Jego Znak, Jej Skóra

Jego Znak, Jej Skóra

Autor: Anya Moreau

Rozdział 8
Autor: Anya Moreau
2 mar 2026
— W ten sposób nie zgubisz się w przyszłości. — Anthony pochylił się bliżej szyby. Jego oczy były upiorne, jak u demona. — Nie… nie… nie mogę umrzeć… — Anne opadła bezwładnie na podłogę. Temperatura zmusiła ją do oparcia się o szklane drzwi, jakby próbowała zaczerpnąć świeżego powietrza z zewnątrz. — Wypuść mnie… nie mogę umrzeć… próbowałam zniknąć ci z oczu. Dlaczego sprowadziłeś mnie z powrotem… Jej słowa nie przyniosły efektu. Spojrzała w górę, by zobaczyć ciemne i demoniczne oczy Anthony'ego wpatrujące się w nią z góry, jakby próbowały ją zabić! Anne złapała się za klatkę piersiową z bólu, a jej łzy spadały. — Nie… obiecuję ci, że nigdy więcej nie ucieknę. Nie ucieknę. Wypuść mnie… nie chcę umierać, nie będę próbowała znów uciekać… To mówiąc, upadła na podłogę z braku powietrza. Jej wzrok stawał się zamazany, ale wysoka, czarna postać za szklanymi drzwiami wciąż była wyraźna jak dzień, niczym demon wbity w jej słabnącą świadomość. Kiedy czarny cień przejął całe jej pole widzenia, zemdlała z łzami wciąż płynącymi z kącików oczu. Nie ze strachu, ale dlatego, że tęskniła za dziećmi… Jeśli umrze, co się z nimi stanie? Były takie małe… Anne obudziła się z otchłani ciemności. Usiadła na łóżku ze strachem w oczach. Dyszała głośno, mając pot na czole. Czy umarła? Była oszołomiona, gdy zobaczyła ten znajomy pokój. Po kilku sekundach zdała sobie sprawę, że to pokój, w którym mieszkała. Innymi słowy, nie umarła? Anthony wypuścił ją z sauny?! Anne spuściła wzrok, by spojrzeć na swoje dłonie, a potem dotknęła twarzy. To nie wystarczyło. Szybko wstała z łóżka, by podbiec do lustra w łazience. Kiedy zobaczyła w lustrze swoje całkowicie zdrowe odbicie, westchnęła z ulgą. Nawet jeśli nie umarła, doświadczenie bliskie śmierci wciąż ją przytłaczało. Anthony był zbyt okrutny! Anne zaryzykowała życie i zjadła owoce morza, ponieważ była pewna, że Anthony nie chce jej śmierci. Przynajmniej nie tak szybko. Kiedy drapieżnik łapał ofiarę, albo odgryzał jej kark, albo bawił się nią, dopóki nie stracił zainteresowania. Anthony należał do tej drugiej grupy. Jednak kiedy zamknął ją w saunie, by ją spalić, naprawdę myślała, że Anthony chce jej śmierci. Jedynym powodem, dla którego ją wypuścił, było to, że obiecała nigdy więcej nie uciekać. Jakie to przerażające… Mając coś na myśli, Anne pobiegła z powrotem do pokoju, by poszukać paszportu i dowodu osobistego, i odkryła, że ich tam nie ma. Wpadła w panikę, a łzy trysnęły jej z oczu. Czuła się bezradna. Wiedziała, że są u Anthony'ego i że ich nie odda. Jak bez nich mogłaby wrócić do swoich dzieci? Kiedy powiedziała, że nie wyjedzie, chciała go tylko powstrzymać… Jej jedyna nadzieja runęła w piekło, wpędzając Anne w rozpacz. Myślała, że dzisiaj będzie w domu ze swoimi dziećmi, że będzie tulić ich miękkie, pachnące niemowlęciem ciałka, słyszeć ich dziecinne głosy… Anne położyła się z powrotem do łóżka z załzawionymi oczami. W tamtym momencie tęskniła za dziećmi. Czekała, aż zapadnie noc, zanim zadzwoni do nich na wideo. Nie mogła jeszcze odejść. Nancy musiała być dość zmęczona opieką nad trójką dzieci w pojedynkę. Anne nie spała do drugiej w nocy. Tam, gdzie były dzieci, była około dziesiąta rano. Wstała z łóżka i zamknęła drzwi od wewnątrz. Następnie