Marcella Vance spędziła swoje pierwsze życie, błagając o ochłapy uczuć od rodziny, która odnalazła ją po dwudziestu jeden latach, tylko po to, by zostać wrobioną przez swoją „idealną” siostrę i zrzuconą z dachu przez własnych braci. Teraz powróciła. Budząc się miesiąc po rozpoczęciu swojego koszmaru, Marcella wybiera inną drogę: całkowite wyrzeczenie się nazwiska Vance. W ciągu dwudziestu czterech godzin obnaża fałszywą maskę swojej siostry, pakuje walizki i podpisuje kontrakt małżeński z tajemniczym miliarderem o zimnym spojrzeniu, którego poznała dzięki ogłoszeniu. Myślą, że jest żałosną „dziewczyną z prowincji”, ale gdy wkracza w neonowe światła elitarnego półświatka i w ramiona mężczyzny potężniejszego, niż Vance’owie mogliby kiedykolwiek marzyć, Marcella pokaże im, że niektóre pożary mają za zadanie spalić wszystko do szczętu.

Pierwszy Rozdział

Pac! W pokoju rozległ się huk spoliczkowania, a Marcella Vance runęła na ziemię. Jej ojciec, Darius Vance, górował nad nią, kipiąc ze wściekłości. „Marcella, ty żmijo! Jak mogłaś odurzyć Brielle i zostawić ją w łóżku jakiegoś faceta? Byłoby po niej, gdybyśmy nie znaleźli jej na czas!” Marcella, słaba i wycieńczona, protestowała: „Nie... Tato, to nie byłam ja. Przysięgam!” „Zamknij się!” Darius kopnął ją mocno w brzuch, aż zwymiotowała, a w całym pokoju rozniósł się fetor. Stanął nad nią, a jego oczy przepełniała furia. „Jeśli cokolwiek stanie się Brielle, jesteś skończona!” Wtedy jednak żona Dariusa, Lenora Vance, zawołała spanikowana: „Kochanie, zapomnij o niej. Musimy jechać do szpitala. Brielle nas potrzebuje!” „Już idę!” – odkrzyknął Darius. Wyszli, trzaskając drzwiami. Marcella leżała skulona na zimnej podłodze, drżąc z pianą na ustach i szepcząc: „To nie ja. Nie skrzywdziłam Brielle...” Trzęsąc się z zimna, czując przeszywający ból, straciła przytomność. Czas wlókł się niemiłosiernie. We śnie Marcellę nagle wyrwało ze snu szarpnięcie za włosy. Otworzyła oczy i zobaczyła Dariusa wpatrującego się w nią z wściekłością. Szamotała się, a w jej głosie brzmiał ból. „Tato! Przestań! To boli...” „Boli? Myślisz, że to jest ból? Twoja siostra walczy o życie na intensywnej terapii przez ciebie! Jesteś okropną córką. Po co ja w ogóle zawracałem sobie głowę sprowadzaniem cię z powrotem?” – wrzeszczał Darius. Nie słuchał Marcelli; zamiast tego wlókł ją jak szmacianą lalkę, obok chłodnych szeptów służby, z piwnicy aż na dach. Po drodze Marcella nabawiła się wielu sińców i zaczęła krwawić, ale Dariusa to nie obchodziło. Z głośnym hukiem uderzył jej głową o szklane drzwi prowadzące na dach. Od uderzenia Marcelli zakręciło się w głowie. Rozciął jej czoło, a krew zalała jej twarz, wyglądając przerażająco. Nadepnął na jej dłoń, miażdżąc ją, i zażądał: „Pytam cię po raz ostatni, Marcella. Przyznasz się teraz?” „Ja... ja nie... Tato, naprawdę tego nie zrobiłam...” – łkała. „Wypierasz się? W takim razie klęcz tutaj, aż zmądrzejesz!” Darius zostawił ją tam, zamykając za sobą drzwi na klucz. W grudniowym mrozie Marcella miała na sobie starą piżamę, którą kiedyś nosiła Brielle – teraz podartą przez Dariusa, odsłaniającą świeże, bolesne zadrapania. Trzęsła się gwałtownie i jąkała: „To nie ja... to nie ja...” Każde słowo sprawiało