Skradziona partnerka bezlitosnego Alfy

Skradziona partnerka bezlitosnego Alfy

Autor: Catherine Morrissey

2
Autor: Catherine Morrissey
27 maj 2026
Serafina jęknęła, podnosząc się z łóżka. Nie rozumiała, jakie mokre sny właśnie miała, ani tym bardziej, jak dotarła do domu. Zwykle, gdy próbowała utopić smutki w alkoholu, mdlała w barze i budziła się wcześnie rano w tym samym miejscu. Potarła oczy, zastanawiając się, dlaczego wciąż jest mokra. Uchyliła powieki i zorientowała się, że znajduje się w nieznanym pokoju. Jej oczy otworzyły się szeroko, a serce zabiło szybciej. Wspomnienia z wczorajszej nocy uderzyły do jej głowy. Była pijana w sztok, a jakiś nieznajomy ukradł jej drinka i opłacił jej rachunek, ale ponieważ była wściekła, ścigała go i– Przeniosła się z powrotem do zaułka, gdzie on śmiał się i górował nad nią. – Nie spodziewałem się, że połkniesz haczyk – mruknął, a jego głos zelektryzował jej nerwy. Powąchał jej szyję i wydał z siebie głęboki jęk. Serafina przełknęła stłumiony dźwięk, który groził wydobyciem się z jej ust. – Wiesz, kiedy damy za mną chodzą, przychodzą, by mnie uwieść i podziękować za opłacenie ich rachunków. Ale ty, ty jesteś z innej ligi – wyszeptał. Dreszcz przemknął wzdłuż kręgosłupa Serafiny. Jej głowa tonęła w zmieszaniu, a jej ciało było przesiąknięte jego podnieceniem. Mogła wyczuć, że był potężnym wilkiem, ponieważ jego dominacja wprawiała jej wilka w drżenie pełne szacunku. Serafina nie rozumiała jednak, dlaczego jej ciało reagowało na jego głos. Nawet jej nie dotknął... Ostatnim razem, gdy o tym myślała, była pewna, że nienawidzi seksu, zwłaszcza po tym, jak była wykorzystywana przez Alistaira. Właściwie nie mogła sobie przypomnieć, kiedy ostatnio była podniecona, a jednak tutaj jej ciało reagowało na całkowicie obcego mężczyznę. Coś w nim przyciągało ją jak magnes. Ekscytowało to ją i przerażało jednocześnie. Jego dłonie chwyciły ją za talię i złożył mocny pocałunek na jej szyi, delikatnie o nią ocierając. Ten jeden akt wywołał u niej fale przyjemności. Nie wiedziała jak, ale jej ręce powędrowały w dół... Nagle on z siebie wydał agresywny warkot i wpił się w jej usta. – Nie możemy tego robić tutaj – powiedział napiętym głosem. Jego pocałunek był równie wymagający, co stymulujący. Dysząc ciężko, przerwał pocałunek, przerzucił ją przez ramię i pomaszerował przed siebie. Zabrał ją do nieznanego pokoju, rzucił na łóżko i przykrył... Serafina wciąż była w oszołomieniu tym, czego doświadczyła zeszłej nocy. Znowu ogarnęła ją potrzeba jego obecności. Nikt nigdy nie sprawił, że tak się czuła. – Wiem, zazwyczaj wywieram taki wpływ na ludzi – parsknął śmiechem głos. Natychmiast powróciła do rzeczywistości. Jej serce waliło w klatce piersiowej, a głowa odwróciła się w jego stronę. Była całkowicie zdumiona na jego widok. Jej tajemniczy mężczyzna opierał się o ścianę z lekkim uśmieszkiem wyrytym na ustach. Jego mopa brudnych blond włosów opadała na ponure, jasnoniebieskie oczy, które wierciły w jej ciele dziury. Jego wyrzeźbione mięśnie były pokryte większą ilością tatuaży, niż kiedykolwiek widziała