ROZDZIAŁ SZEŚĆDZIESIĄTY SZÓSTY - WOLNA
DOMINIC
Torba wypadła mi z rąk, gdy uniosłem je w górę. Czułem, jak czyjeś dłonie obmacują moje ciało od tyłu, przeszukując każdy zakamarek pod kątem broni czy czegoś podejrzanego. Nic nie znaleziono, więc zostawiono mnie w spokoju.
– Odwróć się – usłyszałem głęboki głos. Usłuchałem i powoli się odwróciłem. Stało przede mną trzech potężnych, muskularnych mężc
















