Okrutna litość: Omega, nad którą się ulitował, i partner, którego odrzucił

Okrutna litość: Omega, nad którą się ulitował, i partner, którego odrzucił

Autor: Lucien Vesper

ROZDZIAŁ 10 * To nie koniec świata *
Autor: Lucien Vesper
24 cze 2026
    Pospieszyłem się z moim ostatnim obowiązkiem w domu watahy, którym było zamiecenie i posprzątanie całego dziesiątego piętra, zanim pójdę odebrać Trasha z placu zabaw i posprzątam piwnicę w budynku obok.  Rzadko muszę pracować aż tyle w dni powszednie, ale na moje nieszczęście Silas w jakiś sposób mnie wrobił i dostałem mnóstwo dodatkowych zadań od przełożonego omeg. Nie mogłem narzekać, bo wolałem robić to niż mierzyć się z Alfą Dominikiem. Często widywałem, jak wybucha gniewem, i uwierzcie mi, nie był to miły widok.         Poruszałem zmęczonymi mięśniami, wyciągając szyję i wydając westchnienie absolutnej ulgi, gdy zamykałem drzwi do ostatniego pokoju na dziesiątym piętrze.  Miałem jednak świadomość, że moja ulga nie potrwa długo, bo wciąż miałem dwa miejsca do wysprzątania.      Nie widziałem Gideona od kilku dni, choć obiecał, że będzie przy mnie podczas mojej pierwszej przemiany, by pomóc mi przez to przejść, jednak wcale na to nie czekałem. Naprawdę chcę mu ufać, ale jakaś część mnie wciąż się przed tym wzbrania. Zresztą, kto mówi, że w ogóle się pojawi, skoro nie ma go od czterech dni, a jutro są moje urodziny i o północy niechybnie zmienię się w wilka? Mój rzekomy przyjaciel, który obiecał mnie prowadzić, gdzieś przepadł, a ja przecież nie mogę pójść szukać go w domu. Nikt nie musiał mi mówić, że jego rodzice nie byliby zachwyceni, gdyby ich syn zadawał się ze mną. Robią mu wystarczająco dużo problemów za przyjaźń z Rhiannon; gdyby dowiedzieli się o mnie, rozpętałoby się piekło.      Wiedziałem więc, że pójście do niego nie wchodzi w grę. Szedłem ścieżką w stronę placu zabaw, kopiąc kamienie i patyki, starając się zająć umysł przypadkowymi myślami i nie martwić się o Gideona. Podniosłem głowę na dźwięk pękającej gałązki w oddali i zobaczyłem niesławną Rhiannon idącą w moim kierunku z kapturem nasuniętym głęboko na twarz. Widząc ją w pewnej odległości, przez głowę przemknęła mi pewna myśl, ale szybko ją odrzuciłem, kręcąc z niedowierzaniem głową. Zauważyłem, że Rhiannon przechyliła głowę na bok, prawdopodobnie zastanawiając się, co ze mną, do diabła, jest nie tak.          Przestałem kręcić głową i odwróciłem wzrok, gdy przechodziła obok, nie zwracając na mnie uwagi. Przełknąłem swoją głupią dumę i zatrzymałem się na moment.              "Eee, Rhiannon." Zawołałem ją niezręcznie. Zatrzymała się w miejscu i odwróciła, rzucając mi beznamiętne spojrzenie, po czym wskazała na siebie, jakby chciała się upewnić, czy to na pewno do niej mówię. Biorąc głęboki oddech, podszedłem bliżej, nagle czując się onieśmielony pod jej wzrokiem.                "Ja, ee, chciałem tylko zapytać, czy widziałaś gdzieś Gideona." Zapytałem, patrząc wszędzie, byle nie w jej puste, pozbawione duszy oczy. Przekrzywiła głowę, jakby zastanawiała się, czy mi odpowiedzieć, czy po prostu odejść. Po chwili otworzyła usta, a jej głos... Boże, jej głos był tak czysty i łagodny, a jednocześnie brzmiał na bardzo spięty.              "Dlaczego pytasz?" powiedziała, a ja w duchu wymierzyłem sobie policzka.   "Powiedziano mi, żeby mu coś przekazać, a nie widziałem go od jakichś czterech dni i, ee, nie mogę pójść do nich do domu, bo... mniejsza z tym. Po prostu chciałem wiedzieć, czy go widziałaś, skoro jesteście blisko i tak dalej", wydusiłem, starając się, by głos mi nie drżał. Przyglądała mi się przez kilka sekund, po czym westchnęła.           "Wiem, że kłamiesz, ale dzisiaj w ogóle go nie widziałam. Widziałam go wczoraj przez krótką chwilę, bardzo się spieszył. Myślę, że to sprawa jego rodziców. Nie wiem, czy to zaspokoi twoją ciekawość." odpowiedziała, po czym natychmiast odwróciła się na pięcie i odeszła, nie czekając na moją reakcję. Stałem tam osłupiały, gapiąc się na jej oddalającą się sylwetkę i zastanawiając się, skąd wiedziała, że przed chwilą skłamałem.          Otrząsnąłem się z tego dziwnego uczucia i przyspieszyłem kroku, wychodząc z zarośli. Gdy dotarłem na plac zabaw, starałem się pracować jak najszybciej, żeby skończyć na czas i wrócić do domu watahy, zanim zrobi się zbyt ciemno. Byłem w połowie zbierania śmieci z ziemi, gdy poczułem bolesne pchnięcie w klatce piersiowej, które sprawiło, że pod wpływem nagłego uderzenia padłem na kolana. Podpierając się prawą ręką o ziemię, lewą zacząłem masować pierś kolistymi ruchami, jęcząc cicho z bólu.  Sekundy później, myśląc, że to już koniec, spróbowałem wstać, ale gdy tylko wyprostowałem nogę, poczułem kolejne uderzenie, tym razem znacznie silniejsze. Runąłem na ziemię, krzycząc z bólu, a oczy zaszły mi łzami pod wpływem intensywnego cierpienia. Leżałem w tej pozycji, mając nadzieję, że ból minie i będę mógł wrócić do obowiązków.    Moje paznokcie płonęły; wbijałem je w ziemię, ale nie mogłem dłużej wytrzymać, bo mój palec nagle pękł. W tym samym momencie poczułem, jak pęka mój kręgosłup. Wykrzyknąłem z bólu, dysząc bezradnie, gdy moje dłonie wykręcały się nienaturalnie. Patrzyłem z przerażeniem, jak skóra na moich palcach i dłoniach schodzi niczym z banana, a w jej miejsce pojawiają się owłosione łapy z groźnymi pazurami. Ciężko oddychałem, gdy uderzył we mnie potężny błąd głowy. Próbowałem czołgać się w jakieś bezpieczne miejsce. To nie był jeszcze czas; nie mogłem pojąć, dlaczego muszę przejść przemianę na godzinę przed moimi oficjalnymi urodzinami. Ból nieco zelżał, więc spróbowałem wstać z nadzieją, że dociągnę się do domu watahy lub do lasu.     Gdy tylko podjąłem próbę stanięcia na nogach, te zachwiały się pode mną. Próbowałem utrzymać równowagę, ale wydawało się to daremne. Wiedziałem, że zaraz uderzę twarzą o ziemię, dopóki nie poczułem, jak czyjeś ramiona mnie obejmują i podnoszą. Ogarnął mnie ciepły zapach Gideona i nawet nie wiedziałem kiedy westchnąłem z ulgą. Kolejna fala bólu uderzyła w moje biodra, niemal łamiąc mnie wpół. Wydałem z siebie przeraźliwy krzyk, wbijając pazury w ramię Gideona.      "Mam cię, mam cię. Trzymaj się mnie", powiedział Gideon, zarzucając moją rękę sobie na ramię i pomagając mi zejść do piwnicy budynku przy placu zabaw. Posadził mnie, upewniając się, że opieram się plecami o drewnianą konstrukcję ścian, i pomógł mi zdjąć ubranie. Jęczałem i dyszałem z bólu, czując, jak na moim ciele wyrasta sierść, a kości zaczynają strzelać jedna po drugiej. Wiedziałem, że prawdziwa próba dopiero się zaczyna.     Patrzyłem na Gideona między ciężkimi oddechami, gdy on również zrzucał z siebie ubranie. Przycupnął na czworakach przede mną, dając mi znak, bym powtórzył jego ruch, co zrobiłem powoli i z wielkim trudem. Z każdym pęknięciem i wskoczeniem kości na miejsce, Gideon powoli, razem ze mną, zaczął przemieniać się w swojego wilka. Mogłem sobie tylko wyobrazić, jakie to było dla niego bolesne; choć się starał, nie mógł spowolnić tempa swojej przemiany i wkrótce stał przede mną jako wilk.               Kość w mojej kostce trzasnęła, a ja zawyłem z bólu. Wilk Gideona doskoczył do mnie, liżąc moją kostkę, która teraz pokryła się futrem i zamieniła w łapę. Po około godzinie krzyków, wycia oraz trzasku łamanych i nastawianych kości, dzięki temu, że Gideon obwąchiwał i lizał każdą część mojego ciała, w końcu w pełni przemieniłem się w wilka. W porównaniu do Gideona mój wilk był znacznie mniejszy, a czując różnicę w zapachu, wiedziałem, że stałem się wilkiem omegą. Nie mogłem powstrzymać żałosnego skowytu, który wydobył się z mojego pyska. Ze wszystkich rzeczy na świecie nie chciałem okazać się omegą.     