„Czy zdajesz sobie sprawę, że jesteśmy na oczach wielu ludzi?” zapytała Serafina stojącą przed nią wygadaną omegę.
Była wyczerpana. Pragnęła jedynie wymknąć się, znaleźć spokojne miejsce i ukryć się, dopóki przyjęcie nie dobiegnie końca, by móc zaszyć się w łóżku i zasnąć. Czuła na sobie czujny wzrok Alistaira, śledzący każdy jej ruch. To jednak nie było najgorsze; czuła również przenikliwe spojrzenie Alfy Luciusa.
„Słuchaj, nic mnie to nie obchodzi. Chcę tylko, żebyś wiedziała, że słyszałam, co dzisiaj zrobiłaś w garderobie, i nie boję się ciebie. Nie zdołasz mnie zastraszyć tak, jak to robisz z innymi dziewczynami. Ta jedna – zapomniałam jej imienia – wyszła stamtąd z płaczem, trzęsąc się jak osika. Inne miały później podobne reakcje. Masz szczęście, że nie było mnie z nimi; położyłabym kres twoim bzdurom”.
Dziewczyna, która to mówiła, górowała nad Serafiną, zarówno wzrostem, jak i posturą. Choć zazwyczaj nie brała udziału w potyczkach Alistaira z innymi dziewczynami, należała do ich grupy. W przeciwieństwie do reszty omeg zachowywała się tak, jakby nie bała się Wilczycy Luny drzemiącej w Serafinie.
Serafina wymusiła zaciśnięty uśmiech, robiąc wszystko, co w jej mocy, by w tych okolicznościach zachować dyplomację. Miała nadzieję, że ten jeden raz w życiu Alistair wreszcie stanie na wysokości zadania i stanie w jej obronie, ponieważ balansowała na krawędzi, desperacko starając się uniknąć skandalu. Wilczyca Serafiny, z drugiej strony, niczego sobie z tego nie robiła. Pragnęła udusić dziewuchę.
„Czy wiesz, kto miał zostać Luną, zanim się tu zjawiłaś? To była jedna z nas, jedna z tych tak zwanych omeg niskiego stanu, które tu widzisz. Wiedziałyśmy, że Wilczyca Luny jest wśród nas, więc planowałyśmy zbliżyć się do Alfy Alistaira. Ale wtedy pojawiłaś się ty i wszystko zrujnowałaś, a teraz się dziwisz, dlaczego tak bardzo cię nienawidzimy. Twoje dni w tym stadzie są policzone, więc miej się na baczności i uważaj na każdy krok”. Zakończyła, po czym odrzuciła włosy i odeszła.
Serafinę ogarnął wir emocji; nie wiedziała, co czuć, jak się zachować ani jak zareagować. Stała zamrożona przez coś, co wydawało się wiecznością, całkowicie zszokowana eskalującymi groźbami ze strony dziewczyn. Jej tak zwany przeznaczony nie wykazywał najmniejszej ochoty, by pomóc, czy choćby zauważyć jej istnienie.
Przetrwanie wydawało się być jej jedynym pocieszeniem, gdy przypomniała sobie o przysiędze krwi, którą Alfa Alistair złożył jej rodzicom, gdy ją przygarnął, spłacając ich dług. To był jedyny powód, dla którego wciąż żyła w tym niebezpiecznym położeniu.
Na myśl o rodzicach w ustach poczuła gorzki smak. W porównaniu z nimi łapała się na tym, że wolała Alistaira; nie potrafiła pojąć żadnej niegodziwości ani zdrady gorszej od tej, jakiej dopuścili się jej rodzice.
Jacy rodzice oddają własne dziecko jako zapłatę potworowi, doskonale wiedząc, że jest ucieleśnieniem zła?
Nagle w jej umyśle zabrzmiał głos Alistaira, wyrywając ją z przypominającego trans letargu. „Serafino, stoisz w jednym miejscu od ponad pięciu minut. Dlaczego?” zażądał odpowiedzi poprzez ich więź myślową.
Zaskoczona Serafina ocknęła się z zamyślenia i instynktownie spróbowała wycofać się w jeden z ciemnych kątów.
„Zatrzymaj się w tej chwili” rozkazał Alistair, a z jego głosu emanowała potęga, która przeszyła ją niczym prąd, przykuwając do miejsca.
„Nie skończyłaś jeszcze z gośćmi. Gdzie myślisz, że idziesz?” zapytał surowo.
Serafina rozejrzała się wokoło, szukając go w sali. „Ale rozmawiałam już ze wszystkimi ważnymi osobami, tak jak mi kazałeś. Nikt nie został” odpowiedziała przez więź.
„Czy ośmielasz się mnie kwestionować? Zajmę się tym później” odparł Alistair z groźnym podtekstem.
Przez ciało Serafiny przebiegł dreszcz; przełknęła ślinę, wiedząc, że „zajęcie się tym później” oznaczało zniesienie surowej kary, prawdopodobnie gorszej, niż mogłaby znieść bez utraty przytomności.
