Okrutna litość: Omega, nad którą się ulitował, i partner, którego odrzucił

Okrutna litość: Omega, nad którą się ulitował, i partner, którego odrzucił

Autor: Lucien Vesper

ROZDZIAŁ 5*Nie damą w opałach*
Autor: Lucien Vesper
24 cze 2026
     Koniec tygodnia zbliżał się nieuchronnie, a wraz z nim moje urodziny. Sąsiednie watahy przyjechały na jakieś spotkanie. Z moich obserwacji wynikało, że robią to pod koniec każdego miesiąca: wszyscy gromadzą się w watasze pełniącej rolę gospodarza, rozmawiają o rzeczach, o których nie mam pojęcia, a trzeciego dnia urządzają ucztę i imprezę.              Tym razem kolej na ugoszczenie wszystkich przypadła watasze Obsidian Crest, co oznaczało dodatkową pracę dla mnie i dla omeg pracujących w domu watahy. Takie chwile irytują mnie bez granic, bo przez trzy dni muszę biegać bez przerwy.  Przyjmowanie zamówień od tych obcych ludzi było obowiązkiem, bo Alfa nakazał zaspokajać każdą ich potrzebę. Nieposłuszeństwo wpędziłoby mnie tylko w kłopoty z naszym alfą. I tak oto w tej chwili prałem pościel jakiegoś złowrogo wyglądającego młodego Alfy, który był irytującym pedantem. To był czwarty raz dzisiaj, kiedy wezwał mnie, bym zmienił i wyprał poprzednie prześcieradła i poszewki.           Mój poziom wściekłości przekraczał wszelkie normy, miałem ochotę kogoś zabić. Po prostu nie mogłem pojąć, co on robi z tą pościelą, że brudzi się w ciągu TRZECH GODZIN. Najbardziej irytujące było to, że nie potrafiłem znaleźć ani jednej plamy na tych wszystkich prześcieradłach, które kazał mi dziś prać. Mięśnie bolały mnie tak bardzo, że miałem ochotę się poddać. Żałowałem, że Alfa przydzielił mnie jemu, a nie komuś innemu.      To, że upierał się przy ręcznym praniu tych tkanin, było głównym powodem mojego cierpienia i gniewu. Jęknąłem ze zmęczenia, wstając z kucyka, by rozprostować zastałe mięśnie. Rozciągałem nogi i ręce, wzdychając z frustracją, po czym znów usiadłem, by kontynuować zadanie.     – Hej. Usłyszałem czyjś głos w pralni i jęknąłem w duchu. Zignorowałem powitanie, skupiając całą uwagę na tym, by białe prześcieradło, które właśnie prałem, lśniło czystością – o ile to było w ogóle możliwe.        – Dlaczego pierzesz to ręcznie? Co się stało z pralkami? Gideon zapytał zdziwiony, stając przede mną i wskazując na liczne urządzenia w pomieszczeniu. Podniosłem głowę; stał tam, patrząc na mnie z konsternacją. Wiedziałem, że zastanawia się, czy robię to z własnej woli. Nie byłem aż takim szaleńcem.            – Zapytaj o to tego pedanta, który wykończy mnie przed czasem – odpowiedziałem, wyjmując wyprane prześcieradło z mydlin i przekładając je do czystej wody. Ten palant nalegał, bym prał wszystko trzykrotnie w różnej wodzie przed ostatecznym płukaniem.               – Czekaj, chcesz powiedzieć, że Silas kazał ci to prać ręcznie? zapytał, kucając przy mnie, a ja jęknąłem.     – Nie Silas. Jeden z młodych alf z wizytą. A teraz zostaw mnie w spokoju – odparłem.         – Ktoś spoza watahy kazał ci to wszystko prać, a ty się zgodziłeś? Dlaczego po prostu nie odmówiłeś? To dla ciebie zbyt wielki harów – skomentował z irytacją.          – Może umknęło ci to, co powiedziałem: „młody Alfa z wizytą”. Och, zapomniałem, że nie jesteś niewolnikiem w domu watahy, żeby wiedzieć, że Alfa wydał surowy rozkaz zaspokajania ich każdej zachcianki. Jak widzisz, zgodziłem się, dlatego tu siedzę i to wszystko piorę. Jeśli skończyłeś wścibiać nos w moje sprawy, to proszę, wyjdź. Naprawdę nie mam nastroju na dyskusje z tobą – powiedziałem, mierząc go nienawistnym spojrzeniem.       Westchnął, chwycił pobliski stołek, przysunął sobie wiadra z pościelą, którą prałem, a w moją stronę pchnął wiadro z czystą wodą, podwijając rękawy.                  – Co ty próbujesz zrobić? Powiedziałem ci, żebyś mi nie przeszkadzał – rzuciłem, gapiąc się na niego z niedowierzaniem.        – Ja wypiorę resztę, a ty będziesz płukać. Tak będzie łatwiej i szybciej – odpowiedział, zanurzając ręce w wiadrze.      – O co ci chodzi, Gideonie? Nie prosiłem o pomoc, po prostu idź sobie – powiedziałem sennym tonem, nie mając już siły na kłótnie.     – Powiedzmy, że to drugi raz, kiedy oferuję ci pomoc bez twojej zgody, poza tym ewidentnie jej potrzebujesz. Wyglądasz na wycieńczonego i skrajnie zmęczonego, więc przestań być dziś upierdliwy i po prostu to zaakceptuj bez narzekania.            Wzruszył ramionami, piorąc prześcieradła, a ja tylko się mu przyglądałem, nie wiedząc, co myśleć o jego zachowaniu. Dlaczego chciał pomóc? Byłem pewien, że ma w tym jakiś interes.   