jej głęboki ból. „Dlaczego rodzina mi nie ufa? Tak desperacko pragnęłam ich miłości, a oni tak ciężko pracowali, by mnie odnaleźć. Dlaczego wszystko idzie tak źle?” – zastanawiała się, a jej oczy powoli traciły blask. Po nie wiadomo jak długim czasie drzwi otworzyły się z hukiem. Na widok brata w oczach Marcelli błysnęła nadzieja. „Hej, ja...” Ale on uderzył ją mocno w twarz. „Ty potworze! Jak mogłaś skrzywdzić Brielle? Ona jest sama w sobie dobrem! Powinienem cię teraz po prostu wykończyć!” Jego dłoń zacisnęła się na jej szyi, dławiąc ją. Pozostali bracia dołączyli, okładając ją razami; ich ciosy były bezlitosne i okrutne. Skatowane, posiniaczone i odmrożone ciało Marcelli nie mogło się już ruszać. Jej świadomość zaczęła odpływać, a zimno przenikało aż do kości. Głos Dariusa był pełen gniewu i brutalności. „Zrzućcie ją z dachu! Nie wierzę, że to moje dziecko. Jak już zginie, oddajcie ją psom na pożarcie”. Marcella resztką sił podniosła wzrok i zobaczyła, jak Darius i Lenora patrzą na nią z pogardą, jakby była najgorszym śmieciem. Zrobili jej to właśni bracia, podczas gdy rodzice tylko się przyglądali. Byli wściekli o coś, czego nawet nie zrobiła, a wszystko dlatego, że ucierpiała ich ulubienica, Brielle. „Gdzie w tym wszystkim jest miejsce dla mnie? Czy ja też nie jestem z rodziny Vance? Dlaczego uważają mnie za mniej ważną od Brielle? Skoro tylko ona się dla nich liczy, to po co robili tyle zamieszania, by sprowadzić mnie do domu? Za każdym razem, gdy prawie się poddaję, przyciągają mnie z powrotem odrobiną nadziei, tylko po to, by znów mnie zniszczyć. Co za żart... Jakie to absurdalne!” – pomyślała Marcella. Wtedy, gdy bracia ciskali ją z dachu, właściwie się uśmiechnęła. Po raz pierwszy poczuła się wolna i zamknęła oczy. Uwięziona w cieniu idealnego wizerunku Brielle, łaknąca choćby grama miłości, będąc nieustannie manipulowaną – Marcella miała dość. W innym życiu trzymałaby się od tego wszystkiego z daleka. ***** Marcella myślała, że umarła, ale nagle odkryła, że żyje, stojąc w garderobie. Wróciła do przeszłości, zaledwie miesiąc po zamieszkaniu z rodziną Vance. Był 21 czerwca 2030 roku. Marcella, wraz z Lenorą i Brielle, przebywały w luksusowym butiku, by kupić nową kolekcję Chanel. Wspomnienie jej makabrycznego końca było wciąż żywe. Zamknęła oczy, wzięła głęboki oddech i zmusiła się do zaakceptowania faktu, że otrzymała kolejną szansę od losu. Gdy ponownie otworzyła oczy, przepełniała je determinacja. To była jej nowa szansa i zamierzała ją w pełni wykorzystać. Wtedy Brielle Vance odsunęła zasłonę. „Marcella, siedzisz tu całą wieczność! Masz, mama przysłała najnowszą bluzkę Chanel, żebyś przymierzyła” – uśmiechnęła się. W obliczu udawanej słodyczy Brielle, Marcella przypomniała sobie, co wydarzy się później. Powiedziała tylko chłodno: „Przyjęłam”. Wzięła bluzkę i szybko zasunęła zasłonę, zostawiając Brielle z zamrożonym uśmiechem na twarzy. Brielle nie mogła przestać myśleć: „O co chodzi z tą Marcellą? Jakoś się zmieniła. Kiedy tylko wróciła, nie odstępowała mnie na krok, przymilając się jak zagubiony szczeniak. A teraz mi pyszczy? Ha!” Jednak tylko uśmiechnęła się pod nosem, myśląc o nadchodzącym upadku Marcelli.

Odkryj więcej niesamowitych treści