„A teraz wracaj” rozkazał Alistair. „Mam kilku specjalnych gości ukrytych wśród członków Stada i każdy z nich musi zostać dostrzeżony, potraktowany z najwyższym szacunkiem i obdarzony niepodzielną uwagą.
Powinnaś z łatwością ich rozpoznać, gdy znajdziesz się wśród członków stada, ponieważ nie pachną jak Crimsoncrest. A teraz pospiesz się, przyjęcie prawie dobiega końca, a oni już są wściekli. Z pewnością nie chcemy wojny i chaosu w Crimsoncrest, prawda?”
Kolejna fala strachu zalała Serafinę. Nienawidziła, gdy zmuszał ją do uśmiechania się i witania ze swoimi wspólnikami w zbrodni. Nade wszystko brzydziła się ich lubieżnymi spojrzeniami, niestosownymi uwagami i nieuzasadnionym kontaktem fizycznym.
Biorąc głęboki oddech, odwróciła się i posłuchała rozkazu Alistaira.
„Witaj, Luno, jak się masz? Chciałam tylko powiedzieć, że absolutnie zachwyciło mnie twoje dzisiejsze przemówienie i występ na scenie. Jesteś naprawdę niesamowita i stanowisz promyk światła, który błogosławi Crimsoncrest. Nie poradzilibyśmy sobie bez ciebie, prawda?
Co my byśmy zrobili, gdyby cię tu nie było? Zauważyłam, jak bardzo jesteś troskliwa, zawsze o wszystkich pytasz. Dobra robota, Luno” powiedziała starsza, prawdopodobnie dobiegająca pięćdziesiątki kobieta, przechodząc obok.
Zazwyczaj Serafina uśmiechnęłaby się z wdziękiem, ale tym razem była zbyt sfrustrowana, by w ogóle zwrócić na nią uwagę. Była wyczerpana tymi wszystkimi bzdurami, zmęczona udawaniem kogoś, kim nie była. Nikt nie traktował jej jak Luny, a mimo to wszyscy oczekiwali, że będzie wypełniać jej obowiązki.
„Dziękuję” odpowiedziała krótko Serafina i odeszła.
Kobieta i osoby w pobliżu były dość mocno zaskoczone.
„Co to do cholery miało być, Serafino? Postradałaś zmysły? Odbiło ci? A teraz odwróć się, uśmiechnij i przywitaj z tą kobietą jak należy” ryknął Alistair.
Serafina gwałtownie się zatrzymała, ciężko oddychając i przygryzając wargę, by się uspokoić. Paznokcie wbiła we wnętrza dłoni, a jej ciało drżało.
Po chwili ruszyła dalej w stronę gościa, nie oglądając się za siebie.
Ryk Alistaira odbił się echem w jej umyśle. Czuła, jak jego dominacja w niej wzbiera, niczym elektryczne fale pulsujące pod skórą, grożąc, że ją pochłoną. To było bolesne.
Jej wilczyca szalała; pierwotny instynkt nakazywał jej posłuszeństwo alfie za wszelką cenę. Żądała, by zawróciła i podporządkowała się poleceniom Alistaira. Ale nie potrafiła. Skupiła się na wszystkim, tylko nie na piekącym bólu, i parła naprzód.
„Dziś w nocy jesteś martwa!” zagrzmiał ryk Alistaira.
Biorąc głęboki oddech, Serafina odcięła swoją więź ze stadem, skutecznie uciszając głos Alistaira w swojej głowie.
Wiedziała, że ma poważne kłopoty. Jej ciało i umysł z pewnością poniosą dziś konsekwencje nieposłuszeństwa, ale odmówiła powrotu i przepraszania przypadkowych członków stada. Gardziła nimi. Przymykali oko na jej cierpienie.
Czy mogli szczerze twierdzić, że nie słyszeli jej krzyków większości nocy? Albo udawać, że nie widzą jej podbitych oczu, spuchniętej twarzy i smutku w oczach?
W tej chwili nienawidziła wszystkich w Stadzie Crimsoncrest i pragnęła tylko, by zostawiono ją w spokoju.
Zbliżając się do sekcji dla gości, zdała się na instynkt, który poprowadził ją do pierwszego specjalnego gościa. Była to elegancka blondynka w olśniewającej sukni, przypominająca osobistość z pokazu mody lub gali.
Z wymuszonym uśmiechem Serafina usiadła obok niej.
„Witam, jak się pani miewa? Podoba się pani przyjęcie?” zapytała uprzejmie.
Kobieta prychnęła, założyła długą nogę na nogę i przyjrzała się swoim wymanikiurowanym paznokciom.
„Widzę, że wciąż trzyma cię przy sobie” zauważyła, ledwie zaszczycając Serafinę spojrzeniem. „Cóż, to był dość interesujący obrót spraw. Przekaż swojemu alfie, że moje stado przyjęło to do wiadomości. Wiemy o tym, ale nie udzielimy mu wsparcia, dopóki nie zobaczymy, jak to się rozwinie.
