ROZDZIAŁ SIÓDMY – POZA DOMEM
PERSPEKTYWA CLARY
Pot spływał mi po czole, gdy gorączkowo myślałam, co powiedzieć. Wiedziałam, że muszę uważać, bo jedno niewłaściwe słowo mogło zrujnować plany Dominica.
– No tak, poznaliśmy się wcześniej. Byliśmy ze sobą dość blisko. Poznałam go przez moją przyjaciółkę, Beatrix – wyjaśniłam ostrożnie, starając się, by brzmiało to jak błahostka.
Dominic obrzucił mnie spojrzeniem. – To wszystko?
– Tak. Pokłóciliśmy się i straciliśmy kontakt na kilka tygodni, a teraz znowu się spotkaliśmy. Byłam bardzo zaskoczona, gdy powiedział, że jest twoim kuzynem.
– Taa, to kawał drania – westchnął. – Zawsze stara się dobrze wypaść przed moim ojcem, ale w głębi duszy jest zły. Ukradł fundusze należące do firmy i jakimś cudem zdołał zrzucić winę na sekretarkę.
– To okropne! – sapnęłam.
– Tak. Ta kobieta trafiła przez niego do więzienia. W każdym razie trzymaj się od niego z daleka. To człowiek, który przynosi same kłopoty.
– Jasne. Jutro wychodzę z przyjaciółką odwiedzić babcię. Zaproszę ją też tutaj, skoro nie powinnam się za bardzo przemieszczać.
– W porządku. Przydzielę ci jednego z moich kierowców i ochroniarzy. Wolałbym, żeby twoje przyjaciółki odwiedzały cię tutaj, zamiast żebyś ty wychodziła na zewnątrz. Tak czy inaczej, w poniedziałek wracasz do pracy. Koniec tego wolnego – oświadczył Dominic.
– Dobrze, i tak zaczyna mi się nudzić.
Dominic skinął głową i wyszedł z pokoju. Odetchnęłam głęboko. Musiałam potwierdzić, czy jestem w ciąży, potajemnie robiąc test w szpitalu. Najlepszy czas na to będzie jutro, po wizycie u babci.
Następnego dnia wstałam punktualnie i przygotowałam się do wyjścia. Lyra miała się ze mną spotkać na miejscu, więc wsiadłam do jednego z Rolls-Royce'ów Dominica, a kierowca ruszył w stronę szpitala.
Lyra czekała na mnie przed wejściem i zapiszczała z radości, gdy tylko wysiadłam z samochodu.
– Czy to moja dziewczyna! – zawołała i przytuliła mnie mocno. Rozpłynęłam się w jej ramionach; strasznie potrzebowałam tego uścisku po tych kilku stresujących dniach.
– Wyglądasz naprawdę świetnie, pani Blackwood – droczyła się ze mną.
– Przestań! Jeszcze nie jesteśmy małżeństwem – zachichotałam.
– Ale niedługo będziecie. Chodźmy do twojej babci – powiedziała, a ja skinęłam głową i poszłam za nią do sali.
Babcia leżała na łóżku, blada, jakby w jej żyłach nie było ani kropli krwi. Wyglądała na słabą i wycieńczoną.
– Babciu – szepnęłam, biorąc ją za ręce i walcząc z łzami.
– Moja droga! Och, moje dziecko! Jak się miewasz? – zapytała, a z jej oczu popłynęły łzy.
– Wszystko u mnie dobrze. Zrobię co w mojej mocy, żebyś trafiła pod opiekę najlepszego chirurga.
– Proszę cię, skarbie, nie marnuj na mnie pieniędzy. Wykorzystaj je na swoją przyszłość. I tak już czas, bym spotkała się z twoimi rodzicami.
– Proszę, nigdy więcej tak nie mów. Nie możesz mnie zostawić samej na tym świecie. Nie martw się o koszty, wszystko pokrywa ubezpieczenie – skłamałam.
– Naprawdę? – oczy babci rozbłysły.
– Tak. Nie musisz się martwić o pieniądze, po prostu skup się na powrocie do zdrowia. Termin operacji został już wyznaczony, wkrótce podam ci wszystkie szczegóły – powiedziałam, a ona skinęła głową.
Cieszyłam się, że nie zapytała o skandal, bo jak miałabym jej powiedzieć, że wychodzę za mąż za mężczyznę, którego poznałam podczas przygody na jedną noc?
– A co z kwiaciarnią…
– Wszystko w porządku – przerwałam jej. – Nie martw się o to.
Spędziłam z babcią jeszcze trochę czasu, zanim z Lyrą opuściłyśmy salę. Musiałam zrobić test ciążowy, ale nie chciałam jeszcze o tym mówić Lyrze.
– Um… muszę porozmawiać z lekarzem o operacji babci. Dasz mi chwilkę?
– Jasne – odparła Lyra i czekała w holu.
Szybko pobiegłam zrobić test z krwi; powiedziano mi, żebym wróciła po wynik za kilka dni.
Gdy tylko skończyłyśmy, wróciłyśmy do rezydencji. Lyra zachwycała się pięknym białym domem z wysokimi sufitami i naturalnym oświetleniem.
– Ten dom wygląda jak ze snu. Jest jak zamek, w sam raz dla księżniczki takiej jak ty – Lyra rozglądała się dookoła, siadając w salonie.
– Dla mnie jest wręcz za duży, czuję się w nim bardzo samotna – westchnęłam.
– Przyzwyczaisz się. Rozmawiałaś z Beatrix i Maisie?
– Tak, pisały do mnie.
Podeszła do nich jedna z pokojówek.
– Jestem do usług. Czego panie sobie życzą? – zapytała, patrząc to na Lyrę, to na mnie.
– Dla mnie mrożona kawa – powiedziała Lyra.
– Ja poproszę to samo, ale na gorąco i z dużą ilością mleka – dodałam, a pokojówka uśmiechnęła się dziwnie i wyszła.
– Czy tylko ja mam wrażenie, że ta dziewczyna jest jakaś przerażająca? – szepnęła do mnie Lyra.
– Ja też. Myślałam, że to tylko moje urojenia. Posyła mi dziwne spojrzenia i sprawia, że czuję się niekomfortowo – wzdrygnęłam się.
– Jest młoda i całkiem ładna. Wygląda, jakby powinna być na studiach. Może po prostu cię nie lubi.
– To możliwe. Wydaje mi się, że sypiała z Dominikiem. Sposób, w jaki na nas patrzy, kiedy rozmawiamy… widzę w jej oczach zazdrość. Choć mogę się mylić.
– To z pewnością interesujące. Od teraz twoje życie będzie pełne dramatyzmu.
Pokojówka wróciła i zaczęła podawać napoje. Gdy miała podać kawę mnie, jakby się poślizgnęła, a gorący napój wylał się prosto na mnie.
– Ałć! – krzyknęłam, zrywając się na równe nogi.
– O mój Boże! Tak mi przykro! Tak strasznie przepraszam! – kłaniała się wielokrotnie z tak skruszoną miną, że niemal uwierzyłam, że nie zrobiła tego celowo.
Kawa oblała mi palce, które natychmiast stały się czerwone.
– Co z tobą nie tak?! – wrzasnęła na nią Lyra, oglądając moje dłonie.
– Nie chciałam, przysięgam – błagała dziewczyna.
– Po prostu idź już – zdecydowałam się to zignorować, a ona uciekła.
– Wiem, że ta dziewucha zrobiła to specjalnie! – upierała się Lyra.
Też tak myślałam, ale wolałam nic nie mówić. W tym momencie mój telefon zaczął dzwonić. Wyjęłam go z torebki. To był Cillian.
















