Jego Znak, Jej Skóra

Jego Znak, Jej Skóra

Autor: Anya Moreau

Rozdział 2
Autor: Anya Moreau
3 mar 2026
Biegnąc w głąb zaułka, Anne trafiłaby w ślepy zaułek. Dlatego wybiegła w stronę ruchliwej ulicy. Gdyby dotarła do głównej drogi, mogłaby złapać taksówkę i uciec! Jednak gdy dotarła na pobocze, złapanie taksówki nie było łatwe. Mężczyźni wciąż ją gonili! Anne desperacko szukała miejsca, gdzie mogłaby się ukryć. Zauważyła zaparkowanego Rolls-Royce'a po drugiej stronie ulicy. Bez wahania pobiegła w jego stronę i schowała się za samochodem. Anne łapała oddech, opierając się o bok auta. Szyby były przyciemniane i nie widziała nic w środku. Widziała tylko swoje spanikowane odbicie. Telefon w jej torebce zadzwonił, a ona odebrała go w szoku. Wyjrzała ostrożnie i zobaczyła ochroniarzy rozglądających się za nią. Szybko schowała się z powrotem za samochód. Po drugiej stronie słuchawki Sarah zapytała: – Anne, gdzie poszłaś? Nie mogę cię znaleźć w toalecie! – Ciociu, ja… Już wracam. – Co? Do hotelu? Powinnaś wrócić ze mną do domu! Przygotowałam ci nawet pokój, ten sam, w którym kiedyś mieszkałaś… Słuchając Sarah, usłyszała ruch za swoimi plecami. To był bardzo cichy dźwięk: opuszczana szyba samochodu. Ciało Anne zamarło na moment. Słuchała telefonu, jednocześnie odwracając się, by sprawdzić, co się dzieje. W miarę jak szyba powoli zjeżdżała w dół, ukazały się rysy mężczyzny siedzącego w środku. Jego przystojna twarz była równie oszałamiająca w ciemności. Jego ciemniejące oczy natychmiast zatrzymały oddech Anne. Nie słyszała już, co mówi Sarah. – Ach! – krzyknęła Anne w szoku, zataczając się do tyłu. – Anne? Wszystko w porządku? – zapytała z niepokojem Sarah. Anne szybko zakończyła połączenie i schowała telefon do torebki, po czym odwróciła się, by odejść. Jednak gdy tylko chciała ruszyć, ochroniarze ją zauważyli i podbiegli do niej, odcinając drogę ucieczki. Drzwi samochodu otworzyły się i wysiadł z niego Anthony. – Czy wiesz, że uciekanie ode mnie jest niebezpieczne? Jego głos był niski i zimny. Anne odwróciła się do niego i zapytała ze strachem: – Dlaczego ty… Anthony ścisnął jej twarz i przyciągnął ją do siebie… – Ała! Użył takiej siły, że myślała, iż łamią się jej kości. – Myślałem, że nigdy nie wrócisz! – Ciemne oczy Anthony'ego błysnęły upiornie, gdy pochylił się do jej ucha i wyszeptał: – Anne Vallois. Zbladła, czując jego ciepły oddech przy uchu i słysząc ten głos niczym u demona. Anthony chwycił ją za kark i siłą wrzucił do samochodu… – Ała! W środku było przestronnie. Anne upadła na dywanik samochodowy, zanim Anthony wszedł za nią, zamykając drzwi. Samochód ruszył z piskiem opon i zniknął w nocy. Wyglądało to na zaplanowane porwanie. Anne ze strachem wyjrzała przez okno i zapytała: – Gdzie mnie zabierasz? Wypuść mnie! Anthony przyparł ją ciałem, emanując przerażającą aurą. Zacisnął palce na jej podbródku, zmuszając, by spojrzała mu w oczy. Zapytał upiornie: – Czy ty mi mówisz, co mam robić? – Nie… nie… – Czy nie nazywałaś mnie bratem, kiedy z nami mieszkałaś? Niech usłyszę to jeszcze raz. – Nie… nie… Odeszłam od rodziny Marwoodów dawno temu. Przyjechałam tu tylko na przyjęcie. Przepraszam. Nie wrócę więcej do Luton, przysięgam! – Jakkolwiek mocno starała się