Okrutna litość: Omega, nad którą się ulitował, i partner, którego odrzucił

Okrutna litość: Omega, nad którą się ulitował, i partner, którego odrzucił

Autor: Lucien Vesper

Rozdział 2 *Wędrówka po okolicy*
Autor: Lucien Vesper
24 cze 2026
Dorastając w tak ogromnej watasze jak moja, wśród różnych rodzin – zarówno monogamicznych, jak i poligamicznych – obserwowałem promieniującą z nich miłość, to, jak zawsze się wspierali i nigdy nie zaniedbywali żadnego członka rodziny. Dla kogoś takiego jak ja, kto wychowywał się bez żadnej wiedzy o swoim pochodzeniu czy krewnych, był to widok bolesny. Jedna część mnie uwielbiała patrzeć na te rodziny, a druga im zazdrościła tego, czego ja nie miałem.        Tęskniłem za dniem, w którym będę miał rodzinę, którą będę mógł nazwać własną, którą będę mógł kochać, uwielbiać i pielęgnować. Chciałem stworzyć moją małą rodzinę, która kochałaby mnie tak mocno, jak ja ich. To była jedyna rzecz, o którą prosiłem w modlitwach, nigdy nie chciałem zbyt wiele. Ale życie bywa przewrotne.               Wychowywałem się w domu watahy, ale z tego, co mi powiedziano, pewna kobieta omega poprosiła Alfę o pozwolenie na opiekę nad mną kilka dni po śmierci mojej matki. Kilka lat później ta omega zmarła. Niewiele z tego pamiętam, bo byłem jeszcze brzdącem. Ale mam mgliste wspomnienia sytuacji, w których Luna mnie myła i tuliła do snu. Przestała to robić, ale nie pamiętam kiedy ani dlaczego.        Później niania, która pomagała zajmować się dziećmi, dbała o mnie przez większość czasu, dopóki nie stałem się wystarczająco duży, by samemu przygotowywać sobie kąpiel i myć podłogi w domu watahy. W wieku dziesięciu lat zacząłem okazjonalnie pomagać w drobnych pracach domowych.       Mogłem chodzić do szkoły w przeciwieństwie do innych omeg w watasze, ale te drobne prace były moją zapłatą za edukację, jedzenie i dach nad głową – i w żaden sposób nie zamierzałem na to narzekać. Miałem zapewnioną częściową opiekę, brakowało mi jedynie własnej rodziny, ale te kilka osób w domu watahy, które zwracały na mnie uwagę, traktowało mnie miło. Pomijając dzieciaki, które czasem wyśmiewały moje ubrania.           W wieku 12 lat byłem już w gimnazjum. Mój wilk jeszcze się nie zamanifestował, bo do moich trzynastych urodzin – kiedy to miałem po raz pierwszy zmienić postać – brakowało jeszcze kilku miesięcy. Bardzo na to czekałem. Jedynym rozczarowaniem był fakt, że po jedenastych urodzinach przestałem rosnąć i przybierać na masie. Miałem nadzieję, że urosnę bardziej po przemianie. To powszechne u naszego gatunku; widziałem, jak większość chłopców gwałtownie rośnie, gdy tylko objawi się ich wilk.     Na przykład syn naszego Alfy, Silas, i jego przyjaciele – ich rytuał przemiany odbył się rok temu i teraz Silas wygląda na szesnastolatka, mimo że ma dopiero trzynaście lat.    Wyszedłem z pokoju gościnnego, który miałem posprzątać, i schodziłem na parter do kuchni, by dokończyć zadania przed kolacją, aby móc odpocząć i odrobić lekcje. Nuciłem piosenkę, którą zawsze słyszałem z pokoju przyszłego alfy, machając trzymaną w ręku ścierką do kurzu, gdy nagle usłyszałem głosy dobiegające spod schodów prowadzących do apartamentu alfy.       Zmieniłem kierunek, idąc w stronę głosów. Usłyszałem odgłos uderzenia i przyspieszyłem kroku, zaglądając przez przerwę między szczeblami balustrady, by zobaczyć, co się dzieje.       – Powinnaś znać swoje miejsce i przestać być taką udręką. Nie rozumiem nawet, dlaczego ojciec nie wyrzucił cię z watahy.     Silas, przyszły Alfa, splunął na swoją ofiarę, a ta tylko syknęła. Wyciągnąłem szyję, by zobaczyć jej twarz, i uświadomiłem sobie, że to Rhiannon. Córka bety. Każdy członek tej watahy znał jej historię. Niektórzy mówili, że jest pod wpływem uroku, inni, że przyniesie stadu nieszczęście. Ale wszyscy wiedzieli o niej jeszcze przed incydentem z brakiem przemiany w dniu jej trzynastych urodzin. Spośród wszystkich rówieśników i przyjaciół, Rhiannon była jedyną, która się nie zmieniła.     