☞ ̄Genevieve ̄☜
Dzisiaj rozpiera mnie radość. Spacerując moją ulubioną alejką w naszej posiadłości po zaparkowaniu samochodu, podśpiewuję najlepszy utwór z mojego nowego albumu, nie mogąc powstrzymać szczęścia. Moja twarz też reaguje – uśmiech nie schodzi mi z ust. W końcu docieram do drzwi wejściowych i żartobliwie, delikatnie naciskam dzwonek.
W drzwiach, które skrzypią przy otwieraniu, pojawia się twarz Hildy. „Witamy, proszę pani” – wita mnie.
„Dziękuję. Przypuszczam, że nie przygotowałaś jeszcze kolacji?” – pytam, wciąż uśmiechnięta, wchodząc do środka.
W momencie, gdy siadam na sofie, zdejmuję szpilki, nie przestając się szeroko uśmiechać.
Hilda marszczy czoło. „Jeszcze nie”.
Czuć, że jest ciekawa przyczyny mojego entuzjazmu, ale nie chcę dzielić się sukcesem muzycznym najpierw z gospodynią. Opowiem o wszystkim dopiero Alaricowi, mojemu mężowi. Podejrzewam, że jeszcze nie wrócił z pracy. Sprawdzając duży zegar wiszący na ścianie w salonie, potwierdzam, że jest dopiero 18:30. Ostatnio Alaric wraca do domu o 21:00 lub nawet później. Poinformował mnie o nowym projekcie – filmie, który ma być bestsellerem, hitem, więc wkładają wszelkie wysiłki, by był wyjątkowy. Alaric jest miliarderem, dyrektorem generalnym Thorne Studios – jednej z największych wytwórni filmowych w Buckhead w Atlancie, gdzie mieszkamy.
Rozwiązuję kucyk i wzdycham, przesiadając się do jadalni i bębniąc palcami o szklany stół. Moje oczy błyszczą, gdy w głowie brzmią słowa mojego menedżera: „W zaledwie dwa dni od premiery albumu, Genevieve, osiągnęłaś dwa miliony odtworzeń na Melodia”.
Na Melodia? Tej wielkiej Melodii?! Cholera! Dziewczyno! Jestem bogata. Alaric to pokocha. Ja też to kocham. Więcej zarobionych pieniędzy to więcej pieniędzy do wydania, prawda?
Przez cały ten czas Hilda stoi z rękami splecionymi za plecami.
„Czy coś się stało, Hildo?” – pytam.
„Skądże, proszę pani. Czy podać pani wody?” – odpowiada pytaniem, ale wzrok ma utkwiony w stole.
Podążam za jej spojrzeniem i widzę brązową kopertę leżącą w jadalni. Przeważnie Alaric trzyma swoje scenariusze w brązowych kopertach. Zakładam, że tak jest i tym razem.
„Nie potrzebuję wody, Hildo”.
„Idź do swojego pokoju i przestań stać nade mną jak ochroniarz” – mówię.
To dziwne uczucie, gdy tak stoi i mnie obserwuje, ale wydaje się dziwnie niespokojna. Wychodzi w momencie, gdy chcę zapytać, czy coś ją gryzie, więc puszczam to w niepamięć. Ja również wstaję i pierwszą rzeczą, jaką robię, jest pójście do pokoju Leo, mojego trzyletniego syna, chorowitego od urodzenia. Sprawdzam jego temperaturę wierzchem dłoni – jest w normie. Mój uśmiech powraca.
Od tygodnia nie miał ataku, co przynosi mi ogromną ulgę. Następnie idę do swojej sypialni, odkładam szpilki na stojak, zmieniam ubranie i zmywam makijaż. Zanim wezmę prysznic, muszę ugotować mężowi jego ulubione danie.
Dbam o to, by na łóżku położyć nową bieliznę, którą zasugerowała mi przyjaciółka. Zapewniała, że skusi ona Alarica do zbliżenia ze mną. Nie kochał się ze mną od trzech miesięcy, a ja planuję założyć ją dziś wieczorem po kąpieli. Nawet jeśli powie, że jest zestresowany jak w inne dni, jestem gotowa go uwieść i oddać mu dzisiejszej nocy swoje ciało. Poza tym jestem w wyśmienitym nastroju.
Zapach hot-dogów wypełnia powietrze, gdy wchodzę do kuchni. Hilda stoi tam, przygotowując te same hot-dogi, które planowałam zrobić dla męża, i mam ochotę niemal strzelić ją w twarz.