powstrzymać strach, jej ciało wciąż drżało. – Wyglądasz, jakbyś się mnie bała? Hmm? – Anthony uniósł jej podbródek niczym drapieżnik bawiący się swoją drżącą ofiarą. Anne nie śmiała wydać z siebie dźwięku. Anthony był przerażający jak demon. Po tych wszystkich latach stał się jeszcze straszniejszy. Nigdy nie zapomniała bólu, jaki zadano jej w rezydencji Marwoodów. Zwłaszcza teraz, gdy miała trójkę jego dzieci. Strach przed nieznanym przytłaczał ją… – Błagam cię, puść mnie. Zniknę z Luton i nigdy nie wrócę. Błagam… – Anne miała łzy w oczach, a jej jasna i piękna szyja zesztywniała, gdy błagała. Ręce za plecami mocno zaciskała na torebce. Próbowała trzymać ją z dala od wzroku Anthony'ego, jakby jej sekret miał wyjść na jaw, gdyby tylko zobaczył torebkę… Anthony gładził jej podbródek palcami, które były tak szorstkie. Czuła je niczym nóż przyłożony do gardła. – Skoro wróciłaś, nie próbuj uciekać – warknął chłodno Anthony, po czym z obrzydzeniem odepchnął jej twarz. Anne rozpłakała się, szlochając: – Błagam cię… Anthony jedynie oparł się wygodnie na siedzeniu, chłodno obserwując tę zaniepokojoną kobietę. Reflektory Rolls-Royce'a przebijały ciemność. Dwadzieścia minut później samochód wjechał na teren najdroższej i bezcennej prywatnej rezydencji. Anne pozostała na siedzeniu, z lękiem obserwując, jak Anthony wysiada z auta. – Czekasz na specjalne zaproszenie, żeby wysiąść? – Jego wrogi głos dobiegł z zewnątrz. Anne zobaczyła, jak otwarte drzwi lekko się poruszają. Wyciągnęła rękę, by otworzyć drugie drzwi i wysiąść z drugiej strony. To były drzwi znajdujące się najbliżej niej, więc nie musiała przeczołgiwać się na drugi koniec. Chwyciła torebkę i wysiadła z samochodu. Po zamknięciu drzwi szybko wyjęła telefon z torebki, by go wyłączyć. Tutaj była noc, podczas gdy za granicą był ranek. Bała się, że zadzwonią jej dzieci albo niania. Gdyby to zrobili, Anthony by się dowiedział! Musiała odblokować telefon, żeby go wyłączyć. Drżącymi palcami wpisała sześć cyfr, by odblokować ekran. Z powodu zdenerwowania wpisała błędne cyfry i musiała wpisywać ponownie… Samochód zasłaniał Anne przed Anthonym. Ten ostatni przeszył ją wzrokiem ciemnym jak oczy sowy. Zobaczył Anne stojącą w bezruchu z zaniepokojonym wyrazem twarzy. – Na co czekasz? Anne wyglądała, jakby w końcu przypomniała sobie o oddychaniu. Było blisko… Spojrzała na przypominającą zamek rezydencję obok siebie. Zaczęła błagać: – Ja… chciałabym wyjść… Mogę… zatrzymać się w hotelu… Ała! Zanim zdążyła dokończyć zdanie, Anthony podszedł do niej i chwycił ją za szyję tak mocno, że pociemniało jej w oczach. – Auć… Mogę iść, sama mogę iść… – Anne Vallois, przypominam ci, że nie mam cierpliwości! – Anthony popchnął ją z siłą. Anne prawie potknęła się na szpilkach i oparła o samochód, by odzyskać równowagę. Po wejściu do rezydencji poczuła, jak bardzo jest malutka. To było tak, jakby z nieba spadła luksusowa sieć, więżąc ją i uniemożliwiając ucieczkę. Salon był wielkości całych domów innych ludzi. Anne stała tam jak wryta, nie śmiąc się ruszyć. Mgliście wiedziała, gdzie jest: była w rezydencji Anthony'ego.

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki

Rozdział 2 – Jego Znak, Jej Skóra | Czytaj powieści online na beletrystyka