Moje życie jako sieroty i tak było wystarczająco żałosne, a bycie omegą tylko pogarszało sprawę. Moje myśli pobiegły ku Silasowi i jego bandzie – na pewno zgotują mi piekło za wszystko, co im nagadałem. I szkoła... będę musiał przestać się uczyć. Omegi w naszej watasze nie mają przywileju kontynuowania nauki. Wyłem żałośnie, patrząc, jak całe moje życie staje w miejscu przez jedną zwykłą przemianę.          Gideon musiał wyczuć moją rozpacz, bo podszedł do mnie i polizał mnie za uchem. Spuściłem głowę ze wstydu. Skuliłem się, chowając głowę między łapami, a wilk Gideona zrobił to samo. Choć mój wilk próbował nawiązać z nim kontakt, nie byłem w stanie tego zrobić, więc całkowicie go zablokowałem, odmawiając jakiejkolwiek komunikacji. Po prostu nie mogłem, to nie tak miało być.    Poczułem, jak Gideon wstaje, i usłyszałem trzask kości wraz z pełnym ulgi jękiem. Słyszałem, jak szuka swoich ubrań, po czym podszedł i szturchnął mnie nosem. Podniosłem głowę, by na niego spojrzeć.       "Powinieneś być już w stanie wrócić do ludzkiej formy. Ubierz się", powiedział, kładąc ubrania przede mną i odwracając się tyłem. Z wielkim trudem wróciłem do ludzkiej postaci. Po ubraniu się osunąłem się na podłogę z rezygnacją, a Gideon usiadł obok mnie.               "Domyślam się, że nie o tym marzyłeś, ale ty..."   "Nie, proszę, nic nie mów", przerwałem mu, starając się ze wszystkich sił powstrzymać łzy.            "Zaraz mi powiesz, że bycie omegą to nie koniec świata. Po prostu tego nie rób, bo dla mnie to praktycznie jest koniec świata. Nigdy nie wrócę do szkoły, moje życie właśnie legło w gruzach w mgnieniu oka. Nigdy nie będę mógł opuścić tej watahy, bo jako samotny wilk omega nie zdołam się obronić. Na zawsze zostanę tutaj, szorując podłogi w domu watahy i znosząc każde gówno, jakie Silas i jego banda na mnie zrzucą, nie mogąc nic z tym zrobić przez moją żałosną formę." Powiedziałem to, odwracając się do niego, a łzy płynęły już po moich policzkach własnym rytmem.    Wściekle tarłem oczy, zły na siebie za to, jak żałosne było płakanie nad taką rzeczą, choć wcale nie była mała.  "Wiesz, naprawdę miałem nadzieję, że zostanę wilkiem deltą. Chciałem się pilnie uczyć, skończyć szkołę z dobrymi ocenami, trenować dniem i nocą, a po maturze dostać się na studia, by studiować kryminologię i socjologię. Potem, po studiach, mogłem w końcu zacząć szukać moich biologicznych rodziców. Miałem to wszystko zaplanowane, dokładnie wiedziałem, jak ma wyglądać moja przyszłość. Chciałem mieć życie, o którym marzyłem, a teraz... teraz wszystko rozwiał wiatr. Nie mam już na co liczyć ani na co czekać, moje życie spłynęło w błoto i to jest takie żałosne, że nic nie mogę z tym zrobić."     Mówiłem, zamykając oczy i szlochając cicho. Gideon przysunął się bliżej i położył moją głowę na swoim ramieniu, gładząc mnie delikatnie po włosach, a ja płakałem w zagłębieniu jego szyi.       "Prosiłeś, bym tego nie mówił, ale muszę, Kaelen. Bycie omegą to nie jest dla ciebie koniec świata, chyba że sam tego zechcesz. Tak, wiem o wszystkich ograniczeniach, które się z tym wiążą, ale to nie powinno cię powstrzymywać przed dążeniem do tego, czego pragniesz. Nie powinno. Nie chcę robić porównań, ale spójrz na Rhiannon – twoja sytuacja jest znacznie lepsza niż jej. Wysłuchaj mnie, zanim zaprzeczysz: ona nie ma jeszcze wilka, a nie widziałem nikogo tak zdeterminowanego jak ona. Trenuje dniem i nocą, by budować siłę. Jesteś drugą osobą poza mną, która o tym wie. I mówię ci, staje do walki ze mną, jakby to nie było nic wielkiego, mimo że nie ma siły wilka. Jestem pewien, że gdyby kazano jej walczyć z Silasem, sprałaby go na kwaśne jabłko. Mówię to tylko po to, by podnieść twoją pewność siebie – bycie omegą nie oznacza, że nie możesz trenować, by zyskać siłę. W końcu będę mógł być dla ciebie bardziej użyteczny jako przyjaciel."       