„Pytałam, czy nie przygotowałaś kolacji, bo chciałam zrobić ją osobiście dla mojego męża, Hildo” – wyrzucam z siebie z rękami pod boki.
Szybko myje ręce w zlewie i wyciera je w ścierkę. Z oczami wbitymi w podłogę mówi: „Przepraszam, proszę pani”.
Wychodzi, a ja podchodzę do blatu kuchennego, gotowa przyrządzić słodkie ziemniaki z dużą ilością chili, tak jak lubi Alaric. Potem podam je z mrożoną herbatą.
„Ale proszę pani...” – słyszę głos Hildy, gdy ta się wycofuje.
Przewracam oczami. „Zły moment, Hil-do!” – przeciągam jej imię. „Muszę szybko zrobić to jedzenie. Dlaczego nie powiedziałaś mi tego, co masz do powiedzenia, kiedy byliśmy w salonie?”
Znowu milknie. W tym samym momencie rozbrzmiewa klakson Alarica.
„Tak jak myślałam” – mruczę, a Hilda się poddaje. Idzie do pokoju Leo, który nagle wybucha płaczem.
Muszę skoncentrować się na gotowaniu dla męża, wrócił z pracy i na pewno jest głodny. Cieszę się, że wrócił wcześnie. Słyszę różne głosy w salonie.
Czy Alaric jest tu z Xavierem, swoim przyjacielem?
Nadal podśpiewuję swoją piosenkę, tak jak wtedy, gdy wchodziłam do domu, a dźwięk smażonych ziemniaków dodaje uroku mojemu kojącemu głosowi. Po kilku minutach kończę, a dodając chili, zastanawiam się nad najlepszym sposobem na przekazanie dobrych wieści Alaricowi.
„Mój album trafił do pierwszej piątki na Melodia, właśnie zdobyłam dwa miliony wyświetleń, albo jeszcze lepiej – odchrząkuję – Kochanie, wkrótce będziemy dwa razy bogatsi. Moja muzyka to hit!”
Decyduję się na pierwszą i ostatnią wersję, po czym zdejmuję czarny fartuch, który założyłam na piżamę. Szybko idę do salonu, a konkretnie do części jadalnianej, trzymając w rękach tacę z frytkami ze słodkich ziemniaków i hot-dogami. Moje jedzenie pachnie pysznie, ale piżmowy zapach damskich perfum niezaprzeczalnie wypełnia pomieszczenie.
Czuję, jak moje serce bije głośno i szybko. Drżę, a taca się trzęsie. Ten zapach jest nie do pomylenia; to perfumy Vivienne, pamiętam je doskonale. Sama ta woń mówi ci, że ona jest blisko. Idę naprzód, teraz już bardzo powoli. W duchu mówię sobie, że to nie może być ona. Kilka miesięcy temu wyjechała z Atlanty do Indii, a ja wróciłam do kraju po tym, jak oddałam jej jedną z moich nerek.
Nienawidzi mnie tak samo jak jej matka i do dziś żałuję, że kiedykolwiek stałam się częścią ich rodziny, choć to nie była moja wina. Niebieskie oczy spotykają orzechowe. Stoję twarzą w twarz z Vivienne i zauważam, że gładzi się po brzuchu z głupkowatym uśmiechem na twarzy. Błyska też luksusowym pierścionkiem z brylantem.
Zabiera mi dech, cofam się o dwa kroki. „Czy ona jest w ciąży? Zaręczona?”
Moim największym udręczeniem jest fakt, że wygląda kropka w kropkę jak ja, poza orzechowymi oczami. Eleanor, jej matka, zabrała mnie do swojego samochodu tamtego feralnego dnia, biorąc mnie za nią. Jestem sierotą. Byłam bezradna i poszłam z nimi.
„Viv-ienne, co ty tutaj robisz?” – bełkoczę, wciąż trzymając tacę.
Czuję kłopoty. Tak dzieje się zawsze, gdy spotykam Vivienne lub Elly, jej matkę, moją przybraną matkę.
Zaśmiała się tym swoim głupim śmiechem, szczerząc wszystkie zęby, i dalej żuła gumę balonową.
„Wkrótce się dowiesz. Twoje dni w tym domu dobiegły końca” – mówi.
Dźwięk kroków Alarica przyciąga naszą uwagę i obie patrzymy w stronę korytarza. Idzie z butelką wina w dłoniach.
„Czy poszedłeś po papiery rozwodowe, słodziaku?” – pyta Alarica, a moje oczy rozszerzają się ze zgrozy.
„Papiery rozwodowe? Słodziaku?” Co tu się, do cholery, dzieje? W głowie mi się kręci, a taca wypada mi z rąk.
