Brielle chwyciła Lenorę za ramię, szlochając: „Mamo, proszę, nie gniewaj się na Marcellę. Nie sądzę, żeby chciała komuś zaszkodzić. Może po prostu pękła, wiesz?”
Gniew Lenory nieco ostygł. Nie zachowała się sprawiedliwie, robiąc scenę i publicznie nazywając Marcellę złodziejką bez dowodów.
„Dobrze, jeśli jesteś niewinna, to winna ci jestem przeprosiny”. Lenora nie należała do osób unikających odpowiedzialności. Jeśli pomyliła się co do Marcelli, przyzna się do błędu.
Marcella rzuciła Lenorze lodowate spojrzenie, ale nic nie powiedziała. Poszła za ekspedientką, by poddać się kontroli.
Oczy Brielle lśniły od łez. „Mamo, czy myślisz... że może Marcella jest teraz inna?”
„Skarbie, widziałam już wystarczająco dużo. Nie było jej przez 21 lat, nie my ją wychowaliśmy. Na początku starała się dopasować, być pokorna i miła. Ale prędzej czy później prawdziwa natura każdego wychodzi na jaw, na dobre lub na złe. Brielle, musisz pamiętać, że Marcella może i nosi nazwisko Vance, ale to ty jesteś prawdziwą dumą tej rodziny. Trzymaj się z dala od jej złego wpływu”.
To był najgorszy koszmar Lenory: Marcella zwracająca się do niej po imieniu, wykazująca obojętność wobec Brielle. Czuła, że Marcella wcześniej się hamowała; teraz tak szybkie pokazanie prawdziwego oblicza było niepokojące.
Łzy wezbrały w oczach Brielle. Pokręciła głową, mówiąc: „Nie mogę uwierzyć, że Marcella mogłaby kraść. Po prostu nie mogę”.
Wzdychając, Lenora pogłaskała Brielle po włosach. „Jesteś zbyt dobra i zbyt naiwna. Za bardzo cię chroniliśmy”.
Widząc Brielle w takim stanie, niechęć Lenory do Marcelli rosła. Zastanawiała się nawet, czy sprowadzenie Marcelli nie było błędem. Dzieliły je teraz całe światy.
Marcella wróciła z kierownikiem sklepu, który przepraszał Lenorę. „Przepraszam, pani Vance. Nie usunęliśmy poprawnie klipsa zabezpieczającego i to nasza wina. Zrekompensujemy to państwu...”
„Co?” Lenora była zaskoczona. Spośród wszystkich scenariuszy, wadliwy klips nie przyszedł jej do głowy.
Tracąc zwykłe opanowanie, Lenora powiedziała: „To poważny błąd!”
„Bardzo przepraszamy... To się więcej nie powtórzy...”
W oczach Brielle mignęła ukryta panika. Szepnęła do siebie: „To miało być...”
Spojrzenie Marcelli sprawiło, że serce Brielle zabiło szybciej, więc wypaliła: „Dzięki Bogu, że to zamieszanie się wyjaśniło. Mówiłam ci, że Marcella nie zrobiłaby czegoś takiego, prawda?”
Przyciskana do muru Lenora wymamrotała: „Ja... przepraszam, Marcella. Byłam...”
„Chodźmy do domu. Musimy porozmawiać” – oświadczyła Marcella, wychodząc pierwsza.
Lenora zgromiła wzrokiem kierownika. „O waszym błędzie porozmawiamy później!”
Kierownik był bliski płaczu, myśląc: „Gdyby to nie była pani Vance, taki błąd mógłby ujść płazem. Co za pech!”
Gdy Marcella i jej rodzina opuścili sklep, atmosfera w samochodzie była gęsta od napięcia. Brielle, chcąc załagodzić sytuację, zaczęła ostrożnie: „Marcella, nie gniewaj się, dobrze? Mama naprawdę nie chciała—”
„Brielle, o czym ty myślałaś, wsuwając te szminki Chanel do swojej torebki w sklepie?” – Marcella przerwała jej lodowatym tonem.
Brielle stała się blada jak ściana. „Ja... Nie, nie zrobiłam...”
Zanim Lenora zdążyła się wtrącić, Marcella chwyciła torebkę Brielle i opróżniła ją na siedzenie. Wypadły dwie szminki Chanel z limitowanej edycji. Wskazała na nie i zapytała: „Wyjaśnij to”.
Brielle wykrztusiła, przerażona: „One... nie wiem, jak się tam znalazły...”
Lenora objęła ją opiekuńczo ramieniem. „Marcella, nie możesz rzucać oskarżeń bez powodu. Jeśli to szminki Brielle, to dlaczego alarmy nie zawyły, gdy wychodziłyśmy?”
„Bo to testery, nie na sprzedaż. Nie mają klipsów zabezpieczających. Wygląda na to, że Brielle ma kosztowny gust”. Słowa Marcelli ociekały sarkazmem, a Lenora połknęła haczyk, zaciekle broniąc drugiej córki. „Wystarczy, Marcella! To musiał być przypadek. Zwrócimy je i nie ma problemu. Nie będziesz pomiatać Brielle”.
„Pomiatać? Nazwałaś mnie złodziejką przy pierwszym dźwięku alarmu. Ale w przypadku Brielle to pomyłka? Jeśli to był taki przypadek, to dlaczego są dwie? Jest pani niesamowita, pani Vance. Zawsze ma pani gotową wymówkę dla Brielle”.
„Marcella! Dajemy Brielle mnóstwo takich rzeczy w każdym sezonie. Nie musiałaby ich kraść. Jest z nami całe życie, była odpowiednio traktowana. Nie pozwolę ci szkalować imienia twojej siostry, nie w moim domu”.
Marcella tylko wzruszyła ramionami. Patrzenie na to, jak ślepo Lenora broni Brielle, było absurdalne. Czasami Marcella zastanawiała się, czy nie doszło do jakiejś pomyłki, ale nie, test DNA nie kłamał. Była rodowitym dzieckiem Vance'ów, tak samo jak Brielle. Jednak podwójne standardy były aż nazbyt wyraźne. Zwykłe podejrzenie zmusiło Marcellę do błagania o wybaczenie, ale Brielle ufano bez pytań. Dla Marcelli ta ironia była niemal zabawna. Cóż, po dzisiejszym dniu to już nie będzie jej problem.
Dyskretnie wyłączyła nagrywanie w telefonie i tępo wpatrywała się w okno.
„Mamo, przysięgam, że nie rozumiem, jak to się stało...” Brielle, zanosząc się płaczem, przylgnęła do Lenory, rzucając Marcelli nieufne spojrzenie.
Lenora uścisnęła dłoń Brielle, pocieszając ją. „Ćśś, już dobrze, wierzę ci. Nie zrobiłabyś czegoś takiego”.
*****
Gdy luksusowe auto podjechało pod rezydencję Vance'ów, radosny głos zawołał: „Mamo, Brielle, miło spędziłyście czas na zakupach?” Mówiący minął Marcellę, jakby w ogóle jej tam nie było.
















