Trojaczki i Thea udali się do swoich pokoi, by wziąć prysznic i się przebrać.
Gdy tylko została sama, Thea zaczęła panikować. Nie była pewna, co się właśnie wydarzyło. Może to jej się przyśniło. To nie byłby pierwszy raz.
Trojaczki czekali na nią, gdy wyszła ze swojego pokoju. Wszyscy byli po prysznicu i w świeżych ubraniach. Thea przez chwilę podziwiała widok. Sposób, w jaki dżinsy opinały ich biodra. Sposób, w jaki koszulki naciągały się na ich szerokich, umięśnionych klatkach piersiowych. Sposób, w jaki ich identyczne twarze rozjaśniły się na jej widok. Zawsze potrafiła odróżnić, który jest który, ale dla większości ludzi ich włosy były jedyną wskazówką.
Ze swoją krótko przystrzyżoną, świeżo ułożoną fryzurą, Alaric pochylił się po szybki pocałunek. Zarumieniła się, a on ujął jej dłoń. To nie był sen.
Conri przeczesał dłonią swoje długie, falujące włosy i również ją pocałował. – Teraz już nigdy się nas nie pozbędziesz – powiedział. Rozczapierzył dłoń na jej biodrze, zahaczając palcem o jedną ze szlufek jej dżinsów.
Kai, ze swoim potarganym pompadourem, nachylił się po swój pocałunek. Wziął jej dłoń i przyłożył do swojej piersi, trzymając ją przy sercu. Szli korytarzem – Alaric nieco z przodu, Conri nieco z tyłu, a Kai tuż przy jej drugim boku.
Mijali biuro Alfy na piątym piętrze i Thea zatrzymała się, gdy usłyszała głos swojej matki pełen szoku i strachu.
– Co mogło to zrobić? – zapytała Naomi, matka Thei, za zamkniętymi drzwiami.
– Wampiry? Wiedźmy? Samotnicy? – dopytywała Luna Ada. W jej głosie również brzmiał niepokój.
Thea dała znak trojaczkom, by byli cicho i posłuchali razem z nią pod drzwiami.
– Samotnicy nie byliby w stanie tego zrobić – stwierdził Alfa Ulryk. – Nigdy nie słyszałem, żeby wiedźmy lub wampiry zorganizowały siłę wystarczająco potężną, by zmasakrować całą watahę wilkołaków w jedną noc.
– Pozostaje więc pytanie: dlaczego? – powiedziała Naomi. – Co ta wataha mogła zrobić, by zasłużyć na tak ekstremalną reakcję?
– Mogli nic nie zrobić – odezwał się ojciec Thei, Beta Walter. – To nie pierwsza wataha, którą znaleziono zniszczoną na wschodzie. Było kilka innych. Odkrywają, że wataha zniknęła, gdy ktoś jedzie odwiedzić miasto duchów.
– Coś likwiduje watahy wilkołaków? – zapytała Luna Ada.
– Co wiemy o watahach, które stały się celem? – zapytał Alfa Ulryk. – Jakieś wskazówki pozostawione co do tego, kto to zrobił lub dlaczego?
– To są pytania, na które musimy znaleźć odpowiedzi – powiedział Beta Walter.
– To wygląda na początek czegoś dużego. Czegoś, co będzie tylko gorsze – stwierdziła Naomi.
– Na razie zachowajmy to dla siebie – zarządził Alfa Ulryk. – Chłopcy i Thea mają jeszcze kilka miesięcy, zanim przejdą przemianę, skończą szkołę i przejmą watahę. To oni będą musieli się z tym zmierzyć. Pozwólmy im cieszyć się tymi ostatnimi tygodniami beztroski, zanim będą musieli dźwigać ciężar świata na swoich barkach.
– Zgoda – powiedzieli pozostali rodzice.
Usłyszeli szuranie wewnątrz biura. Thea dała znak trojaczkom, by szli, i cicho zbiegli na dół, wychodząc z domu watahy.
– Chętnie zignoruję to, co właśnie usłyszeliśmy, dopóki to my nie będziemy dowodzić – powiedział Conri, gdy szli do szkoły. Zajął miejsce obok Thei, trzymając dłoń na jej biodrze.
– Będziemy musieli się z tym zmierzyć – powiedział Alaric, wsuwając swoją dłoń w dłoń Thei. – Brzmi, jakby ta sprawa miała dotknąć wszystkie wilkołaki wszędzie.
– Nasi rodzice nadadzą sprawie bieg – powiedziała Thea.
– I będą nam pomagać nawet po tym, jak przekażą nam tytuł Alfy – dodał Kai. Ujął drugą dłoń Thei. – Nie musimy się tym jeszcze stresować.
Wszyscy w szkole gapili się na nich, gdy szli korytarzami. Widok ich czwórki razem nie był niczym niezwykłym, ale nigdy wcześniej nie trzymali się za ręce i nie całowali.
Nikt żyjący nie widział poliamorycznego związku. W społeczności wilkołaków było to coś z legend. Niektórzy sypiali z wieloma osobami, ale nie byli w stałych związkach ze wszystkimi swoimi podbojami. Wilki w końcu wiązały się z jedną osobą. Były z tego znane. Wilki były z natury zaborczymi, zazdrosnymi bestiami, niezdolnymi do dzielenia się.
