– Lizzy, potrzebuję twojej pomocy w pewnej sprawie – powiedziała Thea.
– Jasne. O co chodzi? – zapytała Lizzy.
– Na osobności – szepnęła wystarczająco głośno, by Lizzy usłyszała. Wyszły na zewnątrz. – Bielizna. Nie wiem, od czego zacząć.
– Och, kochanie, nie potrzebujesz bielizny. Wystarczy, że się pojawisz.
– To nie może być prawda.
Lizzy roześmiała się. – Moja słodka, niewinna Luno. Jesteś całki
