poszła do łazienki i zamknęła drzwi. Upewniwszy się, że jest bezpiecznie, wyjęła telefon z bielizny. Włączyła go i zadzwoniła do Nancy. Połączenie zostało szybko odebrane. Zmartwiona twarz Nancy pojawiła się na ekranie. — Anne… — Mama! — Mama! — Mama! Zanim Anne zdążyła się odezwać, dzieci biły się o to, by z nią porozmawiać. Trzy małe główki pojawiły się na ekranie, wpatrując się w nią wielkimi i pięknymi oczami. Widząc ich delikatne policzki, oczy Anne zaszły łzami. Powstrzymała ból i odpowiedziała: — Mama jest tutaj. Czy byliście grzeczni dla Nancy? — Tak! — Tak! — Tak! — To bardzo dobrze… — Anne patrzyła na dzieci z tęsknotą, a jej drżące dłonie mogły jedynie dotykać ekranu telefonu, by zrekompensować jej nieobecność. — Mamo, kiedy wracasz? — zapytała dziewczynka żałośnie, ze łzami w oczach. — Mama powiedziała, że niedługo wróci! — powiedział niecierpliwie syn o donośnym głosie i temperamencie. Powstrzymywał łzy. — Dziesięć dni! — powiedział smutno drugi syn. Wydawał się samotny i miał łzy w oczach. Anne poczuła ból. Spuściła głowę, by opanować uczucia. Kilka sekund później podniosła wzrok i wymusiła uśmiech. — Mama musi tu coś załatwić. Jak tylko to załatwię, wrócę do domu, dobrze? — Jak długo to potrwa? — zapytał Charlie, jeden z synów. Anne też nie wiedziała jak długo. Jednak nie mogła pozwolić dzieciom się o tym dowiedzieć. — Pewnie niedługo. Ale obiecuję wam wszystkim. Będę do was dzwonić na wideo, póki mnie nie ma, dobrze? — Mamo… — Chloe załkała cicho. — Bądźcie grzeczni, nie płaczcie. Postaram się wrócić wcześniej, dobrze? — powiedziała Anne, jakby jej serce było przebijane. — Och… — zgodziła się bezradnie Chloe i pociągnęła noskiem żałośnie. — Codziennie! — powiedział Charlie. Anne nie wiedziała, czy będzie mogła dzwonić do nich codziennie. Zamiast tego powiedziała: — Postaram się… — Tęsknię za mamą… — powiedział smutno Chris, a jego oczy były zgaszone. — Mama też za wami tęskni. Tęsknię za wami tak bardzo… — Anne powstrzymywała łzy, mówiąc to. Jakże chciała móc wejść do telefonu, by przytulić swoje dzieci i je pocieszyć. Ból rozłąki z dziećmi był nie do zniesienia. Chociaż dzieci miały zaledwie dwa lata i nie mówiły płynnie, ich myślenie wykraczało poza inne dzieci w ich wieku. Patrzyła na twarze trójki dzieci. Chloe była jej miniaturową wersją, podczas gdy Charlie i Chris byli miniaturowymi wersjami Anthony'ego. To sprawiało, że czuła się jeszcze bardziej nieswojo. Nie kochała ich mniej tylko dlatego, że wyglądali jak Anthony. Martwiła się po prostu, że mogą zostać jej odebrani. Anthony nigdy nie pozwoliłby kobiecie, której tak bardzo nienawidził, mieć jego dzieci… Rozmawiała z dziećmi i obserwowała je, gdy jadły obiad. Dwulatki nauczyły się jeść samodzielnie. Ich pulchne rączki trzymały łyżki, gdy same się karmiły. Były tak urocze i czarujące. Groza, którą przeżyła wczoraj, natychmiast zniknęła. Gdy patrzyła na dzieci z miłością, nagle wyczuła jakiś ruch. Podskoczyła w szoku. Drzwi do łazienki pozostawały nieruchome. A jednak coś upiornego sączyło się zza drzwi. Atmosfera zwykle stawała się upiorna wraz z nagłym pojawieniem się Anthony'ego. W sypialni nikogo nie było. Jego ostre oczy zerkały na oświetloną łazienkę.

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki

Rozdział 8 – Jego Znak, Jej Skóra | Czytaj powieści online na beletrystyka