Może czegoś ode mnie chce i planuje mnie tym później szantażować.  Z gestem odmowy chwyciłem wiadra, by przyciągnąć je z powrotem do siebie.   – Nie jestem damą w opałach, potrafię sam poradzić sobie ze swoimi problemami, więc po raz ostatni: odwal się – warknąłem, gdy on złapał mnie za ręce, nie pozwalając odciągnąć wiadra.       – Na rany Bogini, Kaelen, przestań być wiecznie taką złośliwą suką i daj sobie pomóc! Nie wiem, co do mnie masz, ale twoje nastawienie nie powstrzyma mnie przed byciem miłym. Po prostu odpuść ten jeden raz, opuść gardę i pozwól mi to zrobić. Po dzisiejszym dniu będziesz mógł wrócić do warczenia na mnie przy każdej okazji – fuknął, puszczając uchwyt wiadra i kontynuując pranie.   Mój bystry mózg nie potrafił wymyślić żadnej złośliwej riposty. Wpatrywałem się w niego intensywnie, śledząc wzrokiem każdy ruch jego rąk. Nie wiedziałem, co czuć. Nikt nigdy wcześniej nie zaoferował mi bezinteresownej pomocy. Tych niewielu, którzy oferowali pomoc w przeszłości, zawsze miało ukryte motywy; wracali kilka dni później, prosząc o zrobienie czegoś jeszcze bardziej uciążliwego i stresującego, używając tamtej przysługi jako karty przetargowej. Dali mi nauczkę kilka razy, więc od tamtej pory odrzucałem każdą propozycję, szczera czy nie.         Teraz zastanawiałem się, czego on zażąda w zamian. Zawsze czegoś chcą. Westchnąłem z rezygnacją, przyciągnąłem wiadro z czystą wodą i zacząłem płukać prześcieradło, które mi podał.        – Nie musiałeś na mnie podnosić głosu – powiedziałem mu, a on westchnął, podnosząc głowę. – Nie chciałem, przepraszam. Po prostu byłem sfrustrowany tym, że nie dajesz sobie pomóc, kiedy wyraźnie wyczuwam, jak zmęczenie bije z twojego ciała – odpowiedział głosem łagodnym i pełnym napięcia, a ja zamrugałem gwałtownie, słysząc, jak bardzo brzmi na pokonanego.         – Nie lubię, gdy patrzy się na mnie z litością – wyznałem szczerze.       – Jeśli o to chodzi, to wcale ci nie współczuję, uwierz mi. Nie należę do osób, które okazują takie emocje. Mam przyjaciółkę i kiedy cię widzę, widzę w tobie jej męską wersję. Nie sugeruję, że wyglądasz kobieco, po prostu sposób, w jaki się zachowujesz i robisz różne rzeczy, twój upór i podejście są identyczne jak u niej – odpowiedział, a jego głos stał się czuły, wzrok zaś rozmarzony.      Udawałem, że kaszlę. – No cóż, dopóki nie widzi się we mnie męskiej wersji swojej sympatii, to chyba mi to nie przeszkadza – odparłem, unosząc brew. Patrzył na mnie przez chwilę, po czym wybuchnął śmiechem.    – Co? (śmieje się) Nie, nie, to nic z tych rzeczy. Ona nie jest moją sympatią, tylko przyjaciółką. Najlepszą przyjaciółką – odpowiedział, wciąż się śmiejąc. Uśmiechnąłem się na widok tego, jak mruży oczy w trakcie śmiechu.         – To nie jest śmieszne. Swoją drogą, nie myśl, że to sprawi, że przestanę na ciebie warczeć. Nie jesteśmy przyjaciółmi.       Odpowiedziałem, płucząc kolejne prześcieradło i wyżymając je z wody. Przestał się śmiać i uśmiechnął się do mnie.      – Nie oczekuję, że przestaniesz, ale ta ostatnia część mogłaby… – Nawet o tym nie myśl – uciąłem mu. – Ale dlaczego? To nie brzmi jak zły pomysł – odparł z dąsem, a ja przewróciłem oczami.  – To fatalny pomysł. Przyjaciele to ciężar, są nieprzewidywalni i mogą zmienić się z dobrych w złych. Nie chcę takiego stresu w moim życiu – powiedziałem mu, sprawiając, że jego dąs się pogłębił.       – Ale ja jestem inny, obiecuję, że nigdy się nie zmienię – powiedział, wydymając wargi w irytującym grymasie. Dlaczego nagle zachowuje się jak rozpieszczony szczeniak?        – Zmaż ten irytujący grymas z twarzy. Odpowiedź brzmi: NIE. Nigdy nie zostaniemy przyjaciółmi – powiedziałem szorstko, a jego twarz spochmurniała.      – Nie poddam się, dopóki nie uwierzysz, że nie będę takim przyjacielem – odpowiedział wesoło, a ja prychnąłem. Czy on zawsze jest taki radosny? Jeśli tak, to będzie to denerwujące.        – Powodzenia w twojej misji, z przyjemnością cię rozczaruję – powiedziałem, wstając i niosąc prześcieradła do suszarki, zostawiając go dąsającego się. Uśmiechnąłem się jednak w duchu na widok jego miny.

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 97

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

97 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki

ROZDZIAŁ 5*Nie damą w opałach* – Okrutna litość: Omega, nad którą się ulitował, i partner, którego odrzucił | Czytaj powieści online na beletrystyka