ROZDZIAŁ ÓSMY – PONOWNE SPOTKANIE
PERSPEKTYWA CLARY
Prychnęłam, patrząc na dzwoniący telefon. Więc Cillian potrafi jednak dzwonić? Próbowałam się z nim skontaktować, odkąd nagle zerwał ze mną SMS-em, ale nigdy nie odbierał. Myślałam, że mnie zablokował. Wygląda na to, że teraz mnie odblokował.
Zdecydowałam, że nie odbiorę. Niech poczuje, jak to jest być ignorowanym.
Lyra zobaczyła, kto dzwoni, i syknęła: – Ten drań do ciebie dzwoni? Powinnaś go już dawno zablokować.
Zgodziłam się z nią. Nie miałam z niego żadnego pożytku, więc lepiej, żeby nie miał do mnie dostępu. Właśnie miałam go zablokować, gdy pojawiło się powiadomienie. To była wiadomość od niego.
„Spotkajmy się nad jeziorem o dziewiątej. Wiesz, że wiem o waszym kontraktowym małżeństwie, więc lepiej nie pogrywaj ze mną i przyjdź jak grzeczna dziewczynka, którą jesteś. I przyjdź sama, kochanie. Do zobaczenia!”
O mało nie rzuciłam telefonem ze złości! „Kochanie”? Naprawdę? Za kogo on się uważa? Zmieniał osobowości jak rękawiczki.
Czułam w kościach, że ta sytuacja zaraz zrobi się bardzo brudna.
– Co się dzieje? Dlaczego jesteś taka zdenerwowana? – zapytała Lyra, widząc niepokój i gniew w moich oczach.
– Chodzi o Cilliana, ma na mnie haka. Byliśmy razem, pamiętasz? On ma nasze wspólne zdjęcia i filmy.
– No i co z tego? Dominic też ma w sieci zdjęcia i filmy z licznymi kobietami. Cillian to twój eks i powinien pozostać w przeszłości, tam gdzie jego miejsce.
– Chyba masz rację – westchnęłam. Na razie postanowiłam go nie blokować, na wypadek gdyby planował jakiś kolejny numer.
W tym momencie wszedł Dominic, rozmawiając przez telefon. Szybko zakończył połączenie, gdy tylko zobaczył mnie i Lyrę.
– Cześć, Dominic. Jestem Lyra, najlepsza przyjaciółka Clary. Jestem twoją wielką fanką – powiedziała, szczerząc zęby jak idiotka. Czy ta dziewczyna musi mnie kompromitować? Natychmiast szturchnęłam ją łokciem, a ona przestała się uśmiechać.
– To znaczy… mam nadzieję, że będziesz dbał o moją przyjaciółkę – odchrząknęła, starając się zachować powagę. Do tej pory widziała słynnego Dominica Blackwooda tylko na blogach.
– Tak, oczywiście. Claro, przyjdzie do ciebie organizatorka wesel, więc powiedz jej, jakie detale cię interesują. Tylko dopilnuj, żeby wszystko było w miarę… – urwał gwałtownie, gdy zobaczył moją dłoń. – Jesteś ranna?
– Tak, to był wypadek – odpowiedziałam.
– Jedź z tym do szpitala. Nie chcemy czerwonego, spuchniętego palca na zdjęciach przedślubnych – rzucił i odszedł.
– Pff! Nawet go nie obchodzi, że mnie boli – prychnęłam.
– Dlaczego nie powiedziałaś mu, że ta głupia pokojówka oblała cię gorącą kawą?
– To była pomyłka – odparłam.
– Nie, nie była. Widziałam to w jej oczach, zrobiła to celowo.
– Cóż, nie mam na to dowodów. Może po prostu sobie to wmawiam, a Bianca jest niewinną dziewczyną, która po prostu wykonuje swoją pracę – westchnęłam.
– Więc tak ma na imię. Skoro tak twierdzisz… Ale radzę ci mieć na nią oko – ostrzegła Lyra.
Skinęłam głową i spędziłam z Lyrą jeszcze trochę czasu, zanim w końcu wyszła. Nona pomogła mi opatrzyć palec w domu.
Nadeszła noc, a ja nie mogłam przestać gapić się na wiadomość od Cilliana. „Iść czy nie iść?”. Część mnie chciała go zignorować, ale inna część pragnęła wyjaśnień, chciała wiedzieć, dlaczego mi to zrobił.
Nerwowo gryzłam wargę, nie wiedząc, co zrobić. Ostatecznie postanowiłam pójść. Kto wie, może spróbuje czegoś głupiego, jeśli się nie pojawię, więc lepiej usłyszeć, co ma do powiedzenia. Poza tym musi mi wyjaśnić, dlaczego zachował się w ten sposób.
Zasługuję na domknięcie tego rozdziału. Może wtedy w końcu będę mogła ruszyć dalej. Włożyłam czarny płaszcz i zamówiłam przejazd. To miało być tajne spotkanie, więc nie mogłam prosić o podwiezienie kierowcy Dominica.
Samochód przyjechał błyskawicznie i ruszyliśmy na miejsce. Kierowca wysadził mnie przy drodze i musiałam kawałek podejść do jeziora.
Kiedy dotarłam na miejsce, zobaczyłam go stojącego nieruchomo i patrzącego na wodę. Był tam zupełnie sam.
– Czego chcesz?
Odwrócił się twarzą do mnie. – Przyszłaś.
– Co jest tak ważne, że musiałeś mnie tu ściągać? – zapytałam niecierpliwie.
Cillian uśmiechnął się i ponownie odwrócił w stronę jeziora. – Pamiętasz, jak pierwszy raz zaprosiłem cię na randkę? To było tutaj, pod gwiazdami. Byłaś taka szczęśliwa.
– Cillian…
– Nie spiesz się tak. Mamy cały czas tego świata – przerwał mi.
– Nie, ja nie mam. Mój narzeczony na mnie czeka – powiedziałam, a on wybuchnął śmiechem.
– Narzeczony? Serio? Oboje wiemy, że to farsa. Czy on wie, że my dwoje spotykaliśmy się i niedawno zerwaliśmy? Założę się, że nie ma o tym pojęcia, prawda?
– Czego chcesz? – westchnęłam, zmęczona tym przedstawieniem. Już żałowałam, że tu przyszłam.
– To dobre pytanie, Claro. Szczerze mówiąc, nie zerwałem z tobą dlatego, że przestałem cię kochać. Nie! Po prostu musiałem odnaleźć siebie i swój cel w życiu.
– I dlatego zerwałeś przez SMS-a? Naprawdę? Nigdy nie przypuszczałam, że jesteś tak podłym człowiekiem. Wrobiłeś swoją sekretarkę w przestępstwa finansowe, ty podły draniu! – krzyknęłam, zaciskając pięści, ale Cillian tylko zachichotał z tym swoim uśmieszkiem.
Miałam ochotę po prostu zmazać mu ten irytujący grymas z twarzy jednym uderzeniem.
– Wygląda na to, że Dominic naopowiadał ci kłamstw.
– Co cię to obchodzi? Czego ode mnie chcesz? – zapytałam sfrustrowana.
– Chcę ciebie, Claro.
