Według Alfy było to coś, co nigdy wcześniej nie wydarzyło się w historii naszej watahy. Mogliby ją wygnać, gdyby nie to, że jej ojciec był drugą osobą w stadzie, a matka trzecią, i oboje byli bliskimi przyjaciółmi Alfy. Zamiast tego Alfa zdegradował ją do statusu omegi.    I odkąd zaczęła pracować w domu watahy, Silas postawił sobie za punkt honoru, by uprzykrzać jej życie.               Wymamrotała jakąś odpowiedź, sycząc, gdy próbowała odejść, ale przyszły Alfa szarpnął ją z powrotem za włosy. Aż wstrzymałem oddech na widok tak brutalnego traktowania. Silas spojrzał w górę, by sprawdzić, skąd dobiegł dźwięk, a ja gwałtownie się odwróciłem, chowając się za ścianą. Gdy tylko usłyszałem, że wrócił do znęcania się nad Rhiannon, pospiesznie uciekłem z tamtego miejsca.                   To zabawne, jak ludzie się zmieniają. Silas i Rhiannon byli kiedyś najlepszymi kumplami, robili prawie wszystko razem, a członkowie watahy podejrzewali, że mogą skończyć jako przeznaczeni. Ich bliskość była niezaprzeczalna. To straszne, jak oddany przyjaciel drastycznie zmienia się w przywódcę tych, którzy sprawiają, że czuje się jak śmieć, tylko dlatego, że zaczęła się od nich różnić.            Westchnąłem, kręcąc głową, gdy wszedłem do kuchni, posyłając cichą modlitwę do Bogini Księżyca. „Droga Bogini, cokolwiek zrobisz, proszę, nie dawaj mi wilka omegi” – błagałem w myślach.       Nie żebym miał coś przeciwko omegom, ale nie chciałem znaleźć się w takiej sytuacji jak Rhiannon. Wiedziałem, że nikt by nawet nie mrugnął okiem, gdybym stał się ofiarą prześladowań; nigdy nie chciałem być na jej miejscu ani przez to przechodzić. Jeśli jej przyjaciele mogli się od niej odwrócić, to jaki los spotkałby mnie, gdybym okazał się omegą?           Nie chciałem o tym myśleć. Westchnąłem, wracając do zmywania naczyń, gdy poczułem szarpnięcie za rękę. Talerz, który trzymałem, upadł na podłogę i roztrzaskał się w drobny mak.            – Alfo Silas – przywitałem go zaskoczony, kłaniając się jednak, by okazać szacunek.   – To ty byłeś przy schodach, prawda?        Zapytał z wyraźną irytacją, a moje oczy rozszerzyły się ze strachu. Czy on mnie widział? Potrząsnąłem gwałtownie głową, bojąc się własnego głosu. Był tylko rok starszy ode mnie, a jednak górował nade mną, jakby miał szesnaście lat. W tej chwili nie ufałem swojemu głosowi, więc nie odważyłem się otworzyć ust.    – Nie lubię, gdy się mnie okłamuje, maluchu. Czuję twój zapach w całym tamtym przejściu – powiedział, a ja zacząłem gorączkowo potakiwać.  – Co widziałeś? – zapytał. Znów potrząsnąłem głową, a on warknął.   – Używaj słów. Jesteś niemy? zapytał, a ja prawie znów potrząsnąłem głową, zanim w połowie ruchu się zatrzymałem. – Nic nie widziałem, Alfo – skłamałem, mając nadzieję, że mi uwierzy i po prostu zostawi mnie w spokoju.   – To drugi raz z rzędu, kiedy mnie okłamujesz. Nie wystawiaj mojej cierpliwości na próbę – warknął, a ja pochyliłem głowę w geście uległości.   – Wybacz mi, Alfo, nie chciałem nic widzieć – odpowiedziałem, a on westchnął. – Jeśli usłyszę choć słowo o tym, co dziś widziałeś, marnie skończysz – zagroził, wychodząc z kuchni, a ja odetchnąłem z ulgą… modląc się, bym nigdy więcej go nie spotkał.

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 97

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

97 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki

Rozdział 2 *Wędrówka po okolicy* – Okrutna litość: Omega, nad którą się ulitował, i partner, którego odrzucił | Czytaj powieści online na beletrystyka