Marcella wyszła na zewnątrz z założonymi rękami, patrząc na Rexa z góry, jak na małą mrówkę, którą zaraz zmiażdży.
Rex był tak przerażony spojrzeniem Marcelli, że ledwo mógł się ruszyć. Próbował wstać, ale brakowało mu sił, by choćby cofnąć się w ramiona Nasha.
— Wezwałaś policję? — Twarz Nasha pobladła.
Jeśli ta sprawa wyjdzie na jaw, a Marcella będzie ją kontynuować, sprowadzi to wielkie kłopoty
