Gideon uniósł moją głowę ze swojego ramienia i spojrzał mi w oczy, gdy ja ocierałem łzy.  "Z tego krótkiego czasu, który z tobą spędziłem, wiem, że nie jesteś słaby. Mogę pomóc ci trenować. Może nie będziesz dość silny, by pokonać Alfę, ale na pewno zdołasz się obronić. Zastanów się, kiedy będzie ci najwygodniej. Pomogę ci trenować tak, jak szkoleni są łowcy i wojownicy watahy... Co do szkoły, w tym też pomogę. Mam notatki i podręczniki z poprzedniej klasy, w której teraz ty powinieneś być. Mogę pomagać ci w nauce codziennie po szkole, kiedy będziesz mniej zajęty. Pomogę ci we wszystkim, czego nie będziesz rozumiał, i zobaczymy, dokąd nas to zaprowadzi. Po prostu wiedz, że masz mnie i nie musisz myśleć, że twoje życie stanęło w miejscu."    Gideon uśmiechnął się. Nie mogłem być mu bardziej wdzięczny, ale to wszystko brzmiało surrealistycznie. Wszystko, co powiedział, wydawało się snem.          "Naprawdę doceniam, że chcesz to wszystko dla mnie zrobić, ale chyba o czymś zapominasz. Myślisz, że wataha pozwoliłaby na coś takiego? Gdyby się dowiedzieli, konsekwencje byłyby straszne. A twoi rodzice? Mówiłeś, że nie akceptują twojej przyjaźni z Rhiannon, więc co sprawia, że myślisz, że nie oszaleją z wściekłości, gdy dowiedzą się o nas?"            zapytałem. "Dlatego im nie powiemy. Nie dowiedzą się o naszej przyjaźni ani o niczym innym. Musimy po prostu spotykać się w miejscu, w którym rzadko bywają członkowie watahy, jak tutaj, w piwnicy. Nikt tu nie zagląda, nawet szczeniaki. Możemy zrobić z tego miejsca naszą kryjówkę. Będziemy tu trenować i będziesz się tu uczył. Codziennie przychodzisz sprzątać plac zabaw; ja mogę przychodzić i sprzątać przed tobą, a ty, gdy skończysz obowiązki w domu watahy, po prostu tu przyjdziesz", odpowiedział Gideon. To brzmiało jak dobry plan, ale Silas... ten sukinsyn obserwuje mnie uważnie i jestem pewien, że w końcu się dowie.          "To zbyt ryzykowne. Co jeśli będę potrzebny w domu watahy i ktoś wytropi mój zapach tutaj? To by było fatalne", powiedziałem, kręcąc głową i starając się nie zdradzić, że Silas depcze mi po piętach.            "Bułka z masłem. Nie martw się, dam ci coś, co pomoże zamaskować twój zapach, żeby nikt nie mógł cię tu wyśledzić." powiedział, a ja przez chwilę się nad tym zastanawiałem, po czym przytaknąłem głową.            "Chcesz już iść?"    zapytał, a ja potrząsnąłem głową na nie. "Możemy tak jeszcze chwilę zostać? Twój zapach mnie uspokaja", odpowiedziałem, opierając głowę na jego ramieniu. "To tylko dowodzi, że jestem aniołem... Ach, prawie zapomniałem! Przyniosłem ci ciasto i lody. Lody pewnie już się rozpuściły, ale ciasto na pewno będzie dobre. Zostawiłem je na ławce, kiedy cię tu sprowadzałem", powiedział Gideon, przepraszając mnie na chwilę i wybiegając z piwnicy, by przynieść jedzenie z zewnątrz. Miałem nadzieję, że nikt go nie zabrał.             Zamknąłem oczy i oparłem głowę o ścianę, starając się nie myśleć o tym, co przyniesie jutro, kiedy w domu watahy w końcu zorientują się, że jestem omegą. Miałem tylko nadzieję, że zostanę zignorowany, jak zwykle.

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 97

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

97 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki