Data moich trzynastych urodzin zbliżała się wielkimi krokami. Dni mijały tak szybko, że zastanawiałem się, czy wszechświatowi spieszy się, bym w końcu przeszedł przemianę. Wiedziałem jednak, że to tylko mój własny lęk sprawiał, że rok zdawał się toczyć szybciej niż zwykle. Czy cieszyłem się na urodziny? To było pytanie, na które nie znałem odpowiedzi.
Nie miałem rodziny, która by ze mną świętowała, ani przyjaciela, który obudziłby mnie strumieniem wody lub urodzinową piosenką. Poza tym watahy nawet nie obchodziło, czy zmienię postać, czy nie. Po prostu nie wiedziałem, czy powinno mnie to ekscytować, więc trzymałem emocje na wodzy.
Westchnąłem cicho, bawiąc się gąbką z mydlinami, a myślami wracając do dzisiejszego dnia w szkole. Wpadłem w kłopoty u jednej z nauczycielek, bo nie skończyłem zadania na czas. Wyglądała na tak wściekłą, że wyżyła się na mnie z irytacją. Nie do końca rozumiałem, dlaczego musiała być tak agresywna – to był mój pierwszy taki błąd, a ona zachowywała się, jakby tylko czekała na okazję, by mnie znękać.
– Jeśli zamierzasz spędzić cały dzień na myciu tych talerzy, to chyba powinienem przynieść ci poduszkę, żebyś mógł na nich spać.
Ktoś skomentował za moimi plecami z niesmakiem. Syknąłem pod nosem, nie dbając o to, kto to był.
– To byłoby miłe z twojej strony. Może przy okazji zechciałbyś rozmasować moje obolałe mięśnie? – odpysknąłem mu złośliwie, przewracając oczami.
– Pilnuj tego swojego niewyparzonego języka, bo wpędzi cię w poważne kłopoty. Nie mam dziś dla ciebie czasu, więc po prostu cię zignoruję – odpowiedział, a ja prychnąłem.
– Powinieneś był zdać sobie z tego sprawę wcześniej, pilnować własnego nosa i nie zakradać się do mnie jak jakiś bezrobotny kretyn – odparłem, wracając do swoich obowiązków. Usłyszałem, jak cicho warknął, zanim wybiegł z kuchni.
Głupi Todd. Nie rozumiem, za kogo on się uważa. Czy myśli, że skoro przyjaźni się z przyszłym Alfą, to będę się go bał? Jeśli tak sądzi, to grubo się myli.
Jedynymi ludźmi, których się boję i którym okazuję szacunek w tej watasze, są rodzina Alfy i rodzina Bety Turnera. Tylko ich się lękam. Ale to nie znaczy, że nie mówię tego, co myślę, gdy trzeba. Nie dam sobą pomiatać.
Staram się jednak omijać kłopoty jak najszerzej, dla własnego dobra, bo wiem, że nikt nie stanie w mojej obronie. Lepiej było unikać problemów.
Ale przyjaciel Silasa myśli, że jestem popychadłem tylko dlatego, że szanuję go jako mojego przyszłego Alfę. Sądzą, że mogą liczyć na takie samo traktowanie, ale ja nigdy nie waham się pokazać im, gdzie ich miejsce.
Sprzątnąłem szeroki blat wyspy kuchennej i całą kuchnię. Cieszyłem się, że nikt nie wchodzi, bo wciąż musiałem zamieść i umyć podłogę. Skończyłem zamiatanie, więc szybko chwyciłem mop i wiadro, dodając odrobinę środka dezynfekującego do wody z mydłem, a potem zacząłem myć podłogę.
Byłem w połowie pracy, gdy zauważyłem, że ktoś wchodzi do kuchni. Mój wzrok podążył za śladami jego stóp, widząc brudne plamy, jakie zostawiał na mokrej podłodze. Doprowadziło mnie to do szału. Czy on był ślepy? Syknąłem z irytacją, podnosząc głowę.
– Jesteś ślepy czy po prostu zbyt głupi, żeby zauważyć, że podłoga jest mokra? Nie widziałeś, że mopuję? – zapytałem rozwścieczony, chwytając go za ręce i ciągnąc do tyłu. Telefon, na którym był całkowicie skupiony, upadł z głuchym stukotem na mokrą posadzkę, ale zupełnie mnie to nie obeszło.
– Co do diabła? O co ci chodzi? – warknął na mnie, wyrywając rękę z mojego uścisku, a ja na niego fuknąłem.
– Gideonie, czy jak ci tam, zanim warkniesz na mnie swoją głupotą, spójrz za siebie i zobacz, jaki bałagan narobiłeś! Wiesz, jakie to męczące, że muszę robić to wszystko od nowa? Oczywiście, że nie wiesz. Założę się, że w domu nawet palcem nie kiwniesz, bo masz tatusia i mamusię, którzy dbają o każdą twoją potrzebę. Dlatego mogłeś tak bezmyślnie wejść na kogoś, kto wypruwa sobie żyły pracą, i dołożyć mu roboty! – odciąłem się z wściekłością, nie okazując najmniejszego zamiaru ustąpienia.
– Wow, wow, spokojnie, tygrysie. Wyluzuj, dobrze? Nie patrzyłem… poza tym, skąd znasz moje imię? – zapytał, a ja miałem ochotę zdzielić go kijem od mopa. Czyli wszystko, co powiedziałem, nie miało dla niego znaczenia, a on pyta, skąd znam jego imię?!
– Czy to naprawdę jest teraz ważne? Jestem dla ciebie jakimś żartem? Powinieneś przeprosić, a nie zadawać mi głupie pytania – wypaliłem, a on się roześmiał. Czy ten chłopak sobie ze mnie kpi?
– Dobra, wyluzuj, przepraszam. Rzeczywiście nie uważałem i nie wiedziałem, że podłoga jest mokra. Miałem wzrok wbity w telefon, mój najlepszy przyjaciel pisał coś bardzo ważnego. Przepraszam, że dołożyłem ci pracy, sam to za ciebie posprzątam – odpowiedział z uśmiechem, wyrywając mi mop z ręki, by zetrzeć ślady, które zostawił. Powstrzymałem go.
Jego odpowiedź mnie oszołomiła. Czy on nie jest jednym z przyjaciół Silasa? Spodziewałem się, że odpowie mi obelgą albo nawet mnie popchnie, jak większość z nich, ale on mnie zaskoczył i przeprosił. Teraz to ja poczułem się jak zły człowiek za to, że tak na niego naskoczyłem.
Uniósł brwi, widząc, że wciąż mocno trzymam kij.
– Co? Nie musisz. Sam to zrobię. Następnym razem zwracaj uwagę na otoczenie. Po prostu weź telefon i idź sobie.
Odpowiedziałem, odchodząc od niego zawstydzony i zacząłem sprzątać bałagan. Zakaszlał niezręcznie, schylając się po telefon.
– No to wezmę tylko to, po co przyszedłem, i znikam. Przepraszam – powtórzył, przeszukując szafki, po czym wydał z siebie dźwięk satysfakcji i wyszedł z kuchni tylnymi drzwiami.
A ja zastanawiałem się, dlaczego przeprosił i dlaczego nie zrobił sceny ani nie próbował nade mną dominować.