Alaric patrzy na mnie z obrzydzeniem. Zwracając się do Vivienne z uśmiechem, kręci głową z dezaprobatą. „Nie, piękna. Tylko butelka wina dla nas obojga, żeby urozmaicić wieczór i wprawić nas w odpowiedni nastrój. Wiesz, że uwielbiam, gdy jesteś na rauszu. Robisz wtedy te słodkie, szalone rzeczy, a ja tego dzisiaj potrzebuję” – dodaje, mrugając do niej.
„Słodkie-szalone??” Wszystko staje się jasne. Vivienne jest zaręczona z Alaricem i prawdopodobnie spodziewa się jego dziecka.
Zgrzytam zębami i patrzę, jak podchodzi do niego uwodzicielsko. „Wiem, prawda?” – przygryza wargę. „Ale ta wiedźma wciąż tu jest. Przeszkoda. Szkaradna baba, która nie potrafi dać ci zdrowego dziecka! Wypędź ją! Czy taki nie był plan?” Przesuwa dłońmi powoli po jego twarzy, a on zachichotał, podczas gdy moje serce skręca się z bólu.
„Proszę pani” – wtrąca się głos Hildy. „Temperatura Leo jest bardzo wysoka. Myślę... myślę, że jest chory”.
Cholera! Jestem zgubiona. Ostatnim razem, gdy Leo miał atak, wydałam resztę zaoszczędzonych pieniędzy. Teraz nie mam nic. Alaric to ostatnia osoba, która wyłożyłaby pieniądze na chore dziecko. Mam miliony na koncie, ale to Alaric nimi zarządza. Ja tylko składam prośby, które najczęściej są odrzucane.
Upadam na kolana.
„Aha!” – wykrzykuje Alaric. Wie, co zaraz powiem.
„Nawet nie waż się prosić mnie o ani grosza, ty niepoczytalna kobieto!”
Vivienne wybucha głośnym śmiechem.
„Byłem zaskoczony, widząc cię w moim domu”.
„Zaskoczony? Dlaczego? Alaric, proszę... Leo jest chory i...”
„Cii!” – ucisza mnie natychmiast, rzucając Hildzie lodowate spojrzenie.
„Jesteś zwolniona!” – mówi do niej, po czym bierze duży łyk trunku.
„Przepraszam, panie” – błaga Hilda, starając się jak może utrzymać Leo, gdy chce uklęknąć.
Widzę, że białka jego oczu wywracają się do góry. Łzy napływają mi do oczu.
„Proszę, potrzebuję pieniędzy, Alaric. Nasz syn umiera. Możesz zrobić przelew. Muszę natychmiast zawieźć go do szpitala” – oświadczam, biorąc syna z rąk Hildy.
„To twój syn, nie nasz” – poprawia mnie. „Nie tak szybko!” Zatrzymuje mnie w pół kroku. „Oto one”. Podchodzi do jadalni i bierze tę samą kopertę, którą widziałam po powrocie.
„Papiery rozwodowe. Podpisz je i zabieraj tę roślinę, którą nazywasz synem, z mojego domu! Nie chcę więcej widzieć ani ciebie, ani twojego chorowitego bachora!” – wrzeszczy.
„Już dawno powinno cię tu nie być. Ta bezmyślna gospodyni nie wykonała instrukcji, które jej dałem!”
Słyszę, jak Hilda chlipie i błaga.
„Powinieneś mi przynajmniej powiedzieć, co zrobiłam źle, Alaric?” – mówię, ale on mnie ignoruje, odstawiając kieliszek wina na szklany stół.
Vivienne odpycha mnie i mojego syna z drogi, podchodzi do Alarica. „Zawsze wiedziałam, że nie jesteś słabeuszem! A teraz chodź ze mną. Pokażę ci, mój drogi, że ja też nie jestem słabeuszem!”
Oczy Alarica rozbłysły i zaczęli się namiętnie całować, a dźwięk ich zderzających się warg rozbrzmiewał tuż przed Hildą i mną. Jestem upokorzona.
Oboje wychodzą z salonu, zostawiając mnie i jego chore dziecko na podłodze. Moje serce pęka, a łzy płyną mi po twarzy.
Jaki mąż i ojciec mógłby coś takiego zrobić?
„Alaric!” – wołam jeszcze raz.
Odwraca się do mnie i właśnie wtedy, gdy myślę, że przemyślał swoje zachowanie, mówi wściekle: „Skończyliśmy, Genevieve! Wypieprzać z mojego domu!”