Trojaczki nie zrywali kontaktu fizycznego z Theą przez cały dzień, z wyjątkiem jednej lekcji, której nie mieli razem. Trzecia godzina, tuż przed lunchem. Odprowadzili ją do sali, każdy ją pocałował, po czym się pożegnali.
To była lekcja o omegach, najniżej postawionych członkach stada, o tym, jakie mogą być ich zastosowania i rola w watasze. Nowy Świt nie wyznaczał żadnych członków jako omegi, ale inne watahy tak. Niektóre miały niewolników. Thea chciała to zmienić. Chciała nauczyć się wszystkiego, co mogła, by wiedzieć, co należy zmienić.
– To nowość – powiedziała Lizzy, jej najlepsza przyjaciółka o blond włosach, gdy Thea usiadła obok niej. – Od kiedy całujesz się z naszymi przyszłymi Alfami? – Uniosła jedną brew.
– Od dzisiaj rano? – odparła Thea.
– Najwyższy czas.
– Co?
– Wygląda na to, że jednak nie potrzebowałaś Konkursu Talentów, żeby zwrócić na siebie ich uwagę.
– To dlatego chciałaś, żebym założyła ten wyzywający strój na Konkurs Talentów jutro?
– No jasne. Ktoś musiał was wszystkich trochę popchnąć. Ciekawe, kto wygrał zakłady.
– Ta pula wyschła miesiące temu – powiedziała Tessa, inna dziewczyna z ich watahy. – Nikt nie sądził, że zajmie to tak długo.
– O czym wy mówicie? – zapytała Thea.
– Cała szkoła obstawiała, kiedy się zejdziecie – wyjaśniła Lizzy. – Który z nich będzie z tobą, czy cała trójka będzie się tobą dzielić, czy tylko jeden lub dwóch. Czy będą walki. Czy zejdziesz się z jednym, a potem sparujesz z innym. Wszystkie możliwości. Wszystko.
– Jestem taka zdezorientowana – powiedziała Thea.
– Czym, dziewczyno? Ci chłopcy kochają cię od zawsze.
Thea gapiła się tępo na swoją najlepszą przyjaciółkę.
– Poważnie nie wiedziałaś? – zapytała Lizzy. – Nigdy nie okazali zainteresowania żadną inną dziewczyną. Nigdy nikogo nie zaprosili. Nigdy z nikim się nie przesparli, mimo że mnóstwo dziewczyn próbowało.
Zazdrość wezbrała w Thei, ale stłumiła ją. Trojaczki odrzucali zaloty.
– Zawsze patrzyłam na nich jak na braci – powiedziała Thea. – Myślałam, że oni widzą we mnie siostrę.
– Kiedy to się zmieniło?
– Nie wiem. Przyszło stopniowo.
Zadzwonił dzwonek, sygnalizując początek lekcji. – Chcę usłyszeć o tym wszystko – powiedziała Lizzy.
– Wszystkie chcemy – dodała Tessa.
– Na próbie generalnej do Konkursu Talentów? – zaproponowała Lizzy.
– Może – odparła Thea.
Po lekcji Thea poszła do stołówki i znalazła trojaczki przy ich stałym stoliku. Conri wciągnął ją na swoje kolana i oparł brodę na jej ramieniu, wdychając jej zapach. Alaric przełożył jedną z jej nóg przez swoją i masował ją dłońmi w górę i w dół. Kai trzymał jej dłoń po drugiej stronie Conriego.
Ludzie szeptali dookoła stołówki.
– Wiedzieliście, że są zakłady o to, czy będziemy razem? – zapytała cicho Thea.
– Słyszałem plotki – powiedział Kai.
– Nie – odparł Conri.
– Dojdę do sedna tego – stwierdził Alaric. Thea odwróciła się do niego i pochyliła po szybki pocałunek. Kai pociągnął ją za rękę, dopóki nie pocałowała też jego. Conri składał pocałunki w górę i w dół jej szyi.
– Musicie przestać, albo będę mokra przez cały dzień – szepnęła Thea. Musiała przygotować te zioła maskujące zapach, gdy wróci dziś do domu.
– To pozwól nam wyssać cię do sucha – szepnął Conri do jej ucha.
Wciągnęła powietrze.
– Wolniej, Con – upomniał go Alaric.
Trojaczki na zmianę sadzali Theę na swoich kolanach na każdej lekcji, podczas gdy pozostali dwaj trzymali jej dłonie po obu stronach. Nauczyciele rzucali im spojrzenia, ale nie kłopotali się, by cokolwiek powiedzieć, ponieważ byli to przyszli Alfowie. Nawet wtedy, gdy całowali tył jej szyi lub pieścili każdą część jej ciała, do której mogli sięgnąć.
Thea uśmiechała się ciągle. Zamierzała cieszyć się tymi ostatnimi miesiącami przed przemianą i zostaniem Betą, jeśli tak to miało wyglądać.
