na czyimkolwiek ciele w całym swoim życiu. Zamrugała, był wspaniały. Wzbierała w niej wdzięczność do niego. – Ja... – zaczęła mówić. – Co ty tu, kurwa, jeszcze robisz? – warknął nagle, odrywając się od ściany. W jego oczach płonął gniew. Oczy Serafiny zaczęły wędrować dookoła, a jej usta uformowały się w literę O. – Poszedłem na poranny bieg, żeby dać ci szansę na umycie się i wyniesienie się stąd w cholerę. Czym myślałaś, że to jest? – warknął, robiąc krok do przodu. Nagle Serafina zerwała się na równe nogi. Jej serce i spokojny stan roztrzaskały się na miliard kawałków. Ten scenariusz był zbyt znajomy. Łzy zamazały jej wzrok. – To był numerek na jedną noc, do cholery! Dlaczego wciąż tu jesteś? – zapytał, a jego dominacja emanowała gniewem z jego głosu, przeszywając ją jak miecz. Wilk Alfa! – ostrzegły ją zmysły. Jej ciało drżało, gdy walczyła o założenie ubrań. Ilość wstydu i głupoty, którą czuła, groziła jej pochłonięciem. Tajemniczy mężczyzna chichotał z niej, a jego głos ociekał irytacją i obrzydzeniem, gdy ona szamotała się po pokoju. – Zjeżdżaj! – powiedział, chwytając ją brutalnie i wyrzucając z pokoju. Reszta jej rzeczy wyleciała tuż za nią, a on trzasnął jej drzwiami przed nosem. Łzy zaczęły płynąć. W ten sam sposób Alistair potraktował ją po ich pierwszej wspólnej nocy. Kuliła się na podłodze pod jego drzwiami, szlochając. W ten sam sposób została wykorzystana przez swojego przeznaczonego. Boże, była taka głupia. Właśnie dlatego znajdowała się w otoczeniu ludzi, którzy obnażali jej głupotę. Alistair miał rację, płakała. Była bezużyteczna. Była tylko zabawką dla samców i niczym więcej. Bo dlaczego inaczej ktoś, kogo właśnie poznała, miałby traktować ją dokładnie tak samo, jak robił to Alistair? Nie chciała już tak żyć. Chciała opuścić Alistaira i być szczęśliwa na zawsze. Gdyby tylko mogła spłacić dług swojej rodziny i odejść w spokoju. Po jakimś czasie otarła łzy i założyła resztę ubrań. Następnie powoli wstała i opuściła motel, kulejąc. – Gdzie byłaś? – warknął Alistair w momencie, gdy weszła do domu stada Crimsoncrest. Ramiona Serafiny były skulone, a jej oczy utkwione w podłodze. Alistair chwycił ją za koszulę i powąchał. – Dlaczego czuję na tobie innego samca? Nie wiesz, że jesteś moja? – warknął, uderzając ją. Puszczając jej koszulę, szarpnął ją za włosy. – Odpowiedz mi! – wrzasnął wściekle. – W barze – jęknęła Serafina, a Alistair stęknął i uderzył ją ponownie, tym razem mocniej. Serafina krzyknęła, a w jej głowie eksplodował ból. Bez względu na to, ile razy została uderzona przez Alistaira, za każdym razem bolało to cholernie mocno. – Co Luna stada robi znowu w barze? Ty głupcze! Co mówiłem ci o chodzeniu do baru? – syknął Alistair, ciągnąc ją, dopóki nie znaleźli się w kuchni. – N-nie nie n-ie – jęknęła Serafina. – Mogę to wyjaśnić. Byłam pijana i z-zemdlałam. Ze złowieszczym uśmiechem Alistair chwycił srebrny bicz, który spersonalizował specjalnie dla niej. Serafina drżała obficie. Rany zadawane jej srebrnym biczem bolały tysiąc razy bardziej. Za każdym razem, gdy była nim bita, czuła się, jakby