapytał Alaric.
– Niech dziś będzie jak za dawnych czasów. Tylko sen.
