Powinien pamiętać, że Alfa Obsydianowego Księżyca to najpotężniejsza, najbardziej przebiegła istota na Ziemi. Dla nas to nie jest pokaz siły, ale niebezpieczne ryzyko. Tak czy inaczej, jeśli uda mu się to przeprowadzić i zabić Luciusa Blackwooda, wtedy wyrazimy zgodę i będzie mógł posiąść całą władzę, jakiej pragnie”.
Serce Serafiny zamarło. Myślała, że to przyjęcie powitalne dla alfy Obsydianowego Księżyca, który był również najniebezpieczniejszym z wilków. Ale nie zdawała sobie sprawy, że planują też na niego zamach.
„Im szybciej, tym lepiej. Moje stado zgodzi się tylko wtedy, gdy sprawa zostanie załatwiona tak szybko, jak to możliwe. Należy to zrobić, dopóki Lucius niczego nie podejrzewa i jest rozproszony swoim zwycięstwem. Kiedy opuści Crimsoncrest, stanie się nietykalny, a Alistair straci nasze poparcie”.
Serafina przełknęła ślinę, zebrała siły i przeszła do kolejnego gościa.
Wszyscy wtórowali tym samym nastrojom. Każdy z nich chciał śmierci Alfy Luciusa przed jego wyjazdem z Crimsoncrest. To było jak wyrok śmierci.
Szybko przekazała informacje Alistairowi i dyskretnie zniknęła im z oczu. Nie potrafiła wyjaśnić, dlaczego czuła się, jakby zdradzała Luciusa, mimo że był dla niej okrutny, a może nawet gorszy niż jej przeznaczony.
Gdy wychodziła z Głównej Sali w stronę swojego pokoju w Domu Stada, Lucius ponownie ją przechwycił.
„Gdzie myślisz, że idziesz?” zapytał Lucius, a jego głos wywołał dreszcze na jej plecach, gdy w jej umyśle przemknęły wspomnienia ich wspólnej, namiętnej nocy.
„Czego chcesz?” zapytała.
Zachichotał, obnażając idealne zęby. Wciągnęła ostro powietrze, przypominając sobie dotyk jego ust na swoich sutkach.
„Przyjęcie dalekie jest od zakończenia, Serafino” powiedział, obserwując, jak przyjemność pulsuje w niej na dźwięk jej imienia.
„Chyba że zamierzasz spakować swoje rzeczy i pojechać za mną do domu, nie widzę powodu, dla którego miałabyś stąd wychodzić”.
Zaskakując samą siebie, Serafina prychnęła i skrzyżowała ramiona.
„Czy to wszystko, co masz do powiedzenia? Jakie to oryginalne... Słuchaj, mam dość dzisiejszego wieczoru. Nawet nie jesteś pewien, czy wyjdziesz stąd żywy...”
Oczy Serafiny rozszerzyły się; szybko zakryła usta dłońmi, zdając sobie sprawę z tego, że wyrwało jej się o jedno słowo za dużo.
„Co?” warknął Lucius, a jego dominacja przyćmiła tę Alistaira. Sama jej siła sprawiła, że zatoczyła się do tyłu.
Jego dłonie wystrzeliły do przodu i złapały ją, a choć była przerażona, jego dotyk posłał falę rozkoszy prosto do jej wnętrza.
„Co. Ty. Właśnie. Powiedziałaś?”
Ciało Serafiny drżało. Przygryzła wargę i walczyła z pragnieniem wyjawienia wszystkiego, co usłyszała. On nie jest twoim Alfą, przypomniała sobie. W jego oczach płonęła furią, potęgując jej strach tysiąckrotnie. A jednak nie potrafiła zdradzić swojego Alfy i przeznaczonego.
Po chwili na jego twarz wypłynął złośliwy uśmieszek, a oczy zabłysły, jakby dokładnie wiedział, o czym mówiła. Serafina zamrugała i przełknęła ślinę, czując żar jego dłoni na swojej talii, gdy jego palce wbijały się w jej miękką skórę.
Nagle przyciągnął ją do swojej twardej klatki piersiowej, delikatnie trzymając w talii, podczas gdy on obwąchiwał jej szyję.
„Zmuszę cię do mówienia, Serafino. To tylko kwestia czasu. Wkrótce będziesz dla mnie śpiewać, tak jak robiłaś to dwie noce temu. Ale to już będzie w mojej posiadłości”.
Serafina przypomniała sobie, by oddychać, drżąc w jego ramionach. Jego język odnalazł u nasady jej szyi miejsce, o którego istnieniu nawet nie wiedziała, i polizał je. Natychmiast jej nogi stały się jak z waty, a ciało stopiło się w jego uścisku. Cichy jęk opuścił jej usta, gdy zrobił to ponownie.
Jej ręce instynktownie owinęły się wokół jego szyi.
Zachichotał mrocznie.
„Jeszcze tu wrócę” powiedział, odrywając się od niej i odchodząc tak szybko, że zaczęła się zastanawiać, czy to, czego doświadczyła, nie działo się tylko w jej głowie.
