stała w płomieniach. – Cipo, co mówiłem ci o barze? – Obiecuję, że już nigdy tego nie zrobię! – krzyczała Serafina i szamotała się w jego uścisku. – Obiecuję. Proszę! Alistair pchnął ją na podłogę i zaczął ją kopać. Jego oczy błyszczały z ekscytacji. Następnie, unosząc bicz, chłostał ją niezliczoną ilość razy. Serafina wydała z siebie przeraźliwy krzyk. Zapach płonącego ciała połączył się z zapachem jej krwi w powietrzu. Bicz rozrywał jej ciało, a krew tryskała. Ból przeszył ją jak miecz i oślepił wzrok. Spluwała krwią i łapała powietrze. – Głupcze, ostrzegałem cię, żebyś nie podważała moich słów. Dopóki nie spłacisz swojego długu, będziesz robić to, co ci każę. Trzask! Nastąpiło kolejne uderzenie. Serafina krzyknęła, gdy przeszywający ból przemknął przez jej ciało niczym błyskawica. Zaczerpnęła ostro powietrza, zacisnęła zęby i próbowała skupić się na czymś innym niż ból. Zamierzał wymierzyć kolejny cios, gdy do środka wpadł dyszący Beta stada. – Alistair! Alfa Alistair! Alfa Stada Obsydianowego Księżyca tu jest! – ogłosił. Alistair znieruchomiał, dając Serafinie trochę czasu na odzyskanie sił. Odczołgała się tak daleko od Alistaira, jak to tylko możliwe. Jej krew była rozmazana wszędzie. Z każdym ruchem jej kości groziły złamaniem. – C-co? – przełknął ślinę Alistair, ostrożnie opuszczając bicz. Alfa Obsydianowego Księżyca był najbardziej bezlitosną istotą znaną wilkołakom. Nie tylko był niesamowicie dominujący. Jego wilk był jak bestia. Niedawno wrócił z wojny ze stadem, które ośmieliło się mu przeciwstawić; wymordował wszystkich w tym stadzie. – Krążą plotki, że przybył do Crimsoncrest zeszłej nocy i nie rzucał się w oczy. Wojownicy stada powiedzieli mi, że on i jego ludzie zmierzają się z tobą zobaczyć – poinformował go jego beta. Serafina nie mogła być bardziej wdzięczna za takie rozproszenie uwagi. Błogosławiła Alfę Obsydianowego Księżyca za to, że ją ocalił i złagodził jej karę. Pomimo bólu rozdzierającego jej ciało, czuła strach emanujący z Alistaira i jego Bety. Dzięki temu poczuła się znacznie lepiej. – Kurwa – warknął Alistair. – Poproś Omegę, aby przygotowała bankiet z okazji jego przybycia i niedawnego zwycięstwa. Podpiszemy rozejm, aby udowodnić, że nie jesteśmy z nim wrogo nastawieni i jego stadem. Nikt, i mam na myśli, nikt nie powinien denerwować go ani jego świty. Miejmy po prostu nadzieję, że udobruchamy go przyjęciem i rozejmem, i że przejdzie obok, nie kończąc z nami wszystkimi. – Tak, Alfo – skinął głową jego Beta. – A-ale musisz iść i go powitać. Zmierza do Domu Stada. Alistair warknął z frustracji. – Zabierz stąd tę sukę i posprzątaj ten bałagan. – Tak, Alfo. – Jego Beta skłonił głowę, gdy Alistair wybiegł z pokoju. Serafina westchnęła, ciesząc się, że Alistair będzie bardzo rozproszony do czasu, aż Potężny Alfa odjedzie. Może, tylko może, gdyby był wystarczająco rozproszony, w końcu wymyśliłaby sposób na spłatę swoich długów, a następnie ucieczkę ku wolności.

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki

2 – Skradziona partnerka bezlitosnego Alfy | Czytaj powieści online na